nbw: Redefine the undefined

Just another WordPress weblog

Archive for the ‘prywatnie’ Category

Thursday
Mar 20,2008

Szczerze podziwiam osoby, które potrafią “lewelować” postać do 50-tego poziomu w World of Warcraft - mnie zmęczyło koło 10-tego. Samo granie w Sieci nigdy mnie specjalnie nie ciekawiło jest co prawda parę wyjątków, które mnie zainteresowały, w które prędzej czy później zagram i możliwe, że się do nich przekonam - może mnie wciągną bardziej niż bardzo.

Jak na razie, najbliżej temu prostej grze strategicznej: “Weewar“, którą dziś chciałbym Was zainteresować.

weewar1.jpg

Koncepcja zaczerpnięta z Risk! i uzupełniona o drobne pomysły z paru innych gier - moim zdaniem - doskonale sprawdza się w wirtualnej rzeczywistości.

Gra jest bardzo prosta - ot, kilku graczy na heksagonalnej mapie, parę jednostek do wyboru, proste zarabianie pieniędzy za utrzymywanie punktów kontrolnych i kupowanie kolejnych jednostek. Strategia na grę też jest prosta - rozwiń się jak najszybciej, zajmij jak najwięcej baz, zajmij strategiczne pozycje i utrzymując linię frontu, wewnątrz swojego imperium, zbuduj armię, która zmiecie przeciwników z powierzchni ziemi. To jest mapy.

Mapy, na których możemy zagrać są zróznicowane - jedne faworyzują jedną ze stron wymuszając tworzenie sojuszy; na innych mamy z góry narzuconą liczbę i rodzaj jednostek, których nie możemy uzupełnić ponieważ nie ma baz.

Jednocześnie możemy prowadzić od jednej do dziesięciu (konto płatne) rozgrywek na różnych mapach, co pozwala decydować o czasochłonności gry - przy jednej rozgrywce wystarcza średnio 15-20 minut dziennie. Dodatkowym bonusem do konta płatnego jest dostęp do większej liczby, bardziej zróżnicowanych, jednostek co zmniejsza trochę schematyczność najpopularniejszych strategii.

Gra nie jest bez wad - irytować może schematyczność rozgrywek prowadzonych na bezpłatnych kontach, przesadne zbalansowanie (bądź jego kompletny brak) map. Niektórych denerwować może także pozorne faworyzowanie piechoty i artylerii czy dziwna “losowość” wyników potyczek między uszkodzonymi a będącymi w pełni sił jednostkami (zdarzają się wyniki prawie jak w pierwszej Cywilizacji gdzie Milicja w szczerym polu niszczyła Czołg). Wszystko to jednak zdaje się umykać gdy odkrywamy, że niedoceniliśmy siły jednego z przeciwników i trzeba rozpocząc taktyczny odwrót by ustalić nową linię frontu i odbudować swoją armię.

Cywilizacja to nie jest, Advance Wars z Game Boya również nie, ale jeśli szukasz rozrywki na parę minut dziennie, przerywnika między zadaniami albo nieskomplikowanej łamigłówki - gorąco polecam.

Znów jestem nastolatkiem

Friday
Mar 14,2008

Wczoraj stuknęła mi kolejna w moim życiu “dziewiętnastka”. Tym razem heksadecymenalnie. 

Zastanawiam się, czy osiemnastkę bardziej przegapiłem, czy nie znalazłem sensu by o niej pisać. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że takie myślenie doprowadziło do zaniedbania tego miejsca, tym razem jednak coś napiszę. A nuż ponownie wejdzie mi to w nawyk?

Właściwie nie odczuwam żadnych głębszych zmian w związku z kolejnym rokiem na karku. Może coraz trudniej znoszę skutki świątecznego obżarstwa (co kiedyś było nie do pomyślenia), może też powiększyły mi się zakola na czole.
Wciąż giną mi skarpetki, wciąż grywam do wczesnych godzin rannych gdy tylko coś mnie przykuje do monitora (ostatnio Warhammer 40k), wciąż lubię zapach skoszonej trawy, zapach skórzanej piłki “do nogi” i budować zamki z piasku.

Tempo życia już mnie tak nie przeraża. Zacznie pewnie pod czterdziestkę.

Paradoksalnie, po głębokim kryzysie trwającym niemal dwa lata, znajduję coraz więcej czasu na realizację rzeczy, po których kiedyś miewałem wyrzuty sumienia, że tracę bezproduktywnie czas - “świat” nie chce być zbawiony, więc szkoda na to życia.

Oczywiście, nadal miewam dni - czy nawet całe tygodnie - kiedy wychodzę w poniedziałek do pracy i jest piątek, kiedy moja kreatywność i pomysłowość ogranicza się do posmarowania chleba jednak nożem a nie łyżką. I choć cały wszechświat rzeczy mógłby być w moim życiu poukładany lepiej, to naprawdę, szkoda mi czasu, by bez sensu narzekać.

Mam kochającą dziewczynę, w której znajduję oparcie i która napawa mnie dumą. Ciszę, spokój, niewielką grupę kreatywnych znajomych, z którymi uwielbiam rozmawiać i realizować kolejne pomysły - o czym pewnie niebawem.

