Odwiedzając różnej maści portale i wortale zaczynam czuć się jak bym właśnie słuchał Fisza, z płytki Fru!. Pomysłowość (albo raczej - jej brak) ludzi od reklamy zaczyna mnie przerażać.
Na wp.pl widziałem już reklamy w stylu ign.com gdzie, zanim dostaniemy się do podstrony, jesteśmy raczeni full-screen reklamą z opcją “skip”, o reklamach z dźwiękami już wspominałem. Teraz o2 mnie katuje reklamą kolejnej szmiry - Straż nocna.
Tak naprawdę, nie mam wiele do flasha. W pewnych sytuacjach jest przydatny i wskazany, np portfolio Design Chapel czy Leo Burnett mi się podoba, ale te strony są w miarę zoptymalizowane. Oczywiście, u mnie w pracy się haczą, ale w przeciwieństwie do gównianych reklam w gazeta.pl nie zżerają mi 100% procesora!
I w ten oto sposób wracamy do reklamy filmu Straż nocna w jednym z serwisów portalu o2.pl. Muszę przyznać, że całkiem pomysłowy, ale litości! Latający flash przy kursorze, latające (flash jest cienki w dynamicznym poruszaniu dziesiątek obiektów, bo każdy obiekt traktuje jako wektor, a nie bitmapę, o czym pisał Magnum w Webesteem) obiekty w topie, i jeszcze flash na 2/3 ekranu (w 1280×1024). Litości, to zarzyna mojego AMD 2000+!
W codziennej pracy niejednokrotnie doskwiera nam brak właściwych materiałów referencyjnych, dotyczących realnych korzyści płynących z rozwiązań opartych na standardach. Utrudnia to przekonywanie tak klientów, jak i własnych pracodawców do wykonania kroku we właściwą stronę. Samo W3C celuje bardziej w inżynierów implementujących protokoły i formaty, niż w ludzi wykorzystujących je w swoich rozwiązaniach, stąd surowy i nieprzystępny charakter publikowanych przez nich informacji nie powinien dziwić. Z drugiej strony, coraz częściej docierają do nas głosy, że skoro na Joggerze publikujemy artykuły o podobnej tematyce, powinniśmy zrobić coś razem. Postanowiliśmy więc zawiązać akcję, mającą na celu informowanie o konkretnych plusach rozwiązań nowoczesnych, a jednocześnie ustandaryzowanych, które z pozoru mogą się wydawać cięższe do wdrożenia niż przestarzałe dziś metody, wykorzystujące prezentacyjny charakter dokumentu.
Z cyklu 360 stopni wokół standardów
, Patrys i nbw prezentują: standardy sieciowe.
Dostępna jest też oficjalna strona akcji. Za efekty nie ręczymy.
Jedną rzeczą, której naprawdę nie lubię w procesie składania stron, jest niedocenianie wkładu osoby tworzącej kod, tnącej grafikę, ba, czasem także przygotowującej grafikę. Zrób stronę
- to wszystko.
Czy aby na pewno?
Tak, stronę złożyć może «każdy głupi» ale przecież nasz zleceniodawca chce by zarazem było to złożone z klasą, nie rozjeżdzało się - najlepiej w XHTML i to w dodatku strict. Czysty kod, komentarze i to wszystko na wczoraj
. Bo przecież trzeba się pochwalić, nie?
Siadasz więc i… zaczynasz myśleć. Czy robić to na liście? A to, to lista definicji? Jakie nagłówki i gdzie? Ułatwienia dostępu? Bo prawda jest taka, że to, co dostajemy «z góry» z rzadka zawiera informacje, które nam, koderom i programistom są do czegokolwiek potrzebne. My dostajemy to, co podpisał klient, a to, jak to wykonamy, to już nasz problem. Grafik jest w najlepszej sytuacji - efekty jego pracy widać natychmiast. Programista również jest na dobrej pozycji - bez niego strona by nie żyła. Najgorzej ma koder, bo jego efekty doceni tylko ktoś, kto ma pojęcie o kodzie i wie jak interpretować wyniki walidatora. A przecież w obecnych czasach - każdy jest “webmasterem”.
