Dawno temu pisałem o tym, że nie rozumiem skąd tyle nienawiści w ludziach, którzy prezentują stanowisko odmienne od naszego. Zauważyłem, że Marcin Badurowicz napisał dziś notkę utrzymaną w podobnej konwencji.

Wciąż nie potrafię się z tym pogodzić. Napisałbym, że wciąż nie rozumiem, ale nie - ja rozumiem dlaczego tak się dzieje. Pewnie wtedy też rozumiałem, choć nie akceptowałem tego.

Od razu, na wstępie, powiem, że swoje opinie opieram na “statystycznej większości”, będąc w pełni świadom, że nie każdy tak postępuje, i że jest cała masa wyjątków - chwała im za to.

Chocaż jesteśmy zwierzętami stadnymi, to w każdego z nas wdrukowana jest silna potrzeba bycia wyjątkowym. Wyróżniania się ze społeczeństwa.
Im szybciej nasze życie pędzi - tym potrzeba bycia “offowym” większa.

Przybiera to różne formy.

Każda firma jest liderem rynku, każdy serwis pierwszym, jedynym i nie powtarzalnym a każdy człowiek wie więcej, od drugiego.

Są to te formy, całkiem pozytywne.

Problem rodzi się, gdy dana osoba ma problem z samooceną. Gdy przeświadczenie o własnej wyjątkowości zbudowane jest w oparciu o strach przed “zwyczajnością”. Wtedy to właśnie rodzą się patologiczne sytuacje, które możemy obserwować na różnego typu forach.

Bo przy całym przeświadczeniu o cudowności, utrzymuje się wielka potrzeba akceptacji. W grupie raźniej, a samotność jest dobra dla jednostek silnych. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że ludzie mają słabość do rządów totalitarnych, bowiem wolność i samostanowienie ich przeraża.

Marcin wspomina o Linuksiarzach i Windowsiarzach - ja ich nazywam LinuksOwce i WindowsOwce, ukłon w stronę ACP - są to jednostki, które muszą się dowartościować i znaleźć usprawiedliwienie dla tego, że używają danego systemu.

Świadomego użytkownika nie przekonują teksty o wolności oprogramowania czy narażeniu na wirusy. Świadomy użytkownik dobiera narzędzia do swoich potrzeb. Bo system, przeglądarka czy program graficzny to nie ikona, nie symbol religijny - to narzędzie.
Jak wiecie (a jeśli nie - to teraz już wiecie) - preferuję Windows ponieważ jestem do niego bardziej przyzwyczajony, podoba mi się bardziej i mam tu dostęp do większej ilości interesujących mnie programów. Ale nie stawiam go ponad innymi systemami. Równie wygodnie poruszam się w świecie, choćby, *nixów. Kiedy potrzebuję coś zaprojektować - wybieram Windowsa, kiedy potrzebuję elastyczności, pracy w kilku technologiach, czy pobrania 5tys stron i znalezienia w nich jednego terminu - wybieram Linuksa.

Inni jednak wolą skrajności. Szukają usprawiedliwienia dla tego, że zanim udało im się postawić system, musieli przeczytać 666 stron dokumentacji, zajrzeć w 69 wątków na forach dyskusyjnych, a Google to dla nich chleb powszedni. Muszą oczyścić się z zarzutów, że nie mają pojęcia o administrowaniu systemem operacyjnym, który umarł im pod naporem wirusów i trojanów.

Przypomina mi to pewnych znajomych, którzy mają obrazy malowane lepszą farbą, bardziej złote złoto czy samochód z lepszej blachy.

Ludzie boją się przyznać do błędu. Boją się powiedzieć wprost: “wiesz, kurczę, wywaliłem kupę kasy na ten monitor, ale niezadowolony jestem - obraz jest nie taki, smuży. Nie kupuj.”. Zamiast tego, jeszcze ci go polecą. A najchętniej sprzedadzą swój - “po co masz przepłacać”.
Wierzę jednak, że chociaż część z tych ludzi, którzy ulegają “hajp” i “flejmom” na forach, za jakiś czas wyrośnie z tego i zrozumie, że szkoda czasu na awantury. Lepiej poświęcić go na samokształcenie i słuchanie innych. Bowiem z rzeczowych dyskusji można wyciągnąć znacznie więcej niż suchych faktów podanych w dowolnej książce. Więcej dystansu wobec siebie i innych.