Dziękuję wszystkim, którzy pamiętali a tych, którzy chcieliby pamiętać, ale nie potrafili nigdy takich danych zdobyć - przepraszam :)

Koderskie (r)życie

Sunday
Nov 4,2007

Kiedy zaczynałem bawić się HTMLem nie było zbyt wielu sensownych źródeł z których można było czerpać wiedzę na temat standardów, semantyki czy powszechnie uznanych “dobrych praktyk”.

Stosunkowo nowy temat został dość szybko podchwycony, niektórzy (agencje interaktywne) próbowali robić na tym biznes (”tworzymy w XHTML przez co nasze strony wszędzie wyglądają tak samo”) a my - młodzi entuzjaści technologii - mieliśmy kolejną “zabawkę”, tematy do opowiadań i sposób na zdobywanie łatwej popularności.

Dynamika i popularność zjawiska zapewniła wielu entuzjastom całkiem niezłe posady w znanych firmach i powszechne uznanie - obejście problemów z IE6 było dobrem bardzo poszukiwanym a większości wydawało się, że robią coś dla dobra Sieci. Prowadząc tego czy poprzedniego bloga, tworząc kurs browsehappy czy prowadząc Web Standards w Webesteem też podzielałem ten entuzjazm - aż do kryzysu, przez który przechodził chyba każdy choć raz, kto zajął się komercyjnym “składaniem stronek” - technologia nie jest tak wspaniała, przeglądarki wciąż niedopracowane, firmy wciąż nie rozumieją co zyskują przez tworzenie w XHTML a cykl tworzenia stron i aplikacji jest postawiony na głowie. I na boga - ileż można pisać o błędach przeglądarek?

Czasy się zmieniły - dziś każdy jest koderem, każdy może napisać książkę o sztuczkach HTML/CSS/JS choć nie rozumie hasLayout i nie zna zoom: 1; a znajomość JS ogranicza się do zrobienia latającego zegarka.

Na szczęście nie wszyscy ulegli kryzysom (np: Riddle) i dziś dostęp do informacji na temat prawidłowego tworzenia stron internetowych w języku polskim jest dużo łatwiejszy i właściwie trudno go przeoczyć.

I gdy czytam Płynne gradienty imitujące tabelki myślę o odświeżeniu tych wszystkich zalegających szkicach artykułów sprzed lat (niemal dosłownie już - lat); z drugiej strony - skoro dostęp do informacji jest już tak łatwy i powszechny, jakim cudem wciąż powstają takie straszaki jak nowa strona plusgsm?

Refleksje po GrillIT4

Friday
Mar 9,2007

Tak, jak tegoroczna zima, tak czwarta edycja GrillIT przeszła do historii. Zapewne razem z Hotelem Best Western, gdyż tamtejsza sala konferencyjna już nie potrafi pomieścić wszystkich zainteresowanych obecnością na tej imprezie.

Refleksje o pomysłach

W dawnych czasach, żeby dowiedzieć się, że pomysł jest do bani, trzeba było zmarnować wiele dni na przygotowanie samego pomysłu, prezentacji dla Business Angels czy jakiegoś funduszu VC i na końcu dowiedzieć się, że coś jest do kitu. Dlatego cieszę się, że powstają inicjatywy takie, jak GrillIT.

Wystarczy przemyśleć trochę swój pomysł, przygotować prezentację i przejść się na taką imprezę, by dostać darmowe wskazówki w jakim kierunku się rozwijać, co poprawić, co przemyśleć i czy w ogóle warto pchać się w dany projekt - może ktoś zrobił już coś takiego/lepszego? Może nikt z tego nie skorzysta?

A nuż wśród obecnych pojawi się osoba, która może wesprzeć projekt?

Refleksje o samej imprezie

W GrilluIT uczestniczę od samego początku. Wciąż mam w pamięci “burzliwą” (dosłownie - burza była) atmosferę na pierwszym spotkaniu, jedzenie kiełbasek i picie piwa pod “namiotem” - tak, to już nie wróci. Z jednej strony szkoda, z drugiej strony - taka formuła sprawdza się tylko przy niewielkiej liczbie uczestników, a tych z każdym wydaniem przybywa.

Obecność przy wielkim stole, być może równa wszystkich, zarazem ułatwia powstawanie podgrup, które wzajemnie się nie słyszą. Lepiej już pozostać przy formule nieformalnej konferencji z rozmowami kuluarowymi - zapewne za jakiś czas trzeba będzie wprowadzić moderację tematów, gdyż tych przybywa, a czas się nie wydłuża.

Refleksje o prezentacjach - krok po kroku

Sebastian Kwiecień z Janmedia opowie o nadmiarze blogowych informacji.

Sebastian wprowadził nas w dość brutalne realia przeinformowania - jesteśmy społeczeństwem informacji, śledzenie wszystkich ciekawostek na świecie może przytłoczyć każdego. Śledzenie blogosfery może przytłoczyć w jeszcze szybszym tempie. Sebastian próbował odpowiedzieć na pytanie “jak się w tym odnaleźć?”.

