nbw: Redefine the undefined

Just another WordPress weblog

Friday
Dec 29,2006

Często w swojej pracy spotykam się z różnymi osobami, które mają pewne pomysły na start-upy.

Projekty bywają różne - część z nich jest bez sensu już na etapie pomysłu, część umiera później. Niestety, prawda jest taka, że dziewięć na dziesięć ciekawych projektów umiera zanim w ogóle wejdzie w fazę realizacji.

Dlaczego?

Abstrahując od problemów związanych z brakiem infrastruktury czy umiejętności, najczęstszą przeszkodą jest próba… zbyt szczegółowego opracowania projektu.

Tworzenie martwych dokumentów to jeden z największych absurdów. Pisanie pomaga zrozumieć istotę projektu, pozwala rozłożyć go na czynniki - sam rysuję i piszę, gdy mierzę się z nowym projektem. Ale stronię od tworzenia dokumentów, które będą użyteczne tylko dla jednej osoby. Stronię także od tworzenia dokumentów, dla samego sensu ich tworzenia.

Zamiast pisać - zacznij tworzyć.

Jedna z bolesnych prawd jakie odkryłem projektując gry komputerowe: nikt poza tobą nie czyta specyfikacji do końca. Im dłuższy dokument stworzysz, im bardziej złożonym językiem operujesz, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś dobrnie do końca.

Projekt musi mieć dokumentację, to fakt. Projekt musi mieć jednak dobrą, zwięzłą dokumentację, napisaną z myślą o ludziach, którzy będą ją czytać i będą jej używać. Dokumentacja musi być narzędziem, jak każde inne - musi być na tyle czytelna i użyteczna by można było ją przekazać i nie tracić czasu na wyjaśnienia o co w niej chodzi.

Czynnik ludzki

Jeśli tworzysz projekt w którego realizację jest zaangażowana większa ilość osób po prostu musisz przyjąć założenie, że to oni są twoimi największymi przeszkodami w jego realizacji.

Pozoronie paradoksalnie - ludzie, bez których nie jesteś w stanie projektu zrealizować, są jednocześnie w stanie wywrócić cały projekt do góry nogami.

Im dłużej zastanawiasz się nad tym, jak jakiś projekt ma działać i co powinno się w nim znaleźć, tym bardziej oddalasz się od jego realizacji. Ponieważ rozważamy projekty spontaniczne, bez zaplecza finansowego, którym można “stymulować” grupę osób, jedynym stymulantem jest coś bardzo eterycznego - idea. Pamiętaj - eterycznego, czyli ulotnego.

Jeśli nie uda ci się utrzymać żywej idei w grupie przez odpowiednio długi czas - przegrałeś.

Przeszkody przez innowacyjność

W książce “Mityczny osobomiesiąc” jedna z przewodnich myśli brzmi - jeśli tworzysz projekt innowacyjny, stykając się z technologiami czy metodyką z którą wcześniej nie miałeś do czynienia, pierwsza wersja powinna być potraktowana jako tester, prototyp. Dopiero w oparciu o wyciągnięte wnioski z tej wersji, istnieje szansa na realizację udanego projektu oficjalnego.

Sęk w tym, że to idea sprawdzająca się w tworzeniu oprogramowania, przy projektach rozłożonych na lata. A mówimy przecież o projektach, których cykl projektowy trwa kilka-kilkanaście dni.

Niech twój projekt oficjalny stanie się jednocześnie prototypem - uruchom coś, cokolwiek. Wyrzuć wszystkie funkcje, których nie jesteś w stanie wdrożyć w odpowiednio krótkim czasie. Pracujcie na żywym organizmie. Ludzie mogą twierdzić, że projekt który realizujecie jest niedopracowany, że się źle nazywa, że ma kiepski projekt graficzny - na to wszystko przyjdzie czas, później.

W 37signals twierdzą: nie skupiaj się na szczegółach za wcześnie i mają rację.

Mało znaczy dużo

Początek jest taki sam dla niemal każdego “wielkiego” pomysłu - szukanie ludzi, gdy tak naprawdę nie mamy im nic do zaoferowania; szukanie pieniędzy, gdy nie ma się nic do pokazania.

