Odkąd pojawiły się serwisy oferujące możliwość skrócenia długiego adresu URL strony, gdzie potencjalnie jest coś ciekawego, do krótkiego zbitka niewiele mówiących cyferek i literek, niemal wszystkich moich mniej lub bardziej znajomych ogarnął szał skracania. Też tego doświadczyliście?

Oczywiście, rozumiem że może być to przydatne ale z reguły traktuję to jako bezużyteczny syf. Skracanie bowiem ma w moim mniemaniu jedną poważną wadę - do momentu kliknięcia, nie wiem gdzie wyląduję. Oczywiście, niektóre serwisy skracające pozwalają dopisać własne opisy dla linka, który nie musi wyglądać jak pierwsze słowa programisty na kacu, po przebudzeniu pod stołem. Dzięki tej zaawansowanej funkcjonalności może przyjąć równie użyteczną formę np “fajne”, “zobato”, “czekieraut” itd.

A wszystko co naprawdę jest mi potrzebne, robi serwis url(x). Owszem, link jest tradycyjnie zakończony niekomunikatywnym chłamem cyferkowo-literkowym, brakuje możliwości dodania własnego opisu, ale przynajmniej wiem gdzie trafię, bo obok zakodowanego skrótu mam podaną domenę skąd pochodzi link. Niby nic, ale zamiast dostawać: http://42.pl/u/oGY wolę dostać: http://urlx.org/berlios.de/b1555.