Czy mu się to udało? W pewnym stopniu - tak. Zabrakło jednak takich rzeczy jak wzmianka o 9rules czy netvibes. Jako współodpowiedzialny za 10przykazan.com muszę także wspomnieć o tym, że 10p średnio nadaje się do wyszukiwania nowych-nowych blogów. Osobiście nie chciałbym też nowych blogów szukać w technorati. Ogólnie jednak na plus.

Przypomniało mi się jeszcze jedno - zagadka ogólna: czy serwis typu 10przykazan.com czy 9rules.com to bardziej katalog czy agregator? A może jakiś “kategrator“? Kuba Petrykowski zadał to - trudne - pytanie Sebastianowi.

Mirek Wasowicz przedstawi startup - Legenhit.

Powiem tylko tak - niemal perfekcyjna prezentacja. Zachowana równowaga między powagą a żartem, szczegółowością i ogólnikami.

Osobiście mój faworty jeśli chodzi o sposób prowadzenia prezentacji i sam produkt, po który już się zgłosiliśmy.

Sam produkt idealnie wpasowujący się w myśl: “mniej znaczy więcej” - mniej szczegółów, mniej funkcji, mniej szumu. Z całego serca życzę temu produktowi i autorom wiele dobrego.

UPDATE: także mniej statystyk. W ciągu paru dni działania, złapał tylko jeden adres. Rzekomo sprawa jest “badana”.

Michał Olszewski z Gazeta.pl opowie o Syndykacie - systemie zarabiania na blogach.

Pierwszą myślą, która pojawiła się w mojej głowie było: “ciekawe, czy jak pojawi się kolejna wersja Syndykatu, to nazwią ją Syndicate Wars“. Syndykat to z grubsza to samo, co nasze 10przykazan (nawet logo mają podobne), tylko z zapleczem Gazety i - w tej chwili - nastawiony tylko na blox.pl. Cel Syndykatu to dać blogerom szansę na godziwy zarobek z tego, że są/nie są Kominkiem.

Była to prawdopodobnie najbardziej mobilizująca prezentacja - dla mnie.

Maciej Białek z GPS24.pl opowie o nowym projekcie.

Przepraszam, tę prezentację pozostawię bez większego komentarza - pomysł serwisu ułatwiającego znalezienie pracy, w oparciu nie o CV, a o krótkie filmiki, kompletnie do mnie nie przemawia. I do większości znajomych mi osób również nie trafił - wciąż wolę zobaczyć CV, a nie film z delikwentem. Chyba, że szukałbym pracownicy do odloty.pl - wtedy filmik mógłby być nawet wskazany.

Niestety, popełnione zostały wszystkie błędy prezentacji na GrillIT, łącznie z tym, że jeśli nie czujesz do końca swojego projektu, prowadź dyskusję z dala od szczegółów - ludzie wypunktują ci wszystkie błędy założeń i nastąpi zamiana ról - widownia stanie się osobą prowadzącą, a prowadzący prezentację - widzem. Będzie oglądał jak jego pozornie dopracowany pomysł legł w gruzach. Salę rozłożył pomysł zrobienia z tego karaoke dla pracodawców i pracowników.

Sebastian Kwiecień - głównie po naszych komentarzach do tej prezentacji - stwierdził, że specjalnie dla naszej grupy (Patrys, Jarvis, Qwiat, ja) powinni zrobić dodatkowego Grilla, np GrillIT4.5. Osobiście proponuję BeerIT Stripped, Plugged and Undressed

Tomasz Kozłowski opowie o nowym graczu na rynku hostingowym, który wchodzi do nas z Irlandii - hosting365.com

Prezentacja prowadzona poprawnie, w stylu handlowym - “wszyscy jesteście panią Jadzią i dziś dowiecie się, dlaczego potrzebujecie naszego hostingu. Ale zanim, to opowiemy wam o naszym biurze, generatorach prądotwórczych, przestrzeliwaniu serwerów - a jak wystarczy czasu, to wspomnimy o maszynach i planach”.

Trochę za dużo lania wody, za mało konkretów i do tego nic, co by powalało na kolana. Chwali się za to dużą elastyczność nowego gracza, ale o tym można się było dowiedzieć dopiero w kuluarach. No i wciąż nie mogę pojąć po co ktoś miałby chcieć strzelać do serwerów? Może to na wypadek gdyby admin popełnił samobójstwo w serwerowni?

Jan Filipowski z yashke.com będzie mówił o jesttaniej.pl - stronie powiadamiającej o zmianach cen w sklepach internetowych.

Szkoda, szkoda, szkoda. Janu świetnie się zaprezentował, bardzo luźno prowadzona prezentacja, napisana w “Lateksie” - chwilami nawiązująca stylem i luzem do Kuby Petrykowskiego. Jeden szkopuł - wolałbym, by Janu opowiedział o Gig Boardzie, zwłaszcza w kontekście prezentacji Maćka Białka, niż o projekcie, w którym właściwie nie brał udziału - jesttaniej.pl to świetny pomysł, ale wszystkie pytania szczegółowe musiały być zbyte: “nie wiem, nie ja to pisałem”. Szkoda.

Kuba, nie złość się - to byla naprawde bardzo fajna prezentacja.

