Od powstania 10przykazan.com minął rok. Zbliżający się nowy rok to dobra okazja do krótkich podsumowań. Mimo rozbieżnych opinii o serwisie udało nam się przetrwać ten rok a serwis uzyskał pewną ugruntowaną pozycję.
10przykazan.com w statystyce to:
Co po uśrednieniu, tygodniowo przekłada się na:
Ogólnie nie jest to dużo jak na serwis, ale całkiem sporo jak na serwis, którego wcale nie trzeba odwiedzać by z niego korzystać. Nie jesteśmy “statofilami”, więc w tej chwili nie jestem w stanie zaprezentować bardziej złożonych statystyk.
Oczywiście, miesiąc się jeszcze nie skończył a statystyki mogą uleć poprawie, tym bardziej, że od dwóch dni 10przykazan.com jest jednym z “kanałów sponsorowanych” w polskiej wersji serwisu netvibes. Dziękujemy.
Rodzi się oczywiście pytanie - ok, ale co dalej?
Nie da się ukryć, że w chwili obecnej cała nasza praca skupiona jest na uruchomieniu innych aplikacji oraz stron firmy w której pracujemy, przede wszystkim systemu WEGO CMS i jego strony domowej. Nie oznacza to jednak, że nie szykujemy aktualizacji 10p. Będzie to pierwsza aktualizacja funkcjonalna, w której zmianie ulegnie nie tylko wygląd serwisu. Dojdą nowe funkcje o które dopytywaliście się przez cały rok oraz te, które planowaliśmy wprowadzić od samego początku. Serwis stanie się bardziej interaktywny i mniej zależny od naszego czasu. Aktualizacja przebiegnie dwuetapowo - pierwsza aktualizacja będzie aktualizacją funkcjonalną, z małym face-liftingiem. Z racji tego, że dojdzie więcej funkcji, zmianom ulegnie wygląd serwisu (choć staramy się zachować obecny układ). Kolejna aktualizacja będzie już tylko wizerunkowa, a o samym projekcie nowego 10p jeszcze wspomnę w nieodległej przyszłości.
Ponadto, jeszcze przed nowym rokiem szansę, by ujrzeć światło dzienne ma wczesna wersja podserwisu 10p i traduko.info. Powstała jako wynik długotrwałej i długofalowej współpracy generatedcontent.com oraz yashke.com
Podsumowując, w imieniu zespołu 10p chciałbym podziękować za krytykę i pochwały, którymi nas i nasz serwis obsypywaliście oraz życzyć Wam pogodnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia, Szczęśliwego Nowego Roku oraz dalszego korzystania z naszych (tak GC jak i Yashke) serwisów. Oczywiście, idąc śladem przedostatniej notki z bloga iCenter możecie składać swoje życzenia dotyczące serwisu 10p.
Odkąd pojawiły się serwisy oferujące możliwość skrócenia długiego adresu URL strony, gdzie potencjalnie jest coś ciekawego, do krótkiego zbitka niewiele mówiących cyferek i literek, niemal wszystkich moich mniej lub bardziej znajomych ogarnął szał skracania. Też tego doświadczyliście?
Oczywiście, rozumiem że może być to przydatne ale z reguły traktuję to jako bezużyteczny syf. Skracanie bowiem ma w moim mniemaniu jedną poważną wadę - do momentu kliknięcia, nie wiem gdzie wyląduję. Oczywiście, niektóre serwisy skracające pozwalają dopisać własne opisy dla linka, który nie musi wyglądać jak pierwsze słowa programisty na kacu, po przebudzeniu pod stołem. Dzięki tej zaawansowanej funkcjonalności może przyjąć równie użyteczną formę np “fajne”, “zobato”, “czekieraut” itd.
A wszystko co naprawdę jest mi potrzebne, robi serwis url(x). Owszem, link jest tradycyjnie zakończony niekomunikatywnym chłamem cyferkowo-literkowym, brakuje możliwości dodania własnego opisu, ale przynajmniej wiem gdzie trafię, bo obok zakodowanego skrótu mam podaną domenę skąd pochodzi link. Niby nic, ale zamiast dostawać: http://42.pl/u/oGY wolę dostać: http://urlx.org/berlios.de/b1555.
Osoby będące na Grill IT we Wrocławiu być może słyszały jak dopowiadałem do prezentacji Kuby Petrykowskiego na temat Getting Real, że powstaje polskie tłumaczenie tej książki. Wtedy było to jeszcze tłumaczenie partyzanckie, nieautoryzowane. Miło mi poinformować, że otrzymaliśmy oficjalną autoryzację a prace nad tłumaczeniem idą pełną parą.
