Świat gier dla bardziej wymagających graczy to coraz bardziej imaginacyjna pustynia, którą próbują przemierzać garstki nomadów w poszukiwaniu oaz inteligencji i pomysłu.
Kilka lat temu, kiedy nasz Head of Development przychodził z dokumentem inicjującym projekt i informacją “make it playable for at least thirty minutes” podchodziliśmy do tego z przymrużeniem oka, bo nie da się ukryć, że nisko-budżetowe, szybkie w zrobieniu gierki często reperowały budżet tych ambitniejszych produkcji, których cykl deweloperski liczony był w latach a nie tygodniach. Niestety, z czasem tych ambitnych produkcji zaczęło ubywać i obecnie - już z perspektywy gracza - nikt się nie kryje z tym, że gra ma być grywalna przez maksymalnie sześć godzin (czas od uruchomienia do ostatniej sekwencji kończącej grę, dla średniozaawansowanego gracza). Standard powstały przede wszystkim na konsolach, z wielką lubością przenoszony do świata PC, razem z ficzerami takimi jak checkpointy zamiast możliwości zapisania stanu gry w dowolnym momencie czy elementy fabuły odblokowujące jakieś sekrety, które będzie można obejrzeć przechodząc grę raz jeszcze na odblokowanym wyższym poziomie trudności - tylko po co przechodzić całość jeszcze raz, skoro fabuła się nie zmienia i nic już nie jest w stanie gracza zaskoczyć?
Kiedyś duża część gier to były gry logiczne, strategie których sens nie sprowadzał się do wybudowania większej liczby jednostek w krótszym czasie niż przeciwnik i zabarykadowania się wieżyczkami z Mammoth Tankami. Owszem, z perspektywy człowieka spędzającego 8-10 godzin w pracy i mającego jakieś dodatkowe zajęcia, obecnie lepiej odpocząć przy głupawej strzelance niż Myscie, tylko że rozbudowane gry typu Myst obecnie właściwie nie powstają.
Logikę w grach zastępują eksperymenty z czasem - co jest naprawdę dobrym pomysłem, dopóki nie zostanie to zepsute jak udało się Sierra w TimeShift, czyli trochę ładniejszym Half Life 2 z bullet-time i blokowaniem paradoksów czasowych (przypuszczam, że mieli całkiem inteligentnych beta testerów, którzy doskonale wyczuli potęgę cofania czasu) i rozbudowanymi zagadkami logicznymi typu: podciągnij windę na piętro, pozwól jej spaść, wbiegnij i cofnij czas. I jak radzą autorzy - naprawdę chciałbym myśleć w “czterech poziomach”, tylko do diaska - dajcie mi taką możliwość!
Hit ostatniego czasu - Medal of Honor: Airborne czyli Battlefield 2 z fabułą i grą pseudo-zręcznościową. Fear: Perseus Mandate? Powrót do korzeni, Half Life: Opposing Forces i Blueshift, ta sama historia z innej perspektywy, bo na zapowiadaną drugą część brakło składnego pomysłu?
I w końcu Crysis, który miał pokazać graczom na całym świecie, że ich pecety mogą równać się z konsolami - kiedy już zaciągniesz drugi kredyt na kartę graficzną, RAM i czterordzeniowy procesor. A i tak cała para poszła w gwizdek, tj efekty wizualne bo reszta sprowadza się do latania/chodzenia prosto i odbijania się od niewidzialnych barier. Lepiej niż Far Cry ale wciąż - so nineties.
Kryzys dopadł nawet takie firmy jak Bethesda Softworks i ich genialną serię Elder Scrolls; Morrowind przytłaczał rozmiarami i bieganiem po całym kontynencie by wykonać quest. W Oblivion głównego wątku wystarcza na godzinę a większość rozwiązań questów leży 200 metrów od postaci inicjującej quest. Choć przyznaję, questów pobocznych wciąż nie zrobiłem a Shivering Isles faktycznie lekko łaskocze bo Pan Szaleństwa z jego dualnym światem (Mania i Demencja) i jest co najmniej frapujący.
Ostatni raz miłe łaskotanie szarych komórek czułem uruchamiając Fahrenheit (Indigo Prophecy) i Dreamfall; Baldur’s Gate, Fallout - owszem, tylko to gry sprzed ładnych paru lat, straszące pikselozą na panoramicznych LCD. Strach w grach? Obecnie - co to? Fear, pierwsza część bo dodatki przypomiają epizody z Half Life, które są tak epizodyczne że po dwóch godzinach widać napisy końcowe. Po trzech nie ma już co wspominać. Tylko billing z karty kredytowej wypominająco przypomina, że kupiłeś Orange Box, który ratuje Team Fortress bo Portal też wystarcza na godzinę.