Refleksje o prezentacjach

Po czterech edycjach Grilla, powoli zaczyna mi się klarować w głowie wizja idealnej prezentacji - krótka, treściwa lecz nie wdająca się w szczegóły. Prawdziwą porażką było pierwsze podejście do zaprezentowania naszego CMSa - było za dużo technicznych szczegółów, za dużo przykładów. Przegięciem w drugą stronę, był początek prezentacji hosting365.pl - nie wiem jak innych, mnie nie interesuje czy budynek firmy ma 20 czy 2600 mkw; nie interesuje mnie też, czy mają zabezpieczenia przeciwpożarowe, własną podstację elektryczną itp - to ma większość sensownych firm.

Największą wartością dla każdej prezentacji i pomysłu jest tak naprawdę to, co dzieje się po prezentacji - czyli pytania. Idealnie sformułowana prezentacja w przypadku GrillIT albo wbija nas w fotele (tudzież podłogę - w tej edycji leżeliśmy na podłodze/opieraliśmy się o ścianę) albo daje pole do zadawania ciekawych pytań.

Refleksje o ludziach

Niestety, wciąż wielu ludzi woli iść w zaparte i - nie bójmy się tego powiedzieć - marnować czas i talent na pomysły, których nigdy nie ukończą bądź które nikomu się nie przydadzą.

Owszem, czasem ten upór się opłaca. Zdarzają się tacy, którzy wyłamują się z giełdowego powiedzenia - “nie walcz z trendem” i oni odnoszą sukces gdyż udaje im się wprowadzić coś, co samo w sobie staje się trendem. Nie są to jednak jednostki, które w planowaniu nie biorą pod uwagę takich czynników, jak koszt hostingu.

Szkoda, gdyż jak słusznie zauważył Tomek Karwatka - pomysły nie są problemem, finanse także. Każdy ma dziennie kilkanaście-kilkadziesiąt pomysłów, wiele osób ma pieniądze by je sfinansować. Częściej brakuje konkretnych ludzi, którzy mogliby te pomysły zaprojektować, oskryptować czy zaprogramować.

PS. Zawiązało się kilka fajnych pomysłów w kuluarach. Trzymamy kciuki.

Cicho liczę, że na następny GrillIT zdążymy przygotować właściwą prezentację WEGO CMS oraz może kilku innych projektów.

Monday
Mar 5,2007

Padło i na mnie. Nie przepadam za łańcuszkami, ale tym razem zrobię wyjątek. Wyjątek wyjątkowy, ponieważ nie mam już kogo wywołać do tablicy - wszyscy moi znajomi już byli - więc troszkę rozbuduję swoje wypowiedzi.

  1. Nikt nie wie, ale jestem Myszo. Geneza tego określenia to długa opowieść; w skrócie - Epoka Lodowcowa 2, Czechy i inne Myszo, które wspierało mnie w spisaniu tych rzeczy.
  2. Jestem monogamistą z odchyłami poligamistycznymi. Zwiedziłem “pół Polski” przez “spódniczki” (nie wiem czemu, u kobiet preferuję jednak spodnie); mam więcej koleżanek (o których - z reguły - wiem więcej niż ich życiowi partnerzy) niż kolegów, uwielbiam towarzystwo kobiet i kobiece ciało - choć długi czas byłem bardzo nieśmiały.

    Udało mi się ochłonąć (dorosnąć?) i od dłuższego czasu odkrywam uroki monogamii. Dobrze mi/nam z tym.

  3. Gdybym nie zainteresował się komputerami, prawdopodobnie zostałbym piłkarzem, siatkarzem… albo szachistą. Moim wzorem z dzieciństwa był - i jest do tej pory - niezmordowany Ryan Giggs, a ulubioną drużyną Manchester United. Dzieciństwo spędziłem na łódzkich Bałutach, co niejako tłumaczy, dlaczego od dzieciństwa sympatyzuję z Łódzkim Klubem Sportowym. Choć prawda jest taka, że gdy miałem jakieś 3-4 lata, spodobała mi się nazwa.

    Ewentualnie mógłbym zająć się jeszcze wyścigami samochodowymi (pierwszy samochód zrobiłem sobie sam - z piasku i paru starych baterii) bądź modelarstwem.

  4. Od najmłodszych lat przejawiałem talenty lingwistyczne - znam kilka języków obcych; niemieckiego nauczyłem się oglądając niemiecką Vivę, angielskiego uczyłem się już od przedszkola. Po kilku pierwszych lekcjach, zapytany czego już się nauczyłem, odpowiedziałem zgodnie z prawdą: blue. Rodzice stwierdzili, że trochę mi ta nauka jeszcze zajmie…

    Francuskiego nauczyłem się w trochę innych okolicznościach…

  5. Jestem dzieckiem “transformacji” - od 11 roku życia wychowywałem się “sam”. Rodziców, zapracowanych, by powiązać koniec z końcem, widywałem - na dłużej - głównie w weekendy. Z reguły, nie było ich kiedy wstawałem do szkoły i wracali z pracy, kiedy ja już spałem.

