Ostatnio nie włączałem czytnika RSS ponieważ nie miałem na to czasu; teraz nie włączam, bo boję się trafić na kolejną informację z gatunku “Nowy konkurent Windows!!!!11oneoneone”.
Rozumiem myślenie życzeniowe ale z tego, co napisano na blogu Google wynika, że Google Chrome OS nie jest systemem operacyjnym, który ma na celu zagrozić pozycji Windows. Przynajmniej nie globalnie.
Czym Google Chrome OS jest/może być?
Jak możemy wyczytać, system od Google jest zbudowany z myślą o przeglądarce Chrome i przeznaczony przede wszystkim do netbooków. Ma działać na procesorach z serii x86 oraz ARM co oznacza niemal nieograniczony dostęp do netbooków, notebooków i całej masy sprzętu, który ma – mniej lub bardziej – ograniczone zasoby. Google twierdzi, że również celują w silne desktopy ale to mnie jakoś nie przekonuje.
Google targetuje swój system na użytkowników, którzy spędzają bardzo dużo czasu w Sieci i nie lubią czekać na to, aż uruchomi im się system, przeglądarka czy program pocztowy. Z GCOS wszystkie aplikacje uruchamiają się błyskawicznie. A przynajmniej tak błyskawicznie na ile pozwala łącze internetowe. Bo co jest raczej jasne, to Google tworzy system pod swoje aplikacje.
GCOS to w takim razie, potencjalnie, doskonale wpasowany system, realizujący z góry określone zadanie – szybki dostęp do najpopularniejszych usług w Internecie: Google Apps, YouTube. Do tego pewnie Twitter i Facebook. System, który ma minimalne wymagania przez co – powinien – uruchamiać się błyskawicznie i zużywać jak najmniej zasobów komputera. Jako taki, na fali popularności netbooków i szerokiego dostępu do Internetu, może odnieść duży sukces i spokojnie powalczyć z Linuksem czy Windows na polu systemów dla netbooków/handheldów.
Czym Google Chrome OS (raczej) nie jest?
Z powyższego wynika, że Google Chrome OS nie jest systemem mogącym zagrozić Windows czy nawet Linuksowi – w Google na pewno zdają sobie sprawę z tego, że stworzenie “dużego” systemu operacyjnego to karkołomne i kosztowne zadanie. Tworząc system dla Netbooków (i innych urządzeń przenośnych) Google wbija się w małowymagającą niszę, w której może w szybkim tempie stać się numerem jeden. Poza tym, Google musi zdawać sobie sprawę z czysto “pijarowych” zagrożeń – porażka takiej firmy na rynku “tradycyjnych” systemów byłaby dużo głośniejsza niż setnej dystrybucji Linuksa, która ma rzucić wyzwanie Windows.
GCOS nie jest też zbawcą Linuksa – nie spodziewałbym się mnogości aplikacji skoro wszystko jest zbudowane wokoł Google Chrome. Cel jest jasny: stworzyć system, który ma najmniejsze możliwe wymagania, startuje najszybciej jak to tylko możliwe i zapewnia jedną rzecz: dostęp do wszystkich aplikacji internetowych (w domyśle: Google). Dlatego oczekiwanie, że wraz z GCOS do Linuksa uśmiechną się producenci gier czy innej “komercji” jest – co najwyżej – myśleniem życzeniowym.
GCOS także nie przedstawia – w tej chwili – większej wartości dla tradycyjnych użytkowników desktopów. Jak wnoszę, system nie będzie bogaty w aplikacje – te mają być dostępne głównie przez Internet, co dyskwalifikuje go jako system “domowy”. Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że przeciętnemu użytkownikowi nie trzeba wiele: wystarczy przeglądarka (+ program do torrentów) i player filmów/muzyki.
Przez chwilę zastanawiałem się jeszcze nad tym, czy brak standardowych aplikacji do obsługi chociażby poczty, nie będzie stanowił problemu w sytuacji ograniczonego dostępu do Internetu. Ale nie, jest przecież Google Gears.
Jeśli faktycznie ten system będzie tak wyglądał jak się zapowiada: czapki z głów przed Google; tempo i kierunki rozwoju produktów tej firmy muszą wzbudzać uznanie nawet u takich firm jak Microsoft.
Powiązane wpisy:

Ostatnie komentarze