Im większy zespół tym więcej problemów. Jeśli potrzebujesz godzinę by wytłumaczyć jednej osobie ideę projektu, w który chcesz tę osobę wciągnąć, to jeśli musisz to samo przedstawić grupie dziesięciu osób tracisz już dziesięc godzin. Dziesięć godzin, które mógłbyś wykorzystać na stworzenie czegoś użytecznego, czegoś co nie umożliwia dowolnej interpretacji - szkic interfejsu, kawałek kodu, działająca funkcjonalność. Pamiętaj, że każdej kolejnej osobie, którą zaprosisz do pomocy przy nieistniejącym projekcie będziesz musiał tłumaczyć wszystko od początku.

Duże zespoły wymagają kontroli. Duże zespoły potrzebują raportów, zebrań, spotkań, dyskusji. Im większy zespół tym większego wysiłku potrzeba do koordynacji projektu. Zamieszanie wokół wielkich zespołów jest na tyle duże, że pozwala ukryć fakt, że realnie pracuje tylko kilka osób - reszta jest bierna, z reguły nie rozumiejąc o co w projekcie chodzi.
Im więcej osób ma wpływ na projekt na wczesnym etapie - na etapie planowania, tym większe prawdopodobieństwo, że ostateczny produkt będzie wszystkim, tylko nie tym, czym miał być. Jedna osoba to z reguły dwa różne pomysły, dwie osoby to już cztery ale trzy osoby to już dziewięc sprzecznych ze sobą pomysłów.

Doświadczyliśmy tego w generated content - mylą się bowiem ci, którzy myślą, że 10przykazan.com to nasz pierwszy wspólny projekt. Starszy jest projekt, w który zaangażowane jest kilka osób - jego planowanie mogłoby posłużyć za przykład jak tego nie robić. I prawdopodobnie kiedyś to jeszcze opiszemy.

Trzy fazy upadku

W projektach innowacyjnych wydzielam trzy fazy upadku:

  1. IDEA - ludzie gromadzą się wokół jakiegoś pomysłu. Pomysł jest niedookreślony, ale na tym etapie to nieważne - ludzie mają entuzjazm, cieszą się, mają głowy pełne pomysłów
  2. “O co tu chodzi?” - przeciąganie terminu realizacji projektu i notoryczny brak dookreślenia założeń sprawia, że coraz więcej osób zadaje właśnie to pytanie. Więcej osób pytających generuje więcej czasu potrzebnego na wytłumaczenie o co chodzi
  3. Jeśli na etapie drugim nie uda się uruchomić projektu, to na etapie trzecim już nikt, łącznie z samym pomysłodawcą, nie jest w stanie określić o co w projekcie chodziło. Osoby bezpośrednio zaangażowane tłumaczą o co chodziło, inni kręcą się w kólko nie wiedząc co mają robić. Projekt umarł.

Projekty, bez zaplecza finansowego, nie mają za dużo szczęścia. Dlatego staraj się jak najszybciej dostarczyć cokolwiek działającego. Jeśli budujesz serwis gromadzący ciekawe notki na jakiś temat, nie czekaj aż otrzymasz profilowany CMS - załóż bloga, np. na Wordpressie czy Text Pattern z dostępem dla wielu użytkowników.
Pozwoli ci to szybko zweryfikować na kogo możesz liczyć oraz wskaże dalszą drogę rozwoju.

Rozwój przez wyrzuty sumienia

Jeśli wypuścisz produkt, poczujesz ulgę. Ale to dopiero początek drogi i z doświadczenia powiem, że było to łatwiejsze niż to, co czeka cię teraz - rozwój produktu.

Nie oszukujmy się - w polskich realiach najwięcej innowacyjnych czy po prostu ciekawych pomysłów, mają ludzie w wieku 18-25 lat. Z reguły nie mają zaplecza finansowego, często rozwijają wszystko za własne pieniądze. Często muszą utrzymać siebie, skończyć szkołę/studia, utrzymać się w pracy codziennej. Projekty, które rozwijają są wynikiem ich pasji, często te projekty w ogóle nie mają potencjału komercyjnego - nie da się ich spieniężyć, wrzucenie reklam jest równoznaczne z degradacją projektu.