    Oszczędzałem “końcówki” (drobniaki z reszty) z zakupów, za które jeździłem na drugi koniec miasta by “nagrać” sobie dwie-trzy gry na Amigę. Czasem wymagało to dwóch-trzech wizyt w sklepie - amigowe dyskietki to bardzo kruchy i wrażliwy nośnik (nie kupowałem na giełdzie, jestem wygodny od zawsze). Te same drobne przeznaczałem na bilety by dojechać na trening.

    Jestem uparty - w ten czy inny sposób, zawsze postawię na swoim. Nie umrę także z głodu - lubię i potrafię gotować, choć robię to nieczęsto. Rzekomo robię nieziemskie spaghetti, wszelkiego rodzaju mięsa i żurek. Jestem wielkim fanem herbaty Rooibos i imbiru.

    Bonusowa ciekawostka: Moja wspólna praca z Wojtkiem ‘cosh’ Jakubowskim z Appendix, zajęła 24. (na 59 prac, które przeszły selekcję) miejsce na Mekka Symposium 2002, w kategorii Freestyle Graphics. Można powiedzieć, że grupowo zakasowaliśmy MS2002 - Mariusz Jarosz (dzordan) zajął 3. miejsce, Damian Bajowski (mime) 5. a Krzysiek Grudziński (yon) 10. Wszyscy wywodziliśmy się z tej samej, założonej przeze mnie, grupy.

    Paradoksalnie, była to najsłabsza grafika, jaką kiedykolwiek narysowałem i jedyna, jaką oficjalnie gdzieś pokazałem. Powstała tylko po to, by przetestować Photogenics na Amidze - jeden z moich ulubionych programów graficznych.

Wednesday
Jan 17,2007

Trzeci Grill IT po raz drugi w hotelu Best Western przeszedł do historii. Początkowo chciałem wspomnieć na nim o Getting Real i błędnych założeniach wdrożeń zwinnych metodyk zarządzania, ale z braku czasu honor GC ratował Patryk na szybko składaną prezentacją o OpenID. Nie udało się nam zademonstrować naszego nowego serwisu ale trudno, poczeka parę dni.

Niestety, nie odbyły się prezentacje Skapiec.pl i Sebastiana Kwietnia. W zamian mogliśmy posłuchać o LiveChat, poznać Michała Frąckowiaka (wikidot) który zmienia polski internet, Kubę Petrykowskiego, który po raz kolejny pokazał, że jest stworzony do prowadzenia prezentacji bez pełnego przygotowania - tym razem o newslettera. Trzymając się konwencji - Patrys wspominał o OpenID. Koncepcji, która może zdobyć znaczną popularność w 2007 roku.

Po prezentacjach rozpoczęła się nasza ulubiona część kuluarowa. Tu, bez skrępowania można było porozmawiać o WEGO CMS, polskich agencjach interaktywnych, zatrudnianiu koderów i grafików poza agencją, wynajmowaniu murz… programistów Java , bazach MySQL zawierających ponad 500 kolumn czy projektowaniu i pracy w portalu Onet (z dwuosobową ekipą z Krakowa, którą serdecznie pozdrawiamy i życzymy udanego powrotu wczesnym ranem koło 12).

Oceniając obiektywnie, daje się zauważyć, że ludzie spotykający się na Grill IT zaczynają się czuć i rozumieć w swoim otoczeniu coraz lepiej. To dobrze, bo po drugim Grillu zacząłem się zastanawiać co będzie dalej - pierwszy grill był bardzo “luźny”, drugi trochę za “sztywny”, w trzecim prawie udało się zachować odpowiednie proporcje. Sok pomarańczowy w Best Western wciąż kosztuje 6.50zł ale jest już internet co zdecydowanie ułatwia prezentację produktów - czas przygotować właściwą prezentację WEGO.

Pozostaje czekać na zdjęcia i filmy, które “już się zgrywają” (z nas) oraz liczyć, że GrillIT stanie się imprezą bardziej regularną, organizowaną w krótszych odstępach czasu.

Jak zarobić na web2.0

Thursday
Jan 11,2007

Obrodziło nam ostatnio konferencjami nt. “web2.0″, w planach są kolejne. Wszyscy zadają sobie to samo pytanie: czy i jak zarobić na web2.0.

Proponuję przyjąć model z branży gier komputerowych na telefony komórkowe, rynek “2.0″ jest do tego doskonale posegregowany: na samej górze mamy wydawców (fundusze/inwestorów), pośrodku mamy pośredników (tzw. ekspertów, którzy prowadzą różnego rodzaju śmieszne prezentacje) a na dole mamy deweloperów (deweloperzy ;).

Ci ze szczytu dają tym w środku 25%-50% z czego ci dają tym, którzy w istocie zapracowali na całość - deweloperom - 2-5%.

Innymi słowy, najskuteczniejszą metodą na zarobek na web2.0 jest organizować konferencje pod hasłem “jak zarobić na web2.0″. Wstęp: 2000zł od inwestora i 1000zł od przedsiębiorcy. Zwykli deweloperzy w swoich bawełnianych bluzach i dżinsach wstępu nie mają. Niech plebs sobie nie myśli, a co!

