W tym miejscu pojawią się informacje dotyczące niniejszego artykułu.
Gigant naszego małego podwórka. Mędrzec, oferujący nam dobrze opisane, przemyślane i uargumentowane (nie zawsze) zasady postępowania. Nauczyciel, który daje nam zbiór rozwiązań, znaczników, sposobów na określenie naszych pomysłów, na oprawienie ich w ramy.
Stosując się do jego przykazań, możemy nadać naszej treści semantyczny sens, ubrać ją w atrakcyjny wygląd i dodać do niej trochę “chwytających za oko” (i portfel klienta) efektów.
Siada zatem jeden z drugim i czyta. Czyta i pisze. Pisze i ogląda efekty. Później znów czyta.
Po kilku dniach ma już pewne, blade, pojęcie o co w tym wszystkim chodzi.
Po kilku tygodniach potrafi już całkiem elastycznie i płynnie poruszać się między kilkoma technologiami.
Po kilku miesiącach, posiada większą wiedzę w temacie, niż wszystkie ziomy z sąsiedztwa. Oklaski, brawa, kwiaty na scenie, pot starty z czoła, kobiety się oddają/padają na kolana. Pełen entuzjazm i radość.
Teraz osiągneli poziom, dostępny tylko dla dotkniętych opatrznością bożą.
Albo tak im się wydaje.
Jeśli jesteś na tym etapie, odpowiedz sobie na pytanie: co wiesz na temat dotrzymywania terminów, na temat pracy przy dużych projektach? Co wiesz na temat łączenia grafiki z kodem i treścią? Funkcjonalności i tworzenia serwisów z myślą o przyszłych aktualizacjach? Marketingu? Estetyki?
Lepiej czego NIE robić.
Okej, potrafisz tworzyć kod, który się waliduje - czy to już znaczy, że jesteś doskonałym koderem?
Nie. Nie jest to nic wyjątkowego.
Programista, który potrafi połączyć dwa skomplikowane projekty i wzbogacić ich funkcjonalność - jest lepszy od ciebie. Flash-developer, który potrafi zrobić arkusz kalkulacyjny czy sklep we Flashu - jest lepszy od ciebie.
Tworząc w domowym zaciszu fan-strony ulubionego zespołu i objeżdzanie na forach dyskusyjnych innych, odsyłając ich do walidatora, nie nauczy cię niczego na temat profesjonalnego tworzenia stron WWW. Nie dowiesz się, ile czasem trzeba uporu, “łez i potu”, by, w środowisku składającym się z designerów, biznesmenów, menadżerów, przeforsować swoją koncepcję.
Jeśli jednak wyjdziesz w świat, z czasem nauczysz się, że pisanie poprawnego kodu, łączącego kilka technologii, wcale nie oznacza, że będzie on przechodził walidację.
Pamiętaj przy tym, że to, co dziś jest niepopularne i niestandardowe, może stać się standardem w przyszłości.
Macromedia, wprowadzając Flash do środowiska WWW, opracowało sposób, który nie był zgodny ze specyfikacjami W3C, a mimo wszystko przyjął się doskonale - ostatecznie doczekał się sposobu osadzania, kompatybilnego ze specyfikacją W3C.
XMLhttpRequest po raz pierwszy pojawił się w IE5, jako obiekt ActiveX, by obecnie, w rozszerzonej formie, święcić triumfy w niemal wszystkich RIA.
Nie bój się szukać nieszablonowych rozwiązań. Standardy to nasze “a, b, c”, a kod to poezja. Czy zostaniesz wyrobnikiem przepisującym encyklopedie, czy poetą, o którym będą rozpisywać się wszyscy dookoła - zależy, tylko i wyłącznie, od ciebie.
Gdyby nie naginanie zasad, zapewne nigdy nie powstałyby strony i opracowania takie, jak, chociażby, CSS Destroy czy CSS/Edge. Amiga dalej miałaby tylko tryb Planar a Paula (układ dźwiękowy Amigi) wyciągałaby wciąż tylko 4 kanały (AHI, na mocnych zestawach, umożliwia obsługę 1024 kanałów dźwięku). Ponadto nigdy nie obejrzelibyśmy produkcji Farb-rausch, mieszczących się w 64kB.
