Ulotka informacyjna

W tym miejscu pojawią się informacje dotyczące niniejszego artykułu.

Akt pierwszy: na scenę wchodzi W3C

Gigant naszego małego podwórka. Mędrzec, oferujący nam dobrze opisane, przemyślane i uargumentowane (nie zawsze) zasady postępowania. Nauczyciel, który daje nam zbiór rozwiązań, znaczników, sposobów na określenie naszych pomysłów, na oprawienie ich w ramy.

Stosując się do jego przykazań, możemy nadać naszej treści semantyczny sens, ubrać ją w atrakcyjny wygląd i dodać do niej trochę “chwytających za oko” (i portfel klienta) efektów.

Siada zatem jeden z drugim i czyta. Czyta i pisze. Pisze i ogląda efekty. Później znów czyta.

Po kilku dniach ma już pewne, blade, pojęcie o co w tym wszystkim chodzi.

Po kilku tygodniach potrafi już całkiem elastycznie i płynnie poruszać się między kilkoma technologiami.
Po kilku miesiącach, posiada większą wiedzę w temacie, niż wszystkie ziomy z sąsiedztwa. Oklaski, brawa, kwiaty na scenie, pot starty z czoła, kobiety się oddają/padają na kolana. Pełen entuzjazm i radość.
Teraz osiągneli poziom, dostępny tylko dla dotkniętych opatrznością bożą.

Albo tak im się wydaje.

Jeśli jesteś na tym etapie, odpowiedz sobie na pytanie: co wiesz na temat dotrzymywania terminów, na temat pracy przy dużych projektach? Co wiesz na temat łączenia grafiki z kodem i treścią? Funkcjonalności i tworzenia serwisów z myślą o przyszłych aktualizacjach? Marketingu? Estetyki?

Akt drugi: Co robić?

Lepiej czego NIE robić.

  1. Nie przystępuj do “walidacyjnej armii oświecenia”
  2. Nie przystępuj do “walidacyjnej armii oświecenia”
  3. Nie, nie przystępuj do “walidacyjnej armii oświecenia”

Okej, potrafisz tworzyć kod, który się waliduje - czy to już znaczy, że jesteś doskonałym koderem?

Nie. Nie jest to nic wyjątkowego.

Programista, który potrafi połączyć dwa skomplikowane projekty i wzbogacić ich funkcjonalność - jest lepszy od ciebie. Flash-developer, który potrafi zrobić arkusz kalkulacyjny czy sklep we Flashu - jest lepszy od ciebie.

Tworząc w domowym zaciszu fan-strony ulubionego zespołu i objeżdzanie na forach dyskusyjnych innych, odsyłając ich do walidatora, nie nauczy cię niczego na temat profesjonalnego tworzenia stron WWW. Nie dowiesz się, ile czasem trzeba uporu, “łez i potu”, by, w środowisku składającym się z designerów, biznesmenów, menadżerów, przeforsować swoją koncepcję.

Jeśli jednak wyjdziesz w świat, z czasem nauczysz się, że pisanie poprawnego kodu, łączącego kilka technologii, wcale nie oznacza, że będzie on przechodził walidację.

Pamiętaj przy tym, że to, co dziś jest niepopularne i niestandardowe, może stać się standardem w przyszłości.

Macromedia, wprowadzając Flash do środowiska WWW, opracowało sposób, który nie był zgodny ze specyfikacjami W3C, a mimo wszystko przyjął się doskonale - ostatecznie doczekał się sposobu osadzania, kompatybilnego ze specyfikacją W3C.
XMLhttpRequest po raz pierwszy pojawił się w IE5, jako obiekt ActiveX, by obecnie, w rozszerzonej formie, święcić triumfy w niemal wszystkich RIA.

Nie bój się szukać nieszablonowych rozwiązań. Standardy to nasze “a, b, c”, a kod to poezja. Czy zostaniesz wyrobnikiem przepisującym encyklopedie, czy poetą, o którym będą rozpisywać się wszyscy dookoła - zależy, tylko i wyłącznie, od ciebie.

Gdyby nie naginanie zasad, zapewne nigdy nie powstałyby strony i opracowania takie, jak, chociażby, CSS Destroy czy CSS/Edge. Amiga dalej miałaby tylko tryb Planar a Paula (układ dźwiękowy Amigi) wyciągałaby wciąż tylko 4 kanały (AHI, na mocnych zestawach, umożliwia obsługę 1024 kanałów dźwięku). Ponadto nigdy nie obejrzelibyśmy produkcji Farb-rausch, mieszczących się w 64kB.

PS. Bym nie został źle zrozumiany: w żadnym wypadku nie namawiam do tworzenia tag-zupy i wszelkiej maści walidatory są bardzo pomocne. Tylko trochę więcej dystansu…