Friday
Aug 18,2006

Znikoma częstotliwość z jaką obecnie pisuję spowodowana jest okołowakacyjnymi rozjazdami oraz kilkoma projektami nad którymi pracuję.

Nie wdając się w szczególy, bo czasu za wiele nie mam (za chwilę szybki marsz na pociąg), pragnę tylko poinformować, że poszukuję stałych współpracowników do powstającego magazynu internetowego. Tematyka: Web i okolice (bliższe i dalsze).

O szczegółach napiszę z czasem, na razie proszę kierować ewentualne zgłoszenia od zainteresowanych osób na adres: nbw@generatedcontent.com (wszelkie pytania rzecz jasna także)

Tuesday
Jul 11,2006

Przychodzenie na czas

Pisałem o tym już dawno temu, że sen jest bardzo ważny i pracownik wyspany i wypoczęty to pracownik aktywny i kreatywny. Szczyt formy osiąga między 10 a 14. Niestety, często spotykam się z definicją, że dobry pracownik, to taki, który przychodzi na ósmą - punktualnie.

Wspaniale. I o 10tej już śpi ponownie, a po obiedzie już nawet nie udaje, że pracuje. Bo przecież ten, który przyszedł na 9-10tą, mimo tego, że już wykonał 2x więcej pracy od tego co przyszedł punktualnie, to wywrotowiec.

Jeśli wymagasz przychodzenia na ósmą i co gorsza - nie honorujesz nadgodzin ale urządzasz ferment za spóźnienia, szkodzisz sobie i swojej firmie. Uczysz pracowników cwaniactwa i olewania firmy. Pracownik przestaje się starać i zaczyna odrabiać pańszczyznę. Owszem, zaczyna przychodzić punktualnie ale co z tego, skoro o 10tej już śpi i wychodzi zaraz po odrobieniu 8 godzin - niezależnie od tego czy coś jeszcze jest do zrobienia.

Nauczyłeś go właśnie szanować swój czas i tego, że liczą się tylko pieniądze. Skoro tak, to po co ma się przemęczać i siedzieć po godzinach, skoro żadnej wymiernej korzyści z tego mieć nie będzie?

Jeszcze na siebie nie zarobiłeś

Jednym z najgłupszych argumentów, który w zamyśle autorów powinien zamknąć usta pracownikowi, jest kontrargument na wszystkie prośby o modyfikację np stanowiska pracy - “jeszcze na siebie nie zarobiłeś”.

Jakkolwiek bym się nie starał, nigdy nie potrafiłem go zrozumieć. O co chodzi? Przecież pracownik nie prosi o kupno plazmy do dużego pokoju swojego mieszkania tylko o modyfikację stanowiska tak, by mógł wydajniej/wygodniej/bezpieczniej wykonywać swoją pracę.

To, co w zamyśle pracodawcy powinno być prawdą oczywistą, wystawia go na pośmiewisko w oczach zdrowo myślącego pracownika.

Tym gorzej, jeśli odmawiając pracownikowi wydatku na modernizację stanowiska, rzędu kilkuset złotych, głośno chwalisz się reklamą w pismie branżowym, które dociera do wszystkich, którzy i tak cię znają bo sami są w tej samej branży. Rzekomo to budowanie prestiżu - fakt, jakoś trzeba wytłumaczyć wysokość tego wydatku, niewspółmierną do osiągniętych wyników. Dla mnie, to jak modyfikacja “na złość mamie odmrożę sobie uszy” - a potem będę rozpowiadał z minorową miną, że to wcale nie boli.

Nie wydaje mi się byśmy inwestowali

Z punktem wyżej ściśle powiązana jest kwestia: wydatek czy inwestycja? Z żalem zauważam, że ludzie wciąż mają problem z wyważeniem co jest wydatkiem a co jest inwestycją. Uprośćmy więc definicje: wydatek jest to rozchód pieniędzy związany z zapłatą za jakieś dobra czy usługi. Inwestycja to wydatek, który może przynieść korzyści w późniejszym czasie. Jest to tak zwany “efekt korzyści odroczony w czasie”. Innymi słowy: jeśli płacę rachunek telefoniczny, jest to dla mnie wydatek. Jeśli kupuję reklamę jest to dla mnie inwestycja, bowiem jej efekt może przełożyć się na zwiększony napływ klientów do firmy.

Przykład idzie z góry

Bodajże Erwin Rommel powiedział kiedyś coś, czego dosłownie nie zacytuję, ale postaram się oddać sens: gdybym przejmował się losem każdego z żołnierzy w mojej armii, musiałbym zrezygnować z dowodzenia, bo zjadłyby mnie wyrzuty sumienia.
Zarządzanie firmą nie polega na kumplowaniu się z każdym z pracowników - nie musi cię interesować co u każdego z twoich pracowników w domu słychać, jak się dzieci chowają i czy rzerzucha na oknie wyrosła. Z biegiem lat, w moim przypadku, ideały ustąpiły miejsca bardziej autorytarnym metodom zarządzania, jednak jeśli chcesz zachować autorytet - musisz podchodzić do pracownika z szacunkiem. Zarządzanie również nie polega na podejmowaniu popularnych decyzji. Najważniejsze jest dobro firmy i to jej jest wszystko podporządkowane - jeśli jednak wprowadzasz zmianę, która na pewno spotka się z opozycją pracowników, dostosuj się do niej jako pierwszy.