PS. Bym nie został źle zrozumiany: w żadnym wypadku nie namawiam do tworzenia tag-zupy i wszelkiej maści walidatory są bardzo pomocne. Tylko trochę więcej dystansu…
Nazywam się Tomasz Staniak, zajmuję się prowadzeniem/tworzeniem projektów internetowych. Na blogu przeczytasz o tym, co mnie interesuje a także z czym jestem związany zawodowo.
26 Responses for "Tak sobie ponarzekam, czyli dwuaktówka o tworzeniu w Sieci."
Trochę pomieszałeś walidacyjne <div> in <div> in <div>, obeznanie z rynkiem po paru latach pracy (ew. minimum studiach), tworzeniem dostępnych stron, korzystając z rosądku oraz zmysłem artystycznym, który się ma albo nie.
Bo to wszystko się nakłada na siebie. To wszystko jest ze sobą połączone.
I takie noty lubie czytać, dzięki
IMO łączenie poprawnego pisania stron z um. ich sprzedania na szczeblu pisania dla pisania jest bezsensowne. No hard feelings.
Ja bym jeszcze dodał, że przezabawne jest umieszczanie na komercyjnych serwisach znaczków typu "valid (X)HTML". Validator to narzędzie takie jak młotek czy klawiatura, a pisanie poprawnego kodu jest pieprzonym obowiązkiem kodera. Jeszcze na żadnej szybie sklepu nie widziałem "zbudowane z użyciem młotka", a i żaden biurowiec nie nosi znaków "zbudowane bez błędów architektonicznych".
inspiracja http://www.mikeindustries.com/blog/archive/2004/06/march-to-your-own-standard jest akurat dla mnie oczywista, ale nie wiem, czy taka jest dla innych… moze warto wrzucic linka do oryginalnego tekstu?
@Patrys, bo żaden z nich nie ustrzegł się błędów. ;->
A ja tylko czekam na jakieś arty, które coś do sprawy wniosą, bo nie ujmując nic nbw, który pisze bardzo dobrze i na temat, chciałbym w końcu przeczytać coś o tym, jak zostać tym niesamowitym koderem i dotrzymywać terminów w środowisku przesączonym managerami, klientami i niedużą ilością tak zwanego własnego czasu. :/
m: Istnieje tyle serwisów i blogów webdeweloperskich, że „daj se siana”. :> Nbw to akurat jeden z lepszych twórców materiałów dot. W3C i czemu on _też_ miałby nie wpaść na taki pomysł.
Puck: W sumie racja, ale cała nadzieja w Webesteem.
@riddle: nic do nbw nie mam, bardzo fajny tekst - tyle, ze momentami zupelnie wprost przetlumaczony. A chyba warto siegac do zrodla niz wzorowac sie na okrojonych kopiach.
@M:
Znam ten artykuł i słusznie wnosisz, że jest on nim inspirowany. Choć to jest tak, jak z tekstem Camerona o kopiowaniu - po prostu, czasem trzeba jakiegoś bodźca by dokończyć swoje przemyślenia. Ktoś napisał to samo - jasne. Obok Mike'a takie teksty pisał niemal każdy, kto przechodził przez ten sam etap w życiu i "twórczości".
Powiem więcej - kiedyś, w oparciu o ten tekst, który notabene przetłumaczyłem (więc i sprawa tłumaczenia się zgadza) chciałem dodać "invalidation badge" do joggera, po czym stwierdziłem, że to akurat jest dziecinne.
@Puck:
Bardzo mnie znielubisz, jak powiem - "wkrótce"?
A co do wypowiedzi Riddle: to jest druga strona medalu. Przy takim natłoku blogów i stron bardziej i mniej webdeveloperskich, coraz trudniej napisać coś, co faktycznie jest oryginalne i nowe i nie korzysta ze zwrotów użytych gdziekolwiek indziej.
@nbw:
Swietnie Cie rozumiem, trzeba szukac inspiracji w Sieci, bo jest madrzejsza od kazdego z nas. Ale warto tez wrzucic linka do oryginalnego tekstu, zeby chociazby Riddle mogl sobie doczytac reszte. No i, jakby nie bylo, wypadaloby oddac szacunek Mike'owi za ten oryginalny tekst. Bylo minelo, tak czy siak - dobrze, ze o tym piszesz.
jeszcze @nbw: no ja bym nie mial takiej odwagi polemizowac z tym, ze ten tekst jest, delikatnie mowiac, wybitnie "inspirowany"…
@nbw, oj, co ja Cię miałem znielubić, to już znielubiłem.
