nbw: Redefine the undefined

O Sieci, standardach i róznych takich…

Archive for the ‘jogger’ Category

gothic.pl festival 2

  • Filed under: jogger
Saturday
Oct 1,2005

Przegapiłeś Rumours about angels? Lubisz Diary of Dreams i Diorama? Więc jeśli nie wiesz, to wszystko to i trochę więcej możesz zobaczyć ponownie - Warszawa, Proxima, 2-3 sierpnia października ;).

Strona festiwalu

BugsMI

  • Filed under: jogger
Friday
Sep 30,2005

Przed wyjściem z pracy, wpadł mi w łapki kalkulator BMI.

Test z ciekawości: wzrost mój (185cm) i waga 380kg:

Nie jest najlepiej, powinnać ostro wzić się za… jedzenie! Skorzystaj koniecznie z naszych przepisów kulinarnych. Nie przejmuj się kaloriami, ilością tłuszczu i cukru. Jedz dużo ale zdrowo.Jeśli zauważysz, że Twoja waga się nie zmienia, powinnaś skonsultować się z lekarzem.

O rany.. ;)

Friday
Sep 30,2005

Dopiero co się pozachwycałem nową wersją Dreamweavera (o czym jeszcze wspomnę), a tu Kornel dodał do kursu na browsehappy opis TextMate.

Rzut oka na ficzersy i pierwsza myśl: Gimme, gimme, gimme…

Friday
Sep 30,2005

Ulotka informacyjna

W tym miejscu pojawią się informacje dotyczące niniejszego artykułu.

Akt pierwszy: na scenę wchodzi W3C

Gigant naszego małego podwórka. Mędrzec, oferujący nam dobrze opisane, przemyślane i uargumentowane (nie zawsze) zasady postępowania. Nauczyciel, który daje nam zbiór rozwiązań, znaczników, sposobów na określenie naszych pomysłów, na oprawienie ich w ramy.

Stosując się do jego przykazań, możemy nadać naszej treści semantyczny sens, ubrać ją w atrakcyjny wygląd i dodać do niej trochę “chwytających za oko” (i portfel klienta) efektów.

Siada zatem jeden z drugim i czyta. Czyta i pisze. Pisze i ogląda efekty. Później znów czyta.

Po kilku dniach ma już pewne, blade, pojęcie o co w tym wszystkim chodzi.

Po kilku tygodniach potrafi już całkiem elastycznie i płynnie poruszać się między kilkoma technologiami.
Po kilku miesiącach, posiada większą wiedzę w temacie, niż wszystkie ziomy z sąsiedztwa. Oklaski, brawa, kwiaty na scenie, pot starty z czoła, kobiety się oddają/padają na kolana. Pełen entuzjazm i radość.
Teraz osiągneli poziom, dostępny tylko dla dotkniętych opatrznością bożą.

Albo tak im się wydaje.

Jeśli jesteś na tym etapie, odpowiedz sobie na pytanie: co wiesz na temat dotrzymywania terminów, na temat pracy przy dużych projektach? Co wiesz na temat łączenia grafiki z kodem i treścią? Funkcjonalności i tworzenia serwisów z myślą o przyszłych aktualizacjach? Marketingu? Estetyki?

Akt drugi: Co robić?

Lepiej czego NIE robić.

  1. Nie przystępuj do “walidacyjnej armii oświecenia”
  2. Nie przystępuj do “walidacyjnej armii oświecenia”
  3. Nie, nie przystępuj do “walidacyjnej armii oświecenia”

Okej, potrafisz tworzyć kod, który się waliduje - czy to już znaczy, że jesteś doskonałym koderem?

Nie. Nie jest to nic wyjątkowego.

Programista, który potrafi połączyć dwa skomplikowane projekty i wzbogacić ich funkcjonalność - jest lepszy od ciebie. Flash-developer, który potrafi zrobić arkusz kalkulacyjny czy sklep we Flashu - jest lepszy od ciebie.

Tworząc w domowym zaciszu fan-strony ulubionego zespołu i objeżdzanie na forach dyskusyjnych innych, odsyłając ich do walidatora, nie nauczy cię niczego na temat profesjonalnego tworzenia stron WWW. Nie dowiesz się, ile czasem trzeba uporu, “łez i potu”, by, w środowisku składającym się z designerów, biznesmenów, menadżerów, przeforsować swoją koncepcję.

Jeśli jednak wyjdziesz w świat, z czasem nauczysz się, że pisanie poprawnego kodu, łączącego kilka technologii, wcale nie oznacza, że będzie on przechodził walidację.