To wszystko pochłania czas i nagle okazuje się, że nie ma go na to, by rozwijać pomysł. I w tym momencie właśnie pojawia się kolejna zaleta tego, że projekt został uruchomiony i ktoś z niego korzysta - wyrzuty sumienia, które w końcu popchną cię do tego, by wprowadzić te wszystkie zmiany o które były planowane.

Brzmi strasznie, ale w rzeczywistości to dobrze, że tak jest. Ograniczenia zmuszają do szukania rozwiązań.

Pojawia się jednak w tym miejscu jeden poważny problem, z którym musi sobie dać radę każdy - umiejętność podzielenia się projektem. Każdy chce być sławny i bogaty, nie oszukujmy się. Przychodzi jednak taki moment, w którym trzeba zwrócić się o pomoc do kogoś innego. Możesz być super programistą, super grafikiem czy super koderem, ale jak brzmi stare powiedzenie gruzińskie: “i Herkules dupa, gdy wroga (problemów) kupa”.

Odstąp część obowiązków komuś innemu, pozwól wnieść w swój projekt trochę świeżości. To wciąż twój projekt ale nie rozwiniesz go, jeśli cały czas będziesz trzymał wszystko na swoich barkach. Nam się udało - przy nowym 10p pracuje jeszcze kilka osób “z zewnątrz”. Tłumaczenie Getting Real to mój pomysł, który udało się zrealizować dzięki temu, że podzieliłem się nim z Kubą Filipowskim a razem uznaliśmy, że lepiej będzie jeśli zarządzanie projektem weźmie na siebie ktoś, kto ma od nas więcej czasu i odpowiednio duże doświadczenie w takich projektach (Michał Tosza).

Nie bój się błądzić - obserwuj ludzi, którzy dają jasne sygnały co im się podoba a co nie. Może z początku będziesz musiał zmagać się z krytyką ale tego nigdy nie unikniesz. Może z początku będziesz sądził, że wypuszczanie niedokończonych projektów w Sieć trąca amatorszczyzną, jest po prostu śmieceniem - i będziesz miał rację. Ale w przypadku braku zaplecza finansowego, to często jedyny sposób, by twój pomysł nie umarł zanim się narodzi.

Bardzo dobrze, z menadżerskiego punktu widzenia, opisał to Marcin Niebudek w notce Planować czy startować.

Friday
Dec 22,2006

Od powstania 10przykazan.com minął rok. Zbliżający się nowy rok to dobra okazja do krótkich podsumowań. Mimo rozbieżnych opinii o serwisie udało nam się przetrwać ten rok a serwis uzyskał pewną ugruntowaną pozycję.

10przykazan.com w statystyce to:

  • 3,643,808 odsłon, od początku istnienia
  • 28.46 gigabajtów danych wysłanych, od początku istnienia

Co po uśrednieniu, tygodniowo przekłada się na:

  • 105,103 odsłon
  • 917.57 megabajtów danych wysłanych
  • 1.997 unikalnych adresów IP

Ogólnie nie jest to dużo jak na serwis, ale całkiem sporo jak na serwis, którego wcale nie trzeba odwiedzać by z niego korzystać. Nie jesteśmy “statofilami”, więc w tej chwili nie jestem w stanie zaprezentować bardziej złożonych statystyk.

Oczywiście, miesiąc się jeszcze nie skończył a statystyki mogą uleć poprawie, tym bardziej, że od dwóch dni 10przykazan.com jest jednym z “kanałów sponsorowanych” w polskiej wersji serwisu netvibes. Dziękujemy.

Rodzi się oczywiście pytanie - ok, ale co dalej?

