Polubiłem to, co kiedyś przyprawiało mnie o palpitacje serca, zimne poty i dreszcze - rozmowy kwalifikacyjne. Zwłaszcza te, w dużych firmach.

Dlaczego?

Ponieważ pozwalają mi krytyczniej spojrzeć na to, co już osiągnąłem i pokazują, jak długa droga jeszcze przede mną. Ukazują o jak wielu sprawach, istotnych z punktu widzenia przyszłego pracodawcy, nie masz pojęcia, gdy tworzysz kolejny serwis dla kumpla.

Teoria teorią, technologie technologiami, ale co naprawdę potrafisz powiedzieć o swoim życiu? Czy jesteś w stanie określić, w kilku zdaniach, co będziesz robił za pięć lat? Co sądzisz o studiach, czy chciałbyś jeszcze jakis kierunek zacząć - jeśli tak, to na jakiej uczelni? Co byś zmienił w naszym serwisie i co sądzisz o konkurencji? Czy nad tym serwisem pracowaliście zdalnie? Jak się zorganizowaliście? Rzuciłeś studia? Dlaczego? I dlaczego studiując psychologię, marzysz o MBA? Jak to możliwe, by społecznościowiec marzył o czystym, asentymentalnym biznesie?

Wypada zwrócić uwagę na fakt, że w tych pytaniach nie ma kwestii technicznych. Chodzi o pewien poziom abstrakcji i sprawdzenia, na jakim poziomie jest potencjalny współpracownik. Czy radzi sobie ze stresem, czy potrafi udzielać bezpośrednich odpowiedzi, czy jest faktycznie świadom swoich umiejętności i swojego stanu wiedzy.

Niedawno spotkałem się ze stwierdzeniem, że mój przebieg kariery nie pasuje do 23. latka, prędzej do osoby dziesięć lat starszej. To wcale nie jest dobrze, można się tym “chwalić”, ale z punktu widzenia pracodawcy pojawia się pytanie - dlaczego on tyle robił? Jak na to wszystko znalazł czas?

Dlatego cieszę się, że coraz lepiej radzę sobie z tego typu pytaniami. Już nie ma stresu, nie ma nerwów po kolejnej nieudanej próbie. I cieszę się na myśl, o kolejnej rozmowie w dużej firmie, bo z reguły (albo ja mam szczęście spotkać takich ludzi), powiedzą ci coś w stylu: “nie powiemy ci, że do nas nie pasujesz, ale pokażemy ci, dlaczego tym razem się do nas nie dostaniesz”. Wystarczy uważnie słuchać i obserwować. I nie bać się rozmów - to trzeba ujarzmić. I pamiętać, że jeśli ktoś chce ci udowodnić twoje braki wiedzy, to uczyni to. Jeśli spotkasz się z tym kilka razy w życiu, to prędzej nauczysz się, jak tego typu wady zamienić w zalety.

Bo, powiedzmy sobie szczerze - jest cała masa zdolniejszych, bardziej ambitnych ludzi, którzy osiągnęli więcej niż, chociażby, ja. Nie trzeba daleko szukać - wystarczy spojrzeć na Was - tych, którzy mnie czytają. Warto po prostu o tym pamiętać i wiedzieć, że głosy krytyki mogą boleć, ale to najlepsza forma przekonania się “co ze mną jest nie tak?”.