Jeśli pracownik nie rozumie twojej wizji, to nie masz co liczyć na to, że się do niej dostosuje. Jeśli zaczniesz stosować metody przymusu - być może na chwilę osiągniesz swój cel. Na dłuższą metę jednak, wydajność twoich pracowników spadnie. Zarazem każda kolejna decyzja będzie przyjmowana z większymi oporami.

Nie musisz znać się na wszystkim

Od tego masz swoich pracowników. Po to ich zatrudniasz, by wykonywali czynności, o których ty masz blade pojęcie. Pamiętaj - blade. To nie znaczy, że nie możesz wyrażać swojego zdania na temat prac, które wykonują - wręcz przeciwnie, w końcu to twoja firma i twoi klienci. Nie możesz jednak zapędzać się i z poziomu władzy absolutnej decydować o tym jak grafik ma rysować czy programista programować.

Niech mi pan określi ile to zajmie, w minutach - wszak ma pan doświadczenie

Dla mnie osobiście, to przypadki ekstremalne, gdy ktoś oczekuje odpowiedzi na temat tego, ile dana czynność zajmuje, z dokładnością do jednej minuty. Potraficie określić ile zajmie wam zakodowanie serwisu internetowego? Ile zajmie podłączanie poszczególnych jego elementów? Ja nie. I wynika to właśnie z tego, że mam pewne doświadczenie. Z doświadczenia wiem, że nie da się tego określić z dokładnością do minuty.

Asertywność przydaje się w pracy, a jeśli ktoś nie rozumie, że odpowiedź “nie wiem” nie świadczy o braku zainteresowania projektem/zadaniem zleconym, lecz wręcz przeciwnie, to powinien zastanowić się nad dalszym zarządzaniem.

W ustach doświadczonego i ambitnego pracownika, “nie wiem” brzmi: “pozwoli pan, że obejrzę kod i zastanowię się. Wygląda to na rzecz łatwą do wprowadzenia, ale nie pamiętam czy nie było to powiązane z czymś innym. Aha, tak - jest.” i za godzinę-dwie przedstawi działające, dobre rozwiązanie.

Wprowadzając presję czasową (a programiści/koderzy/czasem graficy to taki specyficzny gatunek optymistów, dla których wszystko jest łatwe, szybkie do zrobienia i bezproblemowe) wprowadzasz syf do projektu. By zadowolić twoją potrzebę zyskania kilku minut pracownik w końcu posunie się do tworzenia “łat na łatę”. I w tej chwili to zadziała, ale taki babol prędzej czy później wyjdzie na powierzchnię i w skrajnych przypadkach może postawić na głowie cały projekt.

Spoko, “poprawi się to później” - teraz trzeba szybko pokazać

Przypadek powiązany z powyższym, tylko że tu to zarządzający zaliczają się do specjalnego gatunku optymistów, dla których zawsze znajdzie się czas by poprawić to brzydkie obejście na problem, który wyniknął.

Nie, nie poprawi się. Nie, nie znajdzie się.

To za długo - powinno się to robić w jeden dzień, to powinna być manufaktura

Problem ściśle powiązany z powyższymi - brak kontaktu z rzeczywistością utrudnia współpracę. Chociaż z komunizmu wyrwaliśmy się (?) kilkanaście lat temu, to w głowach wielu zarządzających wciąż tlą się hasła wyrabiania norm, zwiększania produktywności, słupków, procentów i roboczogodzin.

Nie zawsze wszystko da się zrobić szybko i łatwo. Czasem pojawiają się projekty tak poplątane, że łatwa poprawka, którą szybko wprowadził programista, wykłada cały projekt na łopatki.

Terminy są święte, ale wprowadzając oszczędności czasowe nie tam, gdzie powinieneś - rozbijasz projekt. Ilość błędów rośnie w nim wtedy w zastraszającym tempie - choć nie zawsze widać je od razu - aż do przekroczenia masy krytycznej po której wprowadzenie każdego kolejnego elementu wiąże się z przepisaniem całości.

Pracownicy są wściekli, ty jesteś wściekły na nich. A przecież wystarczyło poświęcić dzień więcej na poprawne przygotowanie projektu.

Dla ułatwienia, rozrysujmy to na wykresie

Najlepiej Gantta. Podstawową aplikacją wszystkich pracowników w każdej szanującej się firmie powinien być przecież Microsoft Project; do spółki Microsoft Visio. Przedstawmy zajętość naszych trzech pracowników na wykresach, każmy im produkować szczegółowe raporty i pytać o wszystko. Wszak pracownik, który pyta jest aktywny, jest produktywny - przez te 20 minut dziennie kiedy ma święty spokój.

Premie (de)motywacyjne

Kiedy pracodawca nie ma już pomysłu jak zmotywować, wcześniej już zdemotywowanego pracownika, wyciąga najcięższe działo i wiesza sobie pętlę na szyi - dobiera się do wypłat.
Umówmy się - można mówić, że pieniądze szczęścia nie dają, ale pracuje się przede wszystkim po to, by móc się utrzymać. Jeśli uderzasz pracownika w portfel tracisz ostatnie punkty uznania i zaufania.