Nie da się ukryć, że w chwili obecnej cała nasza praca skupiona jest na uruchomieniu innych aplikacji oraz stron firmy w której pracujemy, przede wszystkim systemu WEGO CMS i jego strony domowej. Nie oznacza to jednak, że nie szykujemy aktualizacji 10p. Będzie to pierwsza aktualizacja funkcjonalna, w której zmianie ulegnie nie tylko wygląd serwisu. Dojdą nowe funkcje o które dopytywaliście się przez cały rok oraz te, które planowaliśmy wprowadzić od samego początku. Serwis stanie się bardziej interaktywny i mniej zależny od naszego czasu. Aktualizacja przebiegnie dwuetapowo - pierwsza aktualizacja będzie aktualizacją funkcjonalną, z małym face-liftingiem. Z racji tego, że dojdzie więcej funkcji, zmianom ulegnie wygląd serwisu (choć staramy się zachować obecny układ). Kolejna aktualizacja będzie już tylko wizerunkowa, a o samym projekcie nowego 10p jeszcze wspomnę w nieodległej przyszłości.

Ponadto, jeszcze przed nowym rokiem szansę, by ujrzeć światło dzienne ma wczesna wersja podserwisu 10p i traduko.info. Powstała jako wynik długotrwałej i długofalowej współpracy generatedcontent.com oraz yashke.com

Podsumowując, w imieniu zespołu 10p chciałbym podziękować za krytykę i pochwały, którymi nas i nasz serwis obsypywaliście oraz życzyć Wam pogodnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia, Szczęśliwego Nowego Roku oraz dalszego korzystania z naszych (tak GC jak i Yashke) serwisów. Oczywiście, idąc śladem przedostatniej notki z bloga iCenter możecie składać swoje życzenia dotyczące serwisu 10p.

Sunday
Dec 17,2006

Odkąd pojawiły się serwisy oferujące możliwość skrócenia długiego adresu URL strony, gdzie potencjalnie jest coś ciekawego, do krótkiego zbitka niewiele mówiących cyferek i literek, niemal wszystkich moich mniej lub bardziej znajomych ogarnął szał skracania. Też tego doświadczyliście?

Oczywiście, rozumiem że może być to przydatne ale z reguły traktuję to jako bezużyteczny syf. Skracanie bowiem ma w moim mniemaniu jedną poważną wadę - do momentu kliknięcia, nie wiem gdzie wyląduję. Oczywiście, niektóre serwisy skracające pozwalają dopisać własne opisy dla linka, który nie musi wyglądać jak pierwsze słowa programisty na kacu, po przebudzeniu pod stołem. Dzięki tej zaawansowanej funkcjonalności może przyjąć równie użyteczną formę np “fajne”, “zobato”, “czekieraut” itd.

A wszystko co naprawdę jest mi potrzebne, robi serwis url(x). Owszem, link jest tradycyjnie zakończony niekomunikatywnym chłamem cyferkowo-literkowym, brakuje możliwości dodania własnego opisu, ale przynajmniej wiem gdzie trafię, bo obok zakodowanego skrótu mam podaną domenę skąd pochodzi link. Niby nic, ale zamiast dostawać: http://42.pl/u/oGY wolę dostać: http://urlx.org/berlios.de/b1555.

Getting Real po polsku

  • Filed under: web
Tuesday
Dec 12,2006

Osoby będące na Grill IT we Wrocławiu być może słyszały jak dopowiadałem do prezentacji Kuby Petrykowskiego na temat Getting Real, że powstaje polskie tłumaczenie tej książki. Wtedy było to jeszcze tłumaczenie partyzanckie, nieautoryzowane. Miło mi poinformować, że otrzymaliśmy oficjalną autoryzację a prace nad tłumaczeniem idą pełną parą.

Ponieważ pracy jest wciąż dużo, cały czas szukamy ludzi zainteresowanych pomocą w tłumaczeniu. W tej sprawie kontaktować się można z Kubą Filipowskim bądź ze mną.

Zmiany w rozkładzie jazdy PKP

  • Filed under: web
Sunday
Dec 10,2006

Trzy pociągi bezpośrednie z Wrocławia do Łodzi, pierwszy o 7.18 ostatni o 17.22. Drogie PKP, co wy jaracie?