I tak siedząc i myśląc podchodzi szef/odzywa się zleceniodawca i mówi przestań już czatować i przeglądać strony, tylko weź się do roboty!
…
Robienie tag-zupy jest jednak bardziej popłatne i mniej stresujące.
No! Do roboty!
Tak, zdecydowanie możemy mówić o fenomenie blogów. Tym bardziej, od kiedy za serwisami blogowymi stoją prawdziwe, niemałe pieniądze.
Można już spokojnie mówić o tym, że blog przestał być li tylko pamiętnikiem nastolatków - emocjonalnym striptizem, umysłowym ekhibicjonizmem. Blogi to obecnie bogate źródło informacji oraz szansa na sławę, rozpoznawalność i pieniądze.
W tym świetle nie jest specjalnym zaskoczeniem, że (to już oldie, ale z powodu zdechniętego joggera będzie o tym dziś) VeriSign, gigant w kwestii zabezpieczeń transakcji internetowych, jest zainteresowany popularnością blogów i kanałów RSS. Pierwszy krok wykonany - Verisign wykupiło weblogs.com.
Cena? Oparta na plotkach, przewidywane: od 2 do 5 mln dolarów.
Kto następny?
Spieprzaj dziadu vs. Dan Cederholm (SimpleBits)
Nie, nie czepiam się. Tak tylko mi się skojarzyło. To ja idę szukać drugiej części zestawienia edytorów.
Wszyscy doskonale wiemy, że na świecie jest cała masa zdolnych i ambitnych ludzi. Globalizacja, a przede wszystkim Internet, ułatwiła nam dotarcie do nich i dała nam możliwość sprawdzenia ich wiedzy w praktyce.
Doszło już do tego, że naprawdę, coraz mniej osób, dziwią teksty: “wiesz, rozmawiałem dziś z Mike’iem Davidsonem na temat tego rozwiązania, o którym ostatnio myśleliśmy - zasugerował mi byśmy zrobili to tak, tak i tak”.
Sieć daje nam również możliwość szybszej wymiany informacji i szybszego podchwytywania nowinek technologicznych z całego świata. Oczywiście, każdy kij ma dwa końce: szybkość wymiany informacji sprawia, że w czasie gdy kończysz czytać na temat jednej technologii, na rynku pojawiły się już dwie nowe, z czego co najmniej jedna, rozwija/zastępuje tą, której właśnie się nauczyłeś. Znasz PHP? Świetnie, ale coraz głośniej robi się o Ruby on Rails. Znasz już Ruby on Rails? Świetnie, na pewno ucieszysz się, że podobne rozwiązania są już w PHP (CakePHP). Nauczyłeś się Javascriptu? DOM to już potęga, a do tego jest AJAX. O XHTML możesz już nie wspominać, bo to tak, jak byś chwalił się, że znasz alfabet (choć, sądząc po poziomie wypowiedzi niektórych uczestników for dyskusyjnych - może i jest to jakaś nobilitacja?). Do tego jest ASP, ASP.NET, Java.
Z przyjemnością stwierdzam, że Polacy nie gęsi i swój język mają. W dodatku, wcale nie taki zupełnie niesłyszalny.
Owszem, z pozoru, nie ma na naszym żyznym poletku ludzi pokroju Dave’a Shea, Rogera Johanssona, Jeffreya Zeldmana czy Molly E. Holzschlag. Piszę z pozoru, gdyż, wg mnie, problemem nie jest brak takich ludzi - ludzie są, ich pomysły i rozwiązania są na światowym poziomie, a osobiście zawsze byłem pod wrażeniem polskiej kreatywności (owszem, chodzi mi o kreatywność czystą, a nie kopiowanie kopiowania skopiowanej strony za milion dolarów).
Problem pojawia się w organizacji naszego środowiska - albo jego niemal kompletnym zdezorganizowaniu. Nie ma u nas wielkich zlotów, nie ma konferencji, nie ma portali, które tak naprawdę stworzyły cały “hype” (np.: A List Apart). Przyznaję jednak - większość z nas, nie ma również możliwości finansowych, by w czymś takim partycypować. Powiedzmy sobie wprost: warunki w kraju są jakie są, a popularność tworzenia w Sieci, nie osiągnęła jeszcze poziomu, by zapewnić godne przetrwanie i jeżdzenie z konferencji na konferencję. W efekcie - jesteśmy wciąż, li tylo, zbiorem linków w blogrollach/bloglinesach.