Ponieważ pracy jest wciąż dużo, cały czas szukamy ludzi zainteresowanych pomocą w tłumaczeniu. W tej sprawie kontaktować się można z Kubą Filipowskim bądź ze mną.
Trzy pociągi bezpośrednie z Wrocławia do Łodzi, pierwszy o 7.18 ostatni o 17.22. Drogie PKP, co wy jaracie?
Może niezupełnie, ale blisko. Użytkownicy innych systemów operacyjnych niż MacOSX od dawna zazdrościli Textmate - bodajże pierwszego edytora od czasu Vi i Emacsa, który wprowadził kompletnie nową jakość w temacie edycji kodu. Edytor stał się swoistą ikoną i wzorem do naśladowania dla twórców edytorów pod inne platformy. Natomiast autor edytora E zamiast kopiować pomysły skontaktował się z Allanem Odgaardem (z którym studiowali na tej samej uczelni, ale nigdy się nie poznali), autorem Textmate i przedstawił mu wizję współpracy, na którą Allan przystał.
W wyniku współpracy edytor E stanie się kompatybilny z Textmate na poziomie makr, komend, preferencji.
Wpis z bloga autora E-dytora
(via porneL)
OPCOM pozazdrościł i wyszedł z propozycją zorganizowania GrillIT także w Krakowie.
Ponieważ to inicjatywa zacna i warta propagowania, to może inne miasta również ją podchwycą? A tymczasem, tych co chcą i mogą, pozwolę sobie również zaprosić na drugie spotkanie GrillIT we Wrocławiu.
UPDATE: wygląda na to, że 3miasto też się organizuje. Zgłoszenia można kierować pod adresem: grillit.3city@gmail.com
Poszukuję flashowca do pracy przy stronach WWW - głównie wzbogacanie statycznych projektów o interesujące efekty wizualne, czasem projekty bardziej zaawansowane.
Opis pracy: typowa praca w naszych warunkach - łatwa, prosta i przyjemna. Klienci nie wymyślają głupot, podobają im się rzeczy minimalistyczne i z klasą a za to dobrze płacą*
Wymagania: terminowość, samodzielność, terminowość, wyobraźnia, terminowość, kreatywność, terminowość (”możliwość pracy w młodym i dynamicznym zespole” itd). Wspominałem o terminowości?
I komunikatywność. Nie spotkałem się jeszcze z projektem, który nie byłby opóźniony, ale kwestią kluczową jest umiejętność poinformowania o opóźnieniu. Interesują mnie ludzie, którzy mogą powiedzieć: “wiesz, wracałem do domu by to zrobić, ale spotkałem kumpla na mieście, poszliśmy na dwa piwa a tam była taka super barmanka…” - byle też nie za często. Zarazem fajnie by było, gdybym nie musiał potencjalnego kandydata uczyć flasha i pokazywać FlashVars w kategorii odkrycia.
Sposób zatrudnienia: praca zdalna, umowa
Płaca: typowa dla Polski. czyt. zależnie od projektu stać Cię będzie na paczkę dropsów (tych z niższej półki, najczęściej do zebrania zza sklepu) albo Gorący Kubek, którym ogrzejesz** się w zimowy wieczór gdy okaże się, że odcięli Ci CO.
Poważniej - nie należy traktować tego ogłoszenia jako szansę na niesamowity rozwój czy możliwość zdobycia doświadczenia. Z reguły chodzić będzie o stworzenie prostego efektu na menu, bannerka czy tym podobnego tałtajstwa. Jeśli wyrobisz się w terminie otrzymasz premię, w zależności od typu projektu, od 10% do 40% kwoty bazowej.
Nie będę wciskał kitu o wielkich perspektywach czy zarobkach. Jeśli szukasz jakiegoś niewielkiego źródła dochodu, np na kwiaty dla dziewczyny czy piwo to prawdopodobnie jest to oferta dla Ciebie. Nie przepracujesz się (na początek kilka godzin w miesiącu), ale fortuny też nie zbijesz. Zgłoszenia można kierować tu: nbw@icenter.pl.
*) Już możesz się obudzić
**) Rzecz jasna, jeśli do tego czasu nie odetną ci prądu, ale wtedy będę zmuszony zrezygnować z Twoich usług. Capisci?
Jak pisał Kuba Filipowski na yashke.com, Forbes ostatnio przygotował notkę o web2.0 w Polsce. Ponieważ jestem stałym czytelnikiem Forbesa, jeszcze z czasów gdy nazywał się Profit i był (subiektywnie) najlepszym tego typu pismem na rynku, nie byłbym sobą, gdybym tego artykułu nie skomentował.
