Mar 5, 2007
Pięć rzeczy, których na pewno byście nie chcieli wiedzieć
Padło i na mnie. Nie przepadam za łańcuszkami, ale tym razem zrobię wyjątek. Wyjątek wyjątkowy, ponieważ nie mam już kogo wywołać do tablicy – wszyscy moi znajomi już byli – więc troszkę rozbuduję swoje wypowiedzi.
- Nikt nie wie, ale jestem Myszo. Geneza tego określenia to długa opowieść; w skrócie – Epoka Lodowcowa 2, Czechy i inne Myszo, które wspierało mnie w spisaniu tych rzeczy.
- Jestem monogamistą z odchyłami poligamistycznymi. Zwiedziłem “pół Polski” przez “spódniczki” (nie wiem czemu, u kobiet preferuję jednak spodnie); mam więcej koleżanek (o których – z reguły – wiem więcej niż ich życiowi partnerzy) niż kolegów, uwielbiam towarzystwo kobiet i kobiece ciało – choć długi czas byłem bardzo nieśmiały.
Udało mi się ochłonąć (dorosnąć?) i od dłuższego czasu odkrywam uroki monogamii. Dobrze mi/nam z tym.
- Gdybym nie zainteresował się komputerami, prawdopodobnie zostałbym piłkarzem, siatkarzem… albo szachistą. Moim wzorem z dzieciństwa był – i jest do tej pory – niezmordowany Ryan Giggs, a ulubioną drużyną Manchester United. Dzieciństwo spędziłem na łódzkich Bałutach, co niejako tłumaczy, dlaczego od dzieciństwa sympatyzuję z Łódzkim Klubem Sportowym. Choć prawda jest taka, że gdy miałem jakieś 3-4 lata, spodobała mi się nazwa.
Ewentualnie mógłbym zająć się jeszcze wyścigami samochodowymi (pierwszy samochód zrobiłem sobie sam – z piasku i paru starych baterii) bądź modelarstwem.
- Od najmłodszych lat przejawiałem talenty lingwistyczne – znam kilka języków obcych; niemieckiego nauczyłem się oglądając niemiecką Vivę, angielskiego uczyłem się już od przedszkola. Po kilku pierwszych lekcjach, zapytany czego już się nauczyłem, odpowiedziałem zgodnie z prawdą: blue. Rodzice stwierdzili, że trochę mi ta nauka jeszcze zajmie…
Francuskiego nauczyłem się w trochę innych okolicznościach…
- Jestem dzieckiem “transformacji” – od 11 roku życia wychowywałem się “sam”. Rodziców, zapracowanych, by powiązać koniec z końcem, widywałem – na dłużej – głównie w weekendy. Z reguły, nie było ich kiedy wstawałem do szkoły i wracali z pracy, kiedy ja już spałem.
Oszczędzałem “końcówki” (drobniaki z reszty) z zakupów, za które jeździłem na drugi koniec miasta by “nagrać” sobie dwie-trzy gry na Amigę. Czasem wymagało to dwóch-trzech wizyt w sklepie – amigowe dyskietki to bardzo kruchy i wrażliwy nośnik (nie kupowałem na giełdzie, jestem wygodny od zawsze). Te same drobne przeznaczałem na bilety by dojechać na trening.
Jestem uparty – w ten czy inny sposób, zawsze postawię na swoim. Nie umrę także z głodu – lubię i potrafię gotować, choć robię to nieczęsto. Rzekomo robię nieziemskie spaghetti, wszelkiego rodzaju mięsa i żurek. Jestem wielkim fanem herbaty Rooibos i imbiru.
Bonusowa ciekawostka: Moja wspólna praca z Wojtkiem ‘cosh’ Jakubowskim z Appendix, zajęła 24. (na 59 prac, które przeszły selekcję) miejsce na Mekka Symposium 2002, w kategorii Freestyle Graphics. Można powiedzieć, że grupowo zakasowaliśmy MS2002 – Mariusz Jarosz (dzordan) zajął 3. miejsce, Damian Bajowski (mime) 5. a Krzysiek Grudziński (yon) 10. Wszyscy wywodziliśmy się z tej samej, założonej przeze mnie, grupy.
Paradoksalnie, była to najsłabsza grafika, jaką kiedykolwiek narysowałem i jedyna, jaką oficjalnie gdzieś pokazałem. Powstała tylko po to, by przetestować Photogenics na Amidze – jeden z moich ulubionych programów graficznych.
Powiązane wpisy:
Wiadomo, że kobieta w spodniach różni się od kobiety w sukience czasem dostępu. :->
LOL, opi!
Nie ma nic bardziej zabawnego jak komputerowcy gadający o masowym zdobywaniu lasek. “Zwiedzanie Polski przez spódniczki” poprzez podrywacze.pl się nie liczy. :>
Nie ma nic bardziej zabawnego jak ludzie, którzy wszystkich mierzą swoją miarką
@Wojtuś: to jest taki paradoks
A wyjątki tylko potwierdzają reguły…
Ale trackbacka już puścić nie można? Tak poza tym to cholera… Iloma rzeczami ty możesz się pochwalić. Tak chociaż połowę chciałbym umieć / zrobić co Ty.
Pozdrawiam.