TextMate pod Windows

  • Filed under: web
Saturday
Dec 2,2006

Może niezupełnie, ale blisko. Użytkownicy innych systemów operacyjnych niż MacOSX od dawna zazdrościli Textmate - bodajże pierwszego edytora od czasu Vi i Emacsa, który wprowadził kompletnie nową jakość w temacie edycji kodu. Edytor stał się swoistą ikoną i wzorem do naśladowania dla twórców edytorów pod inne platformy. Natomiast autor edytora E zamiast kopiować pomysły skontaktował się z Allanem Odgaardem (z którym studiowali na tej samej uczelni, ale nigdy się nie poznali), autorem Textmate i przedstawił mu wizję współpracy, na którą Allan przystał.

W wyniku współpracy edytor E stanie się kompatybilny z Textmate na poziomie makr, komend, preferencji.

Wpis z bloga autora E-dytora ;) (via porneL)

GrillIT2.0 także w Krakowie

  • Filed under: web
Thursday
Nov 16,2006

OPCOM pozazdrościł i wyszedł z propozycją zorganizowania GrillIT także w Krakowie.

Ponieważ to inicjatywa zacna i warta propagowania, to może inne miasta również ją podchwycą? A tymczasem, tych co chcą i mogą, pozwolę sobie również zaprosić na drugie spotkanie GrillIT we Wrocławiu.

UPDATE: wygląda na to, że 3miasto też się organizuje. Zgłoszenia można kierować pod adresem: grillit.3city@gmail.com

Flashowiec poszukiwany

  • Filed under: web
Tuesday
Oct 31,2006

Poszukuję flashowca do pracy przy stronach WWW - głównie wzbogacanie statycznych projektów o interesujące efekty wizualne, czasem projekty bardziej zaawansowane.

Opis pracy: typowa praca w naszych warunkach - łatwa, prosta i przyjemna. Klienci nie wymyślają głupot, podobają im się rzeczy minimalistyczne i z klasą a za to dobrze płacą*

Wymagania: terminowość, samodzielność, terminowość, wyobraźnia, terminowość, kreatywność, terminowość (”możliwość pracy w młodym i dynamicznym zespole” itd). Wspominałem o terminowości?
I komunikatywność. Nie spotkałem się jeszcze z projektem, który nie byłby opóźniony, ale kwestią kluczową jest umiejętność poinformowania o opóźnieniu. Interesują mnie ludzie, którzy mogą powiedzieć: “wiesz, wracałem do domu by to zrobić, ale spotkałem kumpla na mieście, poszliśmy na dwa piwa a tam była taka super barmanka…” - byle też nie za często. Zarazem fajnie by było, gdybym nie musiał potencjalnego kandydata uczyć flasha i pokazywać FlashVars w kategorii odkrycia.
Sposób zatrudnienia: praca zdalna, umowa
Płaca: typowa dla Polski. czyt. zależnie od projektu stać Cię będzie na paczkę dropsów (tych z niższej półki, najczęściej do zebrania zza sklepu) albo Gorący Kubek, którym ogrzejesz** się w zimowy wieczór gdy okaże się, że odcięli Ci CO.

Poważniej - nie należy traktować tego ogłoszenia jako szansę na niesamowity rozwój czy możliwość zdobycia doświadczenia. Z reguły chodzić będzie o stworzenie prostego efektu na menu, bannerka czy tym podobnego tałtajstwa. Jeśli wyrobisz się w terminie otrzymasz premię, w zależności od typu projektu, od 10% do 40% kwoty bazowej.
Nie będę wciskał kitu o wielkich perspektywach czy zarobkach. Jeśli szukasz jakiegoś niewielkiego źródła dochodu, np na kwiaty dla dziewczyny czy piwo to prawdopodobnie jest to oferta dla Ciebie. Nie przepracujesz się (na początek kilka godzin w miesiącu), ale fortuny też nie zbijesz. Zgłoszenia można kierować tu: nbw@icenter.pl.
*) Już możesz się obudzić
**) Rzecz jasna, jeśli do tego czasu nie odetną ci prądu, ale wtedy będę zmuszony zrezygnować z Twoich usług. Capisci?

web2.0 dmucha Forbesa w Polsce.