Chodzi bowiem o to, że jest to kolejny artykuł jakich wiele, z którego nic konkretnego nie wynika. web2.0 to hasło, które można podpiąć pod wszystko.
Niemniej cieszę się, że Forbes poruszył ten temat, choć sposób jest cokolwiek dyskusyjny. Cały artykuł można by skrócić do informacji, że web2.0 w Polsce rzekomo jest i ma się słabo - nie to co na “zachodzie”.
Na szczęście nie dostajemy papki, że Web2.0 == AJAX (choć pojawia się informacja o najczęściej używanych technologiach). W zamian jesteśmy informowani, że web2.0 to serwisy społecznościowe. Ale zaraz gubimy się, ponieważ pan Wojciech Ozimek z one2tribe informuje, że web2.0 to społeczność skupiona wokół jakiegoś projektu. I że nie powinno się inwestować w serwisy, które tej społeczności nie mają. Żegnajcie ciekawe pomysły.
Jako formę zarobku poruszamy oczywiście reklamy. Smutne, bo większość serwisów “web2.0″ nie ma tak naprawdę żadnej wartości reklamowej. Ludzie korzystają z nich dlatego, że są ich właśnie pozbawione.
Oczywiście, w artykule o web2.0 nie mogło zabraknąć wzmianki o geniuszu Kevina Rose’a i serwisie digg.com. Jest to chyba jeden z serwisów, który najczęściej jest przywoływany jako komercyjny sukces, podczas gdy wszelkie miliardowe przejęcia toczą się jakby obok niego.
Prawda z wartością każdego serwisu jest bowiem taka, że serwis jest wart tyle, ile potencjalny inwestor jest gotów za niego zapłacić.
Zdumiewające odkrycie przedstawia pan Michał Brański z o2 pod koniec artykułu - digg.com nie przyciąga zbyt wielu użytkowników i prawdopodobnie się przeje. Jeśli dodać do tego, że ten sam pan uważa, że smog.pl i wrzuta.pl podbijają wartość spółki o2.pl, zwłaszcza w świetle uruchomienia serwisu wideo przez interię, pozostaje mi tylko uśmiechnąć się z politowaniem.
I na koniec pozostaje mi spojrzeć na tabelkę liderów polskiego web2.0. Sposób jej dobrania jest dla mnie kompletnie niejasny. O ile nie ma co dyskutować o popularności grono.net czy smog.pl, pozostaje kwestia np blogfrog.pl. Jeśli wyłączyć z tych serwisów te, które mają wsparcie finansowe od początku (wiadomosci24.pl - gdyby przetrwał lead.pl byłoby ciekawiej, smog.pl, także polska wikipedia) oraz przymknąć oko na prawdziwą perłę popularności czyli grono.net, okazuje się, że liderami polskiego web2.0 są fotosik.pl, wykop.pl, goldenline.pl i niewymienione (kawałek dalej) 10przykazan.com.
Co ciekawe dla mnie, w treści artykułu pojawia się informacja o tym, że wykop.pl ma dziennie 4tys odwiedzających. Przyjmuję założenie, że chodzi o unikalne adresy IP. Na zdrowy rozsądek zakładam, że jest tego znacznie więcej, gdyż nie byłaby to wielka liczba biorąc pod uwagę, że 10przykazan ma obecnie dziennie ok. 2tys unikalnych IP.
Konludując, polskie web2.0 żyje, rozwija się wbrew przeciwnościom, ale ma się słabo. Dzieli się na dobre pomysły, które nie mają pieniędzy, kopie dobrych pomysłów z niezłymi pieniędzmi oraz serwisy, których popularność przerosła autorów i nie mają pomysłu co z danym serwisem zrobić dalej.
Wciąż w opinii wielu potencjalnych inwestorów pokutuje przekonanie, że internet to kopalnia złota, wystarczy tylko dorzucić trochę reklam i poczekać rok.
Niestety, reklamy się przejadły. I nie zmieni się to, dopóki będą królować niepodzielnie prymitywne pop-upy czy dźwiękowe reklamy, których nie da się wyłączyć. Żyjemy w Polsce, ze względu na poziom życia i sytuację finansową przeciętnego Polaka, nie mamy się co spodziewać, że ludzie będą chętnie dzielić się swoimi złotówkami. Paweł Tkaczyk stwierdza, że w ciągu pół roku od uruchomienia AdSense na swoim blogu zarobił tylko 70 dolarów. Wcześniej Roger Johansson próbował doklejać reklamy do swojego feeda RSS - z równie marnym skutkiem.