BTW, jest zbyt wielu "wielkich", aby pisać jedynie nowe rzeczy. Naturalnym jest pisać na taki sam temat, po swojemu. A jeśli nasze odczucia są prawie takie same jak autora (co zdarza się często, gdy czyta się tekst osoby, która jest dla nas autorytetem)? Widowisko na tym nie ucierpi. Gdyby to nie było prawdą, to nie powstałyby trackbacki.
To skoro już sobie tak rodzinnie rozmawiamy to możecie mi jeszcze zasugerować jakiś sensowny edytor HTML dla Windows
Tak, to nawiązanie do Twojej, Puck, wypowiedzi, o potrzebie artykułów, które wnoszą coś do rzeczy.
Macromedia Dreamweaver, Pajączek, Spider Writer, Adobe GoLive, HTML-Kit i PSPad mam już covered. COś przegapiłem?
http://www.google.com/search?q=site:riddle.jogger.pl%20notepad++
Akurat notepad++ i notepad2 oraz crimson editor i nvu odpadły.
Dwa pierwsze są dużo za proste, trzeci… hmm.. na razie nie wiem czym chce być. Ani to dreamweaver w wersji designer, ani to edytor kodu.
Ja korzystam ze SciTE. Od pierwszego włączenia nie wygląda rewelacyjnie, ale niesamowicie konfigurowalny, skryptowalny, pluginowalny, etc.

Edytor HTML, hmm, dużo powiedziane.
A, SciTE to natywny edytor scintilli (komponent użyty w n++ i n2)
Nic linuxowego? Quanta? Bluefish?
@Puck
SciTE działa ekstra, ale wygląda jak nie z tej epoki
Też mi nie pasuje do koncepcji.
@M:
Ależ jak najbardziej. Tylko, że dla Linuksa opisałem chyba wszystko sensowne: Quanta, Bluefish i mój ulubiony: Screem.
(testuję coś w Operze)
I, jakby nie bylo, Frontpage 2003. Nadal w wielu sporych firmach podstawowy edytor obok Visual Studio do tworzenia bardzo duzych aplikacji inter/intra-netowych. No, w szczegolnosci opartych na Sharepoincie
EditPlus
m:
Tylko że FrontPage do wersji 2003 włącznie ma brzydkie nawyki i "wie lepiej" niż autor, co on chce napisać. FP ciągle też sprawia wrażenie edytora nastawionego bardziej na WYSIWYG niż na inteligentną edycję źródła, co mnie dziwi, bo trybu graficznego używają wyłącznie synowie prezesów (pun intended) i graficy - przy projektowaniu layoutu.
Sam na co dzień używam Quanty+, ale pod Windows bardzo cenię sobie Dreamweavera (niestety, autorzy też go sobie bardzo cenią, choć z chęcią przyjrzałbym się zmianom w ostatniej wersji).
Patrys:
HTML nie sluzy juz od dluzszego czasu wylacznie do tworzenia typowo internetowych *kreacji*, ale ma bardzo silna pozycje w warstwie prezentacji aplikacji jak najbardziej biznesowych, w ktorych liczy sie przede wszystkim *funkcjonalnosc*. I duze firmy, dla ktorych rentownosc i ROI to zdecydowanie najwazniejsze wskazniki, nie obawiaja sie inwestowac w systemy budowane wlasnie na bazie FrontPage 2003 + Sharepoint Portal + SQL Server + SQL Reporting Services + Biztalk - mimo, ze sam koszt licencji mozna smialo liczyc w okraglych milionach (sam Biztalk to circa cwierc banki za CPU). To ogromny rynek tyle, ze mocno enterprisowy, ukryty w intranetowych glebinach. Open-sourcowych rozwiazan o zblizonej funkcjonalnosci niestety nie ma i dlugo nie bedzie. Ale bezdyskusyjną jest sprawą, że Frontpage idealnym narzędziem do tworzenia *kreacji* internetowych nie jest ;).
(poprawka: BizTalk Server 2004 Enterprise Edition - $24,999 US per processor)
Leave a reply