Pozostają właściwie gry online (World of Warcraft czy Lord of the Rings Online: Shadows of Angmar) - choć ich zasady gry z reguły też sprowadzają się do siekania wszystkiego dookoła - i gry mniej masowe, np Battle for Wesnoth czy Widelands.
Pozostaje liczyć na to, że kiedyś przyjdzie opamiętanie i świat (tylko gier?) wyjdzie z kryzysu. Choć zapowiedzi ludzi takich jak Richard Garriott (Tabula Rasa) wskazują na coś innego. Nie spodziewam się tryumfalnego powrotu takich gier jak Cywilizacja, Diuna czy nawet Black and White ale miło by było odpocząć czasem przy czymś co wymaga użycia więcej niż jednej szarej komórki do przełączenia przycisku.
I chyba nie tylko ja myślę, że brak jest obecnie głębszych pomysłów, lista stu najlepszych gier wg PC Gamer to w większości stare gry, których fabuła pozwalała na co najmniej kilka zarwanych dni.
Na marginesie, literaturę też dotknął swoisty kryzys - dwudziesty wiek to wiek Władcy Pierścieni i Diuny. Dwudziesty pierwszy? Harrego Pottera.
Nazywam się Tomasz Staniak, zajmuję się prowadzeniem/tworzeniem projektów internetowych. Na blogu przeczytasz o tym, co mnie interesuje a także z czym jestem związany zawodowo.
19 Responses for "Crysis - raczej stan rynku, niż nazwa gry"
Niegdyś grywałem namiętnie, nie mogłem sobie wyobrazić, że nadejdzie dzień kiedy nie będzie mnie to już kręcić. No i nadszedł… dobrych parę lat temu. Teraz już tylko od czasu od czasu w coś pyknę, ale zwykle kończy się na kilku godzinach. Częściej wracam tylko do symulacji typu Flight Simulator, Trainz, 18 Wheels of Steel, ArmA.
Niemniej do dziś pamiętam (podobnie jak Ty) Fahrenheita i przyznam, że była to chyba jedyna gra, po której długo musiałem dochodzić do siebie (cołodzienne niejedzenie i wstrzymywanie moczu jest be). Poza tym Clive Barker’s Undying, ale byłem knypek, więc nie wiem czy dziś też grałoby się równie dobrze. Miło wspominam także Black & White, Max Payne, całą serię GTA, HoM&M. Natomiast hitem mojego dziecięctwa z pewnością był Warlords II.
I to by było na tyle… Wspomnień czar. Przyszłość widzę w szarych barwach i niech może tak zostanie. Coś się skończyło, coś się zaczęło.
IMHO trochę przesadzasz w jednym punkcie - Civilization powróciło jako 4 i jest naprawdę fajne, tak samo powróciło Sid Meier’s Pirates! - stary gameplay w nowej oprawie naprawdę miło przypomina czasy amigowe. Przypomniano też przecież Tomb Raidera jako Anniversary.
Ale ambitne gry powstają, powstają - jeden przykład ostatni - Okami (50-60h *fabuły*). Dłuższe niż 6 godzin też, także na konsolach, tu przykładów sporo więcej - chociażby seria God of War. Chociaż faktycznie, standardem zaczyna być niestety kilka godzin, co mnie osobiście także denerwuje.
Również uważam, że pewien etap się skończył - zarówno w świecie gier, jak i w życiu gracza. Właściwie żaden z moich znajomych, którzy kiedyś grali, dziś raczej w nic nie gra. Brak porządnych gier? Wyrośliśmy z tego? Myślę, że i to i to. Już od pewnego czasu większość gier powalała wyłącznie grafiką (np. Doom3 - dużo szumu, grywalność zerowa). Z drugiej strony najnormalniej na świecie nie mam czasu na granie (praca, sport, inne obowiązki). Liczę, że na starość będę miał czas i pieniądze na sprzęt do grania za 10k i znajdę coś dla siebie. Dziś sporadycznie gram (raz na pół roku) w Pro Evolution Soccer. I to w zasadzie wszystko.
Osobiście gdy widzę gry, w których nie mogę “zasejwować” w dowolnym momencie, a dopiero po zebraniu przez gracza np. “taśmy do maszyny” to coś się we mnie gotuje. Jak w takie coś można grać? Ale przede wszystkim - czy w dzisiejszych czasach też muszą być takie ograniczenia? Kiedyś to jeszcze, ale dziś, gdy nawet konsole posiadają jakieś nośniki pamięci?
Sam bardzo często wracam do naprawdę prehistorycznych gier (włącznie z Diablo I i Warcraft II, czyli czegoś, co na konsolach ma raczej średnią rację bytu) i - choć gram raczej rzadko - to zgodzę się, że obecnie się pogorszyło i widzę wielką pogoń za fotorealistyczną grafiką. A co mi z realizmu, skoro mogę go tylko krótko oglądać?