Poza tym, warto pójść tokiem rozumowania pana Wojciecha Ozimka - wartość serwisów tkwi w społeczności skupionej wokół nich. Naprawdę, nie trzeba atakować odbiorców reklamami, by na nich zarobić. Ale mam nadzieję, że do tego prędzej czy później ludzie dojdą.
Moją ulubioną perełką jest serwis wiadomosci24.pl - pewnie dlatego, że “byłem” przy jego poczęciu.
PS. Do badania “popularności” skorzystałem z alexa.com. Dlatego rzeczywiste wyniki mogą mniej lub bardziej odbiegać od rzeczywistości (w skrajnych przypadkach mogą być kompletnie nieprawdziwe). Dotyczy to zwłaszcza “niszowych” serwisów, których użytkownicy z reguły nie korzystają z przeglądarki Internet Explorer (w 10przykazan.com jest to mniej niż 10% odwiedzających).
O tym, że IE to bardzo specyficzna przeglądarka, która ma swoje humory, nikogo zajmującego się tworzeniem w Sieci przekonywać chyba nie muszę.
Jeśli zaś chodzi o kota… dobre wytłumaczenie znajdziecie oczywiście w Wikipedii - Kot Schroedingera.
Co mają wspólnego te dwa, pozornie niezwiązane przypadki?
Chciałbym Was ostrzec przed czymś, co jest błahe a pozornie może kosztować Was opinię i pieniądze. Chodzi bowiem o to, że ze stronami w IE, w przypadku gdy serwer na którym dana strona stoi ma kiepski routing, jest właśnie jak z kotem. Raz są, raz ich nie ma. Nie, nie, inaczej - są i ich nie ma, w tym samym momencie.
Ta zmienność może objawiać się nie w pełni załadowaną grafiką (dość oczywiste do wytropienia) bądź znikającymi elementami. Ze szczerą lubością IE upodobał sobie znikanie stopek. To powinno zwrócić uwagę.
Popełniacie błąd, jeśli w tym momencie robicie podgląd źródła - Wy i Wasi klienci zobaczycie to samo - pełne źródło, ze wszystkim, nawet z elementami, których nie widać. Oczywisty wniosek: źle napisany kod? Nie.
Zanim klient rzuci w Was czymś ciężkim, warto rzucić okiem na drzewko DOM. I zapewne ku Waszemu zdziwieniu okaże się, że w drzewku brakuje fragmentów, które w kodzie HTML przecież są. IE nie renderuje fragmentów stron, do których nie ma pełnych danych (HTML/CSS), dlatego jeśli nie załaduje w pełni CSS (np zabraknie kilkunastu bajtów z końca pliku) to po prostu nie wyświetli obciętych elementów - w ogóle.
Możecie ten błąd zasymulować na dowolnym serwisie - wystarczy w momencie ładowania strony, np Wirtualnej Polski kliknąć “stop” w przeglądarce. Jeśli dobrze traficie, wyświetli się pół strony, mimo, że w podglądzie źródła będzie całość.
Jest to jeden z tych problemów, który może spędzić sen z powiek i na który nie znam dobrego rozwiązania, może z wyjątkiem optymalizacji kodu. Jeśli ktoś ma doświadczenia z tym problemem - a wierzę, że jest sporo takich osób, to chętnie poczytam.
Bedzietnych obciążyć podatkami bo przecież jak ci, co nie piją - są wywrotowcami. Specjalnie uszczuplają budżet państwa. A tym wielodzietnym damy mieszkanie, ze “specjalnej puli mieszkań”. Zapewne z tych trzech melonów. A tanie państwo to już zapewne tylko synonim taniego społeczeństwa - jak kur*a łyknie wszystko.
A na wypadek gdybyście mieli kiedyś wątpliwości, możecie sprawdzić czy produkty, które kładziecie na stole są aby na pewno koszerne. Co więcej, zainteresowane firmy/wytwórcy mogą nawet przejść proces certyfikacji w siedmiu prostych krokach. Po drodze będą się kontaktować z Rabbinic coordinator (account executive) i Rabbinic field rep.
Kalka Allegro, ale darmowa więc już nie kalka tylko inspiracja. Nie?
Na koniec - to przecież oczywiste, że dwa morderstwa w dwa dni to przypadek. Na świecie przecież w tym samym czasie dochodzi do “tysięcy a nawet setek” morderstw. Pewnie po prostu weszli w linię ognia.
Nazywam się Tomasz Staniak, zajmuję się prowadzeniem/tworzeniem projektów internetowych. Na blogu przeczytasz o tym, co mnie interesuje a także z czym jestem związany zawodowo.