Pamiętaj przy tym, że to, co dziś jest niepopularne i niestandardowe, może stać się standardem w przyszłości.

Macromedia, wprowadzając Flash do środowiska WWW, opracowało sposób, który nie był zgodny ze specyfikacjami W3C, a mimo wszystko przyjął się doskonale - ostatecznie doczekał się sposobu osadzania, kompatybilnego ze specyfikacją W3C.
XMLhttpRequest po raz pierwszy pojawił się w IE5, jako obiekt ActiveX, by obecnie, w rozszerzonej formie, święcić triumfy w niemal wszystkich RIA.

Nie bój się szukać nieszablonowych rozwiązań. Standardy to nasze “a, b, c”, a kod to poezja. Czy zostaniesz wyrobnikiem przepisującym encyklopedie, czy poetą, o którym będą rozpisywać się wszyscy dookoła - zależy, tylko i wyłącznie, od ciebie.

Gdyby nie naginanie zasad, zapewne nigdy nie powstałyby strony i opracowania takie, jak, chociażby, CSS Destroy czy CSS/Edge. Amiga dalej miałaby tylko tryb Planar a Paula (układ dźwiękowy Amigi) wyciągałaby wciąż tylko 4 kanały (AHI, na mocnych zestawach, umożliwia obsługę 1024 kanałów dźwięku). Ponadto nigdy nie obejrzelibyśmy produkcji Farb-rausch, mieszczących się w 64kB.

PS. Bym nie został źle zrozumiany: w żadnym wypadku nie namawiam do tworzenia tag-zupy i wszelkiej maści walidatory są bardzo pomocne. Tylko trochę więcej dystansu…

You are too cool, for yourself

  • Filed under: jogger
Wednesday
Sep 28,2005

Tradycyjnie z opóźnieniem zauważam, że są jeszcze na tym świecie osoby, które mają zdanie zbliżone do mojego, a czasem wręcz takie samo.

Tym razem to Patrys, słusznie, napisał nie mów nie Explorerowi.

Zatem składasz nową stronę - pewnie jakiegoś blogusia, i ta zła przeglądarka x (gdzie x jest przeglądarką inną, niż nasza ulubiona) źle wyświetla menu?

To niedobrze! Ale zanim stwierdzisz, że jest zła i ma pełno błędów: przeczytaj jeszcze raz uważnie specyfikację, poszperaj w google, bo skoro innym się udaje, to może problem leży nie w przeglądarce, a w twoim kodzie?

Zanim zdecydujesz się napisać, że któraś z przeglądarek jest pełna błędów, albo co gorsza - zablokować jej użytkownikom dostęp do twojej strony - zastanów się dwa razy. A później jeszcze raz.

Nikt nie powiedział, że tworzenie stron jest proste.

Wszystkiemu winien Internet Explorer!

Tak, IE miewa problemy z niektórymi metodami tworzenia stron - napisano o tym całe tomy. Potrafi sobie nie radzić z pewnymi zaawansowanymi konstrukcjami i naprawdę, całkowicie rozumiem deweloperów, którzy muszą na co dzień obchodzić problemy IE. Mnie też zdarzały się zarwane noce bo coś się źle wyświetlało. Ale szczerze - profesjonaliści, nie krzyczą dookoła, jak to IE “ssie”. Jeśli już wspominają o błędach, to z reguły, natychmiast podają rozwiązanie danego problemu.

Widzieliście by Mike Davidson, wieloletni pracownik imperium Walta Disneya, Dave Shea czy Jeffrey Zeldman pisali u siebie “my website is just too cool for your browser, so beat it!”?

Nie? Zastanówmy się - dziennie mają tysiące powodów by wieszać psy na IE (czy innej przeglądarce), a jednak, w przeciwieństwie do początkujących, tego nie robią. Co wiedzą oni, czego nie wiemy my?

Czym jest strona WWW?

Strona WWW - niezależnie czy jest to blog, czy strona firmowa - jest jak książka. A książka bez czytelnika jest po prostu zbitkiem liter, układających się w zdania, a zdania te, układają się w jakąś treść. Czy ta treść jest interesująca czy nie, ocenić może tylko - tak, tak - czytelnik!

Chyba każdy z nas chce być czytanym. Możemy zakrywać się skromnością i twierdzić, że na popularności nam nie zależy - ale w takim razie: dlaczego nie zajmiemy się czymś innym?

I oto nasz początkujący autor zamyka swoją książkę za zbrojoną ścianą. Nic, tylko pogratulować.

