Od dnia kiedy rozpoczęliśmy tłumaczenie Getting Real od 37signals minęły już dwa lata (właściwie to nieco ponad). Choć przez długi czas wydawało się inaczej, to jednak uda się je skończyć…

Tłumaczenie z przygodami – tak mógłbym w skrócie je określić.

Na początku tłumaczyłem GR sam, później pomagał mi Kuba Filipowski, z którym mieliśmy nadzieję wpiąć tłumaczenia w traduko.info. Niestety, na drodze realizacji tego pomysłu stanęły problemy licencyjne – padło więc na Wiki.

Mediawiki to nienajlepsza platforma do tłumaczenia książek – wszystko ponad standardową edycję i składnię jest dość zawiłe. Poza tym, to armata na komara. Jednak sam wybór wiki był dobry – umożliwiło to wprowadzenie większej liczby ludzi do projektu tłumaczenia i kontrolę nad tym, co w tłumaczeniu się dzieje.

Bardzo dobrym pomysłem było przygotowanie słowniczka trudnych pojęć i próba narzucenia sobie wzajemnie pewnego standardu tłumaczenia. A było o czym dyskutować: czy zwracać się bezpośrednio do czytelnika, czy stosować formy grzecznościowe, czy zmieniać nazwy serwisów na te, które lepiej przemawiają do naszego czytelnika (ot, choćby Facebook > Nasza-klasa). Język angielski jest elastyczniejszy jeśli chodzi o pisanie o technologii. To, co mnie osobiście rozbrajało w niektórych esejach to pseudo-metaforyczne tłumaczenia problemów, które po angielsku są oczywiste i brzmią doskonale. Po przetłumaczeniu na polski – już nie bardzo, niestety. Wypadało zgodzić się z Wolterem: “Tłumaczenia są jak kobiety – piękne nie są wierne; wierne nie są piękne” i zachowując sens i kontekst, stworzyć dany fragment od początku.

Niezłym pomysłem było także dostosowanie się do zagadnień, które zostały zawarte w książce – np.: mając już relatywnie ponad połowę tłumaczenia, postanowiliśmy zacząć wrzucać gotowe fragmenty na stronę Getting Real. I może by to pomogło, gdyby nie pewne ale.

Pierwszym problemem był czas wolny. Właściwie każdy z nas, miał pewien limit czasu wolnego, który mógł przeznaczyć na tłumaczenie.
Drugim problemem była technologia, co jak się okazało, było naszym głównym problemem. Te dwa problemy nałożyły się w momencie, kiedy wiki z tłumaczeniem, trzymane na Dreamhost – padło. Odzyskiwanie danych zajęło długie… miesiące, w czasie których wszyscy się rozeszli, pozmieniali prace, pozakładali rodziny, stali się mikrocelebrytami. Ogólnie: żyli długo i szczęśliwie.

To, co udało się odzyskać z backupów, ustawiłem u siebie i – spędzając wolne wieczory i noce – uporządkowałem, podzieliłem na kategorie i dotłumaczyłem stracone fragmenty oraz te, które nie doczekały się tłumaczenia w ogóle.

W momencie kiedy piszę te słowa, stan tłumaczenia Getting Real to ponad 70 przetłumaczonych esejów, 60 oznaczonych jako wymagające korekty i 2 nieprzetłumaczone/przetłumaczone w połowie. Faktycznie wymagających korekty jest połowa, może nawet mniej – wrzucone są do jednego worka bo i tak trzeba przeczytać je raz jeszcze.

Teraz trzeba wszystkie eseje przejrzeć raz jeszcze, uspójnić, ewentualnie poprawić interpunkcję czy stylistykę. Może świeże spojrzenie umożliwi też znalezienie lepszych tłumaczeń fragmentów już przetłumaczonych.

Jeśli więc czujesz się na siłach by pomóc doprowadzić to nieszczęsne tłumaczenie do szczęśliwego końca – przyda się Twoja pomoc.

W szczególności mile widziane są osoby, które kiedyś już tłumaczyły z nami GR, a na które nie mam już namiarów.

Powiązane wpisy:

  1. Polskie Getting Real coraz bliżej
  2. Getting Real po polsku
  3. Co dalej? Dokąd iść, gdzie się zwrócić?
  4. [WA] A jednak…
  5. Szablonu ciąg dalszy (a jednak ;)