Malkontenci
Final Fantasy 7 - od tego się u mnie zaczęło i w sumie nie mam pojęcia, ile setek czy tysięcy godzin spędziłem przy japońskich erpegach. Gatunek w naszym kraju nielubiany ale tak po prawdzie - nie mam pojęcia co takiego jest fascynującego w bieganiu po hektarach terenu w Morrowindzie. Nuda. Wielkie to, owszem, ale po prostu nudzi i marnuje mój czas. Japońce przynajmniej nie kombinują tylko serwują ładną, liniową fabułę, której zazwyczaj starcza na ładnych kilka dziesiątek godzin grania.
Są różne gry na różne platformy. Siedzenie przed piecem i klikanie myszką być może po prostu zaczyna was chłopcy nudzić. Czas na zmianę kontrolera, zaproszenie kumpli, odpalenie czegoś szybkiego na 50 calach HD, które dopiero co nabyliście, kratę browaru i JAZDA! Zaczynam dostrzegać tego typu przyjemnostki płynące z grania na konsolach. No i to na konsole powstaje w sumie najwięcej autentycznie wykręconych gier, które potrafią mocno zaskoczyć (Shadow of the Collosus - to jeden z kolejnych moich planowanych zakupów). Granie na PC znudziło mnie śmiertelnie już lata temu i tylko się utwierdzam w tym, że rynek gier PC cierpi na syndrom braku innowacyjności.
Costa, oczywiście że malkontenci, nie mówię nie i nawet nie bronię się przed stwierdzeniem, że przesadzam

Inna sprawa, to że nie zgodzę się, że rynek PC cierpi na brak innowacyjności. Rynek PC cierpi na skonsolowienie - to co opisujesz, czyli “zmiana kontrolera i odpalenie czegoś szybkiego” to właśnie coś, co mi jest w tym momencie nie w smak bo ja bym chciał spędzić trochę “quality time” MYŚLĄC nad grą
No to odpal szachy czy coś w ten deseń i myśl do bólu w plecach
To, że przy konsoli nie ma przy czym pokombinować, to mit. Zapraszam na partyjkę Kessena chociażby… Rynek PC nie jest w stanie cierpieć na skonsolowienie z tego choćby względu, że zanim system wstanie, gra się uruchomi i to wszystko się załaduje, zdrowy konsolowiec trzy razy znajdzie sobie jakieś bardziej konstruktywne zajęcie niż patrzenie się w pasek postępu.
Z PC jako platformy do grania zwiałem już jakiś czas temu z jednego względu: brak zaskoczeń. Wciąż to samo, wciąż kalka RTSów, FPSów i innych esów z coraz to wyższymi numerkami i coraz większymi wymaganiami, co sprowadzało się i tak do odpalania staroci, które oferowały zasadniczo to samo tyle że przy sensowych wymaganiach sprzętowych. Zaskoczenia po pachy zaserwowali mi Japończycy z ich wykręconym rynkiem elektronicznej rozrywki. Jeśli szukasz czegoś nowego, zaskakującego, świeżego - odklej się na moment od monitora i zerknij przez chwilę na telewizor. Możesz się zdziwić

BTW - PS2 kosztuje teraz grosze, gry na Allegro można kupić za dwie dychy… Może warto spróbować? Ot by się przekonać, czy konsole to aby na pewno tylko bijatyki, akcja i rzeźnia. To jak najbardziej ale i nie tylko. A jak się znudzi to można pudło odpalić i przechodzić kolejnego RTSa
A ja polecam Gothic 3. Połączenie ładnej grafiki i ciekawej fabuły, która ciągnie się od 1 części.
Gra może się ciągnąć dniami, gdybyśmy zaliczali wszystkie questy lub przechodzili grę na każdej klasie postaci to może nawet z kilka tygodni. 
imho przesadzasz - w takim metal gear solid (na te ‘zle’ konsole) to w 6h nie zdarzysz sie zapoznac z fabula (scenki/dialogi/rozmowy) - a mgs sa 4 + ksiazki/filmiki/inne gry zwiazane z metal gear
gta - zeby dojsc do 100% potrzeba duuuzo czasu +zwiedzanie swiata +multi
mafia -
road to rome -
co do orange box to nie wiem co ci sie nie podoba w half-lifach - sa tam 3 czesci hl z dobra gra/dobra fabula
gier w stylu Team Fortress jest mnostwo (’dobra gra online’) a portal (choc nie gralem) raczej na pewno zajmuje wiecej niz 1h (no chyba ze juz przechodziles i grasz drugi raz - to jest gra logiczna wiec nie ma sie wtedy dziwic ze zabawy nie ma za drugim razem)
Thanks very much for commenting on my blog! It’s wonderful to hear from a Pole. I wish I could read your blog as well.
gra nie jest zła warto ja sprawdzic
Brakuje mi w tej wyliczance CoD 4 (który potrafi zachwycić [filmowość walki!] i wkurzyć [autosave!]) i Wiedźmina, który fana prozy Sapkowskiego wsysa jak dobry odkurzacz. A może mi ich brakuje tylko dlatego, że to jedyne gry, które w ciągu ostatnich 2 lat mnie przykuły do monitora?
