Projekty realizowane w ramach wspołpracy między firmami (podwykonawcami), są już w założeniu bardzo ryzykownymi i trudnymi przedsięwzięciami.

Projekty, w których tylko jeden zespół bierze udział w ustaleniach i tylko ten jeden zespół tworzy materiały dla wszystkich podzespołów niżej, wymaga naprawdę dużego doświadczenia, poświęcenia i koncentracji. Niestety, zwykle ten jeden zespół jest do tego najgorzej przygotowany - oczywiście nie zawsze chodzi tu o brak umiejętności. Najczęściej chodzi o brak czasu i zasobów do poprawnego poprowadzenia projektu.

Ten brak czasu zwykle objawia się kiepsko przygotowanymi materiałami i zabawą w buforowany głuchy telefon - informacje i uwagi przekazywane od klienta mają zwykle spóźnienie a w sytuacjach krytycznych, kiedy klient zgłasza problem - zespołom poniżej urządza się piekło, w którym najdrobniejsza kosmetyczna wpadka urasta do rangi końca świata.

A na początku chaosu zwykle stoi jakość przygotowanych projektów - zwykle - graficznych. Te, w sytuacji braku czasu, powstają na zasadzie: strona ma dwanaście unikalnych podstron, my przygotujemy trzy z przykładowymi danymi bo się nam spieszy, wy zróbcie pozostałe dziewięć w oparciu o to, co pokazaliśmy. Resztę materiałów doślemy później.

I choć czasem się udaje, zwykle prowadzi to do problemu: osoby nie biorące udziału w ustaleniach, nie wiedzą wiele ponad to, co zostało przygotowane na makietach/projektach graficznych/spisane w dokumentacji.

Niepełny materiał nie daje poglądu na rozmiar projektu a kwestia przygotowania kolejnych projektów/podstron pokrywa się z pierwszymi  zmianami prowadząc do zatoru komunikacyjnego i utraty kontroli nad realizacją projektu.

To założenie, ta paradoksalna oszczędność paru godzin na początku projektu, niemal zawsze odbija się czkawką pod jego koniec. Góra poprawek rośnie w zastraszającym tempie prowadząc do wewnętrznych starć między grupami, wszystkim się coraz mniej “chce”, a grupa prowadząca obrywa od klienta, którego złość - spotęgowaną - przelewa na podwykonawców.

Paradoksalnie, zwykle takie projekty dobijają szczęśliwie do brzegu. Na końcu pisze się płomienne case study sukcesu, wszyscy się poklepują po plecach choć jeszcze “wczoraj” naliczali sobie kary i zrywali umowy.

Projekty praktycznie zawsze są spóźnione - pytanie czy wolimy potęgować swoją złość i spóźnienie przez brak przygotowania. Jeśli nie - warto poświęcić te parę godzin czy dni więcej, na dokładniejsze przygotowanie materiałów. Wyjdzie to wszystkim stronom na zdrowie, choć na początku będzie się wydawało, że jest inaczej.