Ale Idzie ku dobremu, Rodacy
- to się zmienia, w szybkim tempie - ale o tym, na razie, sza!
Początek nowej mody? Link
Ramka z linkami do archiwum z artykułem.
Pierwszym krokiem, jaki wykonujemy, zaczynając pracę w jakimś języku jest
dobór odpowiedniego edytora.
Edytor powinien być wygodny, ergonomiczny i powinien pomagać nam w codziennej
pracy.
W dużej mierze to właśnie od edytora zależy, jakie efekty będzie przynosić
nasz wysiłek.
Jak jednak dobrać edytor właściwy do naszych potrzeb?
Oczywiście - najlepiej sprawdzić każdy edytor dostępny na rynku. Żywię jednak
nadzieję, że niniejsze opracowanie, choć minimalnie ułatwi ten wybór.
Artykuł nie jest objęty żadną licencją poza „zdrowym rozsądkiem”. Został napisany
z myślą o moim worklogu (http://nbw.jogger.pl),
prywatnej stronie domowej, kursie browsehappy (http://kurs.browsehappy.pl)
oraz Webesteem Art&Design Magazine (http://art.webesteem.pl).
Oryginalny tekst ukaże się w formie strony HTML (kurs, magazyn, worklog i
strona domowa), PDF oraz RTF.
Od trzeciej części, opublikowanej na joggu, będzie można skorzystać z ramki
obok artykułu by pobrać na dysk archiwum z artykułem i obrazkami.
Chciałbym zauważyć, że zestawienie to jest subiektywne i niezależne – żadna
z firm w nim nie partycypowała oraz go nie sponsorowała.
Tworząc to opracowanie, przyjąłem proste założenie: edytor dla osoby „zielonej”,
która przeczytała, choć jedną książkę dotyczącą (X)HTML/CSS a teraz szuka programu,
który ułatwi zamianę teorii na praktykę – najlepiej natychmiast po jego uruchomieniu,
bez potrzeby czytania obszernej instrukcji obsługi.
Właśnie z tego powodu, choć starałem się jak mogłem by uniknąć tego typu sytuacji,
w przypadku niektórych programów mogłem przegapić pewne ich oryginalne rozwiązania
czy funkcje. Kajam się. Choć z drugiej strony, skoro nie udało się mnie, to czy znajdzie je zupełny “newbie”?
Chciałem zaznaczyć na wstępie, że w przeglądzie biorą udział tylko rozbudowane
edytory, oferujące coś więcej niż podświetlanie składni czy wsparcie dla unikodu.
Z tego właśnie powodu, w zestawieniu nie pojawi się: Notepad++, Notepad2, Crimson
Editor. Nie pojawi się tu także NVU, który, w moim odczuciu, nie jest ani edytorem
na miarę opcji Designer w Dreamweaverze, ani nie jest zwykłym edytorem tekstowym.
W zestawieniu występują:
(Windows)
(Linux)
W najbliższym czasie, zestawienie zostanie uzupełnione o najnowsze Adobe GoLive!
(Windows) oraz TextMate, BBEdit, skEdit (wszystkie – MacOSX).
XHTML, CSS, Javascript/DOM,PHP, WAI/WCAG i Section508Artykuł został napisany w programie Microsoft Word i przekopiowany do Macromedia
Dreamweaver. Kod niniejszej notki jest (prawie) w całości produktem tej akcji.
Przegapiłeś Rumours about angels? Lubisz Diary of Dreams i Diorama? Więc jeśli nie wiesz, to wszystko to i trochę więcej możesz zobaczyć ponownie - Warszawa, Proxima, 2-3 sierpnia października ;).
Nazywam się Tomasz Staniak, zajmuję się prowadzeniem/tworzeniem projektów internetowych. Na blogu przeczytasz o tym, co mnie interesuje a także z czym jestem związany zawodowo.