  • Filed under: web
Sunday
Oct 22,2006

Jak pisał Kuba Filipowski na yashke.com, Forbes ostatnio przygotował notkę o web2.0 w Polsce. Ponieważ jestem stałym czytelnikiem Forbesa, jeszcze z czasów gdy nazywał się Profit i był (subiektywnie) najlepszym tego typu pismem na rynku, nie byłbym sobą, gdybym tego artykułu nie skomentował.

Chodzi bowiem o to, że jest to kolejny artykuł jakich wiele, z którego nic konkretnego nie wynika. web2.0 to hasło, które można podpiąć pod wszystko.
Niemniej cieszę się, że Forbes poruszył ten temat, choć sposób jest cokolwiek dyskusyjny. Cały artykuł można by skrócić do informacji, że web2.0 w Polsce rzekomo jest i ma się słabo - nie to co na “zachodzie”.

Na szczęście nie dostajemy papki, że Web2.0 == AJAX (choć pojawia się informacja o najczęściej używanych technologiach). W zamian jesteśmy informowani, że web2.0 to serwisy społecznościowe. Ale zaraz gubimy się, ponieważ pan Wojciech Ozimek z one2tribe informuje, że web2.0 to społeczność skupiona wokół jakiegoś projektu. I że nie powinno się inwestować w serwisy, które tej społeczności nie mają. Żegnajcie ciekawe pomysły.

Jako formę zarobku poruszamy oczywiście reklamy. Smutne, bo większość serwisów “web2.0″ nie ma tak naprawdę żadnej wartości reklamowej. Ludzie korzystają z nich dlatego, że są ich właśnie pozbawione.

Oczywiście, w artykule o web2.0 nie mogło zabraknąć wzmianki o geniuszu Kevina Rose’a i serwisie digg.com. Jest to chyba jeden z serwisów, który najczęściej jest przywoływany jako komercyjny sukces, podczas gdy wszelkie miliardowe przejęcia toczą się jakby obok niego.

Prawda z wartością każdego serwisu jest bowiem taka, że serwis jest wart tyle, ile potencjalny inwestor jest gotów za niego zapłacić.

Zdumiewające odkrycie przedstawia pan Michał Brański z o2 pod koniec artykułu - digg.com nie przyciąga zbyt wielu użytkowników i prawdopodobnie się przeje. Jeśli dodać do tego, że ten sam pan uważa, że smog.pl i wrzuta.pl podbijają wartość spółki o2.pl, zwłaszcza w świetle uruchomienia serwisu wideo przez interię, pozostaje mi tylko uśmiechnąć się z politowaniem.

I na koniec pozostaje mi spojrzeć na tabelkę liderów polskiego web2.0. Sposób jej dobrania jest dla mnie kompletnie niejasny. O ile nie ma co dyskutować o popularności grono.net czy smog.pl, pozostaje kwestia np blogfrog.pl. Jeśli wyłączyć z tych serwisów te, które mają wsparcie finansowe od początku (wiadomosci24.pl - gdyby przetrwał lead.pl byłoby ciekawiej, smog.pl, także polska wikipedia) oraz przymknąć oko na prawdziwą perłę popularności czyli grono.net, okazuje się, że liderami polskiego web2.0 są fotosik.pl, wykop.pl, goldenline.pl i niewymienione (kawałek dalej) 10przykazan.com.

Co ciekawe dla mnie, w treści artykułu pojawia się informacja o tym, że wykop.pl ma dziennie 4tys odwiedzających. Przyjmuję założenie, że chodzi o unikalne adresy IP. Na zdrowy rozsądek zakładam, że jest tego znacznie więcej, gdyż nie byłaby to wielka liczba biorąc pod uwagę, że 10przykazan ma obecnie dziennie ok. 2tys unikalnych IP.

Konludując, polskie web2.0 żyje, rozwija się wbrew przeciwnościom, ale ma się słabo. Dzieli się na dobre pomysły, które nie mają pieniędzy, kopie dobrych pomysłów z niezłymi pieniędzmi oraz serwisy, których popularność przerosła autorów i nie mają pomysłu co z danym serwisem zrobić dalej.