Blogowa pseudo-rewolucja, czyli krowa która dużo ryczy - mało mleka daje

Potrafię zrozumieć autora, który właśnie składa “mega-wypasiony” serwis, w którym chciałby skorzystać z kilku języków i metod tworzenia stron, ale nie może, bo najpopularniejsza przeglądarka tego nie obsłuży. Jednak najgłośniej krzyczą pseudo-krzewiciele pseudo-standardów, którzy poza blogusiem i fan-stronką w domenie prv.pl niczego sensownego, jeszcze, nie zrobili.

Z całym szacunkiem, ale CSS to naprawdę dość szeroka specyfikacja, która jest w wystarczającym stopniu supportowana przez najpopularniejsze przeglądarki, by “dwukolumnowy-standard-blogowy” działał wszędzie. Wystarczy trochę poczytać i zwrócić uwagę na terminy takie jak document flow(position: absolute; vs position: relative; i float:), box-model(marginesy i paddingi) czy quirks mode(z i bez doctype). W rezerwie, mamy też:

Komentarze warunkowe

Ten zły i podły Majkrosoft, w przeglądarce IE zaoferował coś, o czym niemal każdy początkujący zapomina; albo nie wie - komentarze warunkowe.

Nowym przeglądarkom serwujemy CSS zgodny ze standardami, a IE, elementy, których nie zna, podajemy w formie uproszczonej, poprzez komentarze warunkowe.

A jeśli i to za mało, to jest:

Fallback

W porządku. Takie z nas “mastahy”, że nijak nie jesteśmy w stanie przeboleć, że IE nie umie czegoś tam - a to po prostu musi być na stronie, bo jak nie, to Ziemia przestanie się kręcić, czas się zatrzyma a nasza partnerka będzie miała migrenę przez najbliższe dwa lata.

I co? Zostaw to! Jeśli użytkownik IE, albo innej przeglądarki, która nie radzi sobie z naszym rozwiązaniem, dostanie stronę, po której będzie mógł się spokojnie poruszać - czytać, nawigować itd, to naprawdę nie stanie się nic złego. Serio. Możemy mu co najwyżej pokazać co traci.

I po to jest właśnie wspomniany fallback. Rozwiązania, których przeglądarka nie rozumie, są po prostu ignorowane.

Dostępność

Och tak. Modny temat ostatnio. Jeśli zapytamy pierwszego lepszego dewelopera, który właśnie wpada w zachwyt nad standardami, co może nam o nich powiedzieć, prawie na pewno wymieni dostępność - dla wszystkich, także niepełnosprawnych.

A chwilę potem zablokuje dostęp do swojej strony z przeglądarki IE, bo nie zrozumiał jak działa box-model i co to jest quirks-mode.

Brawo! Chciałem tylko nieśmiało napomknąć, że JAWS, czyli najpopularniejszy screen-reader, dla osób niepełnosprawnych, działa właśnie w IE!

Podsumowując

Mnie osobiście bawi, gdy widzę, na poważnej stronie, napis w stylu Too cool for IE - zaglądam do kodu i widzę rozwiązania, które po dwóch zmianach, zadziałałyby w IE.

To naprawdę nic wyjątkowego. Takich stron są dziesiątki, a sam napis przypomina mi inne, modne obecnie, wytłumaczenie na wszystko - dysleksja. Papierek na lenistwo.

Jak dzieci w piaskownicy.

Japacyki

  • Filed under: jogger
Tuesday
Sep 27,2005

W mojej pracy, zwłaszcza ostatnio, dostaję prikaz by przerobić jakiś system czy przepisać kod strony na bardziej przypominający standardy. Oczywiście, nie zawsze się udaje - na przykład, strona jest oparta o antyczny system CMS, który produkuje syf, czy “prosta poprawka” wiązałaby się z przepisaniem całości - na co z reguły nie ma czasu/pieniędzy.

Myślałem o wzbogacenie tego jogga o Case Study niektórych projektów (niewykluczone, że już niebawem się pojawią), a tymczasem, wracam do Japacyków (gra słów: Pajacyków). Być może cyklicznego (zależnie od ilości materiału), mojego osobistego, joggowego, rankingu najciekawszych (najgłupszych) rozwiązań, spotykanych na stronach WWW.

Dzisiejszego Japacyka dostaje serwis AGFA Photo, który jest całkiem znośnie napisany, ale jego autorzy obdarzeni są niebywałym poczuciem humoru:

Sorry your Browser is not really XHTML conform and eventually not supported, please upgrade to
Mozilla Firefox 1.0 or Microsoft Internet Explorer 6.0 or Safari 1.2.4

Świetnie, ale właśnie wszedłem na stronę z Firefoxa 1.5b i Opery 8.5 - pomijam tu oczywiście Operę, ale: mozillowcy - coście zepsuli w obsłudze XHTML w ciągu .4 wersji?! ;).