Przejście z wynagrodzenia stałego na premie przy śmiesznych zarobkach to głupota i nikt przy zdrowych zmysłach się na to nie zgodzi - ponieważ zawsze znajdzie się haczyk, bądź nawet zdarzenia losowe, na niewypłacenie premii w całości. W momencie wejścia czegoś takiego w życie, w przypadku zdolnych programistów czy grafików, pierwszą rzeczą którą uczynią, będzie poszukanie sobie nowej pracy/zleceń na zewnątrz. W tym drugim przypadku przestaną się jeszcze bardziej przykładać do pracy w firmie - ba, nawet zaczną wykonywać ją w godzinach pracy.

Jeśli nauczą się dobrze markować, kto wie, może nawet wyrosną na świetnych pracowników - przecież non-stop dłubią w kodzie, nie? Tylko nie twoim.

I zróbmy zebranie

Jeśli czujesz potrzebę organizowania zebrań to znaczy, że zawodzi komunikacja w firmie/grupie. To znaczy, że projekt nie został dość jasno wyjaśniony, to znaczy, że marnujesz czas na coś, co niczego nie ułatwia.
Zebrania to prawdziwy zabójca kreatywności i pracowitości. Dla mnie to kompleks małych firm i próba zademonstrowania, że ma się jakieś “company culture”, jakieś pojęcie o organizacji - wszak w wielkich firmach są zebrania co i rusz.

Tak, tylko że tam, cały zespół nie siedzi w tym samym pokoju.

Zebrania są złe bowiem rozbijają plan dnia każdemu, z reguły schodzą z tematu szybciej niż polonez na śniegu i są bezproduktywne - w czasie ich trwania nikt nie robi nic produktywnego. Oczywiście, zebrania są potrzebne, gdy na przykład przychodzi ambitny projekt i trzeba nad nim się zastanowić, gdy potrzebujesz opinii współpracowników i pomysłów jak dany projekt “ugryźć” - taki brainstorm.
W innym wypadku czas zmarnowany na bezproduktywne zebranie na wszystkie tematy poza kluczowymi, poświęć na dopracowanie dokumentacji, którą przekazujesz pracownikom i zadbaj o to, by przypadkiem do programisty nie trafiał brief (z tekstami w stylu: strona ma być ładna) a do grafika wynik rozmowy telefonicznej (”bo tu po lewej to my byśmy chcieli looongoo i takie fajne te, żeby się kręciły”).

Na koniec słów kilka

Charyzma to coś, z czym się człowiek rodzi. Masz ją, albo jej nie masz. Możesz się jej w pewnym stopniu wyuczyć, ale to zawsze będzie czuć. Autorytet, to coś, co musisz osiągnąć - wybudować. Nie wystarczy papierek z Harvardu, nie wystarczą lata doświadczenia w branży. Owszem, może to pomóc, ale jeśli nie potrafisz słuchać swoich pracowników, jeśli nie potrafisz z nimi rozmawiać - nie pomoże ci nawet zdjęcie z koleżeńskim wpisem Steve’a Jobsa.

Powyżej przedstawiłem oczywiście tylko fragment tego, z czym się spotkałem w ciągu lat swojej pracy przy projektach komercyjnych. Jest tego znacznie więcej i kto wie, może jeszcze kiedyś je spiszę - a może nawet książkę napiszę?

I tak, trzeba zachować umiar - jak we wszystkim. Trzeba wiedzieć kiedy to pracownik daje ciała a kiedy szefostwo produkuje brednie.

Aha, i trzeba pamiętać, że opisane przykłady są wzięte z branż związanych z IT, komputerami, grami komputerowymi.

Niekoniecznie każda koncepcja będzie prawdziwa w innych branżach - na przykład przychodzenie na 8mą czy wcześniej. Czasem niektóre głupoty wynikają również z przyczyn zewnętrznych - na przykład potrzeby dopasowania się do pracy firm, z którymi nasza firma współpracuje. Niemniej ciekaw jestem Waszych doświadczeń w tej materii.

Beniamin przemówił

Wednesday
Jun 28,2006

Beniamin to także imię męskie pochodzenia biblijnego, które oznacza człowieka niosącego szczęście. Wywodzi się od hebrajskiego słowa “najmłodszy”.

Najmłodszy czyli jeszcze niedoświadczony?

Programik blokujący dostęp do “niepożądanych” stron opisywany chociażby przez RAFiego czy na blogu radia TOK FM zainteresował mnie od razu. Oczywiście, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było sprawdzenie co też ciekawego kryją pliki konfiguracyjne tego programu. Pobieżne przejrzenie (w godzinach pracy) wskazywało, że najciekawszy jest plik data4.dat. Inni członkowie generatedcontent poszli dalej. PorneL zaczął od strony algorytmicznej, potwierdzając przy tym, że data4.dat trzyma słowa kluczowe, a GDR! zaczął męczyć exeki.

Co z tego wyniknęło? poczytajcie u GDRa