Wciąż w opinii wielu potencjalnych inwestorów pokutuje przekonanie, że internet to kopalnia złota, wystarczy tylko dorzucić trochę reklam i poczekać rok.
Niestety, reklamy się przejadły. I nie zmieni się to, dopóki będą królować niepodzielnie prymitywne pop-upy czy dźwiękowe reklamy, których nie da się wyłączyć. Żyjemy w Polsce, ze względu na poziom życia i sytuację finansową przeciętnego Polaka, nie mamy się co spodziewać, że ludzie będą chętnie dzielić się swoimi złotówkami. Paweł Tkaczyk stwierdza, że w ciągu pół roku od uruchomienia AdSense na swoim blogu zarobił tylko 70 dolarów. Wcześniej Roger Johansson próbował doklejać reklamy do swojego feeda RSS - z równie marnym skutkiem.

Poza tym, warto pójść tokiem rozumowania pana Wojciecha Ozimka - wartość serwisów tkwi w społeczności skupionej wokół nich. Naprawdę, nie trzeba atakować odbiorców reklamami, by na nich zarobić. Ale mam nadzieję, że do tego prędzej czy później ludzie dojdą.

Moją ulubioną perełką jest serwis wiadomosci24.pl - pewnie dlatego, że “byłem” przy jego poczęciu.

PS. Do badania “popularności” skorzystałem z alexa.com. Dlatego rzeczywiste wyniki mogą mniej lub bardziej odbiegać od rzeczywistości (w skrajnych przypadkach mogą być kompletnie nieprawdziwe). Dotyczy to zwłaszcza “niszowych” serwisów, których użytkownicy z reguły nie korzystają z przeglądarki Internet Explorer (w 10przykazan.com jest to mniej niż 10% odwiedzających).

IE Schroedingera?

  • Filed under: web
Wednesday
Oct 18,2006

O tym, że IE to bardzo specyficzna przeglądarka, która ma swoje humory, nikogo zajmującego się tworzeniem w Sieci przekonywać chyba nie muszę.

Jeśli zaś chodzi o kota… dobre wytłumaczenie znajdziecie oczywiście w Wikipedii - Kot Schroedingera.

Co mają wspólnego te dwa, pozornie niezwiązane przypadki?

Chciałbym Was ostrzec przed czymś, co jest błahe a pozornie może kosztować Was opinię i pieniądze. Chodzi bowiem o to, że ze stronami w IE, w przypadku gdy serwer na którym dana strona stoi ma kiepski routing, jest właśnie jak z kotem. Raz są, raz ich nie ma. Nie, nie, inaczej - są i ich nie ma, w tym samym momencie.

Ta zmienność może objawiać się nie w pełni załadowaną grafiką (dość oczywiste do wytropienia) bądź znikającymi elementami. Ze szczerą lubością IE upodobał sobie znikanie stopek. To powinno zwrócić uwagę.

Popełniacie błąd, jeśli w tym momencie robicie podgląd źródła - Wy i Wasi klienci zobaczycie to samo - pełne źródło, ze wszystkim, nawet z elementami, których nie widać. Oczywisty wniosek: źle napisany kod? Nie.

Zanim klient rzuci w Was czymś ciężkim, warto rzucić okiem na drzewko DOM. I zapewne ku Waszemu zdziwieniu okaże się, że w drzewku brakuje fragmentów, które w kodzie HTML przecież są. IE nie renderuje fragmentów stron, do których nie ma pełnych danych (HTML/CSS), dlatego jeśli nie załaduje w pełni CSS (np zabraknie kilkunastu bajtów z końca pliku) to po prostu nie wyświetli obciętych elementów - w ogóle.

Możecie ten błąd zasymulować na dowolnym serwisie - wystarczy w momencie ładowania strony, np Wirtualnej Polski kliknąć “stop” w przeglądarce. Jeśli dobrze traficie, wyświetli się pół strony, mimo, że w podglądzie źródła będzie całość.

Jest to jeden z tych problemów, który może spędzić sen z powiek i na który nie znam dobrego rozwiązania, może z wyjątkiem optymalizacji kodu. Jeśli ktoś ma doświadczenia z tym problemem - a wierzę, że jest sporo takich osób, to chętnie poczytam.