Choć plus dla autorów, że pozwalają pójść dalej, nawet jeśli mamy przeglądarkę “niezgodną”.

Monday
Sep 26,2005

Choć XHTML i CSS nie są tak naprawdę nowymi standardami, dopiero niedawno, wraz z upowszechnieniem się nowoczesnych przeglądarek, ich popularność zaczęła wzrastać.

Jak to jednak bywa w takich przypadkach - poziomy ich implementacji bywają różne, a popularność wynika raczej z powodu czysto ludzkiej przywary - “numerkomanii” (w ten sam sposób ludzie w domach instalują Windows 2003 Server bo ma wyższy numerek niż Windows 2000 czy XP), niż faktycznej świadomości zysków (oraz strat).

Większość developerów, wspieranych przez brak dobrego oprogramowania, tworzy strony, które tylko z pozoru (z poziomu najpopularniejszego walidatora - W3C) są zgodne z definicją standardu XHTML.

W serii artykułów w art&design magazine, postaramy się rozprawić z faktami i mitami dotyczącymi “nowej szkoły” oraz wskazać jak naprawdę powinno się robić strony zgodne ze standardami.

Jeśli ktoś zastanawiał się (ktoś tęsknił? :), dlaczego ostatnio tu nie piszę artykułów na temat tworzenia stron WWW, to właśnie jest odpowiedź.

Oto oddajemy w Wasze wirtualne ręce czternasty numer Webesteem art&design magazine. Przygotowaliśmy nowy dział - Web Standards, w którym - począwszy od tego numeru - regularnie, co mniej więcej miesiąc-dwa, ukazywać się będą, między innymi, moje, artykuły dotyczące tworzenia stron internetowych, standardów, projektowania, łączenia projektowania z programowaniem i inne.

Poza oceną całego magazynu - mnie przede wszystkim interesuje odbiór działu Web Standards. Wszelkie uwagi, krytyka, pochwały i sugestie - mile widziane.

Pragnę jednak zaznaczyć, że numer 14ty, był bardzo “pechowy”. Wiele rzeczy zmieniało się w trakcie jego powstawania a i sam dział narodził się właściwie w niecałe dwa tygodnie. Co zresztą, po obu artykułach, widać.

Myślę, że nie zdradzę żadnej tajemnicy, jeśli powiem, że to dopiero początek - już podczas kończenia tego numeru, zaczęliśmy pracować nad podniesieniem poziomu i kilkoma niespodziankami, o których, w tej chwili - sza!

Na pewno jest na co czekać.

W imieniu całego zespołu Webesteem, raz jeszcze - zapraszam.

A w obecnym numerze, mnie osobiście, bardzo zaciekawiły artykuły i sylwetki Iwony Całej - “Obudzić w sobie łobuza” (wspaniałe, ciepłe, ilustracje dla dzieci), Pawła Piotrzykowskiego recenzja nadchodzącej rewolucji - Flash 8, Marcina Mościckiego artykuł “Lato, upał, burza. Burza mózgów”, szkic na temat estetyki w nowych mediach - Marcina Młynka i - tradycyjnie doskonały - felieton Agaty Janus: Życie jak landryna.

Po(d)stęp reklamowy

  • Filed under: jogger
Sunday
Sep 25,2005

Zapychanie skrzynki tej wirtualnej i tej rzeczywistej, reklamy w flashu, reklamy na dwóch warstwach - ok, jeszcze zniosę, ale do cholery jasnej - nie reklamy, które atakują mnie przesterowanym, piskliwym dźwiękiem!

Sunday
Sep 25,2005

Minęły już czasy gdy The Prodigy biło rekordy popularności a utwory takie jak Breathe, Firestarter, Smack My Bitch Up, No Good czy Poison podbijały top listy.

Czyżby?

The Prodigy wraca z nowym singlem. Dwa utwory - Voodoo people i Out of space w remixach Pendulum i Audio Bullys.

Nowa wersja Voodoo People (film, AVI - XviD) sprawi, że na pewno nie zmarzniesz tej zimy.

The voodoo, who-do-what-you-don’t-dare-to-people

Simplus odświeżony

  • Filed under: jogger
Sunday
Sep 25,2005

Simplus zmienił swoją stronę. Autorzy serwisu chyba za bardzo chcieli być retro, bo poziomem ryje glebę w okolicach wczesnych lat 90tych. Poza tym jest ostro - pomarańczowy tekst na jasnozielonym tle, w stopce, rządzi.