Fakt, COD4 mnie również bardzo wciągnął - bardzo dobrze przemyślany proces wciągania gracza w historię i próba zerwania ze schematem jednego jedynego super mega bohatera co to ratuje całą galaktykę za pomocą zapałek.
Podobnie wciągająca ale pozostawiająca DUŻY niedosyt - dla mnie - jest World in Conflict, gdzie bohaterowie również są zwykłymi ludźmi (?) i giną jak inni.
No ta. Spośród tylu gier musnąłem zaledwie kilka a jednak czuje się maniakiem monitorowym. Super bohater-fabuła nudna, ale na co komu śmiertelnik? Spójrz w lustro
Komuś tu brakuje dozy ekscytacji w charakterze hehe. Staram się być obiektywny, bo widzę, że sprawa jest BARDZO poważna. Otóż jak już było mówione zwykle gry sprowadzają sie do skakania itp. Jednakże mało jest trolli i innych szkarad na Ziemi. Gothic powinien wam wystarczyć do rozczulenia się nad klawiaturą, A więcej akcjuni zapewni Crisis, bynajmniej obróbką graficzną i bugami w SP.
Zwracam uwagę na Uplinka i Defcon. Z rzadka bo z rzadka, ale pojawiają się innowacyjne gry. Z gatunku “civków” jest fajne Space Empires V.
Ja WoWa lubię za silny nacisk na współpracę w teamie od 5 do 25 osób - grając z innymi masz poczucie bycia użytecznym.
A co do narzekania: wszystko dlatego, że jesteśmy za starzy
W Maksa Payne’a 2 czy Gothica 2 do dzisiaj lubię sobie zagrać, te gry zdają się nie starzeć. Może Fallout 3 nawiąże do starych dobrych czasów? A jeśli chodzi o MMORPGi to jest jeszcze Eve-Online…;)
Z dzisiejszych gier, wymagających czasem myślenia, to - cytując bash.org - najczęściej Word i Excel.
W domu mam ATARI 65XE
Działające, gdyby ktoś pytał.
Na taśmy.
Tam to dopiero były gierki do myślenia - uwielbiałam Robbo (produkcji polskiej firmy Avalon), przy której przez 3 dni siedzieliśmy całą pięcioosobową rodziną i roztrzaskiwaliśmy 56 etapów (dopóki brat się nie wkurzył i nie uderzył w klawiaturę - i znalazł pierwszy klawisz skrótu - przejście do następnego etapu…). Tak, wiem, że tam było tylko 8 “żyć”, ale tata dał szansę dzieciom na przejscie całości i pełną satysfakcję ;p (wtedy wystarczało troszkę w “kodzie” pomieszać i już). Gierka urocza, logiczno-zręcznościowa.
Do dziś - Scorch, Warcraft, raz do roku Settlersi (pierwsza edycja). Reszta może ma świetną grafikę, ale co mi po tym, skoro fabuła marna/ proste zależności / oczywiste rozwiązania etc.
Strzelanek nie lubię - nie dlatego, że jestem dziewczyną, ale dlatego, że są nudne.
Khorne - nie zgodzę się z Tobą. Nie jesteśmy za starzy - jesteśmy wymagający ;p
13 marca 2008
8.00-8.30 śniadanie
8.30-10.00 – warsztaty – praktyczny trening antystresowy – kontynuacja
10.00-10.15 – przerwa kawowa
10.15 obrady Forum – gościem Forum będzie pani Hanna Szczeblewska, wiceprezes Zarządu Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej
11.30 wyjście do Muzeum Papiernictwa
14.00 obiad, zakończenie spotkania
Defcon to wyśmienita pozycja dla wybrednych, szukających nowych wrażeń. Do niedawna miałem problem ze znalezieniem polskiej społeczności tej gry, takiej z prawdziwego zdarzenia. Jednak, odkąd powstał serwis DEFCON Centrum Polska moje problemy się skończyły, linka celowo nie podaję gdyż nie chciałbym zostać uznanym za spamera. Zainteresowani na pewno znajdą serwis, gdyż zajmuje on jedną z czołowych pozycji w GOOGLE pod zapytaniem Defcon. Wszystkim zainteresowanym rozgrywkom sieciowym, szczerze polecam ten portal zwłaszcza, że aktualnie organizują konkurs w którym ufundowali oryginalną grę dla zwycięzcy!
Pozdrawiam
Maciek
Leave a reply