Piątek - tygodnia koniec i początek.

Kto wie, może dziś to dla mnie początek zupełnie nowego życia? Z dnia na dzień przede mną, jako świeżo upieczonym (dosłownie!) pracownikiem, jak to się teraz ładnie nazywa, agencji interaktywnej - czyli po prostu pełnoetatowym “zamieniaczem fantazji grafika na pełnowartościową stronę WWW, z funkcjami serwero-administracyjnymi” - wyrosły nowe problemy. Wszak trzeba podopinać sprawy papierkowe, pozałatwiać badania, znaleźć dach nad głową i przeżyć. A wszystko z naprawdę skromnym budżetem miesięcznym jakim dysponował będę przez cały okres próbny.

Krok w nowe życie zacząłem z książką - “Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego, które zachwalał Łukasz Grabuń i muszę przyznać, że przepadłem. Prażąc się na słońcu w eleganckim wdzianku, dochodziłem raz po raz do wniosków, że książka jest fantastyczna a dzisiejsza pogoda to najwyraźniej także zamach “organizacji powiązanych z Al-Kaidą”.

Koniec końców - wróciłem do domu i uświadomiłem sobie jak wiele się zmieni. Dla mnie w gruncie rzeczy mało, ale dla moich rodziców, a zwłaszcza dla ojca, który teraz zostanie sam - wszystko. Przyznaję, że przez chwile zrobiło mi się z tym ciężej; niemniej wróciłem do rozważań, czy lepiej będzie mi na Bielanach, czy może na Żoliborzu. W końcu życie nie jest lepsze czy gorsze od naszych planów i marzeń. Ono jest po prostu inne. Bądź jak pisał Jonasz Kofta: Ale wiesz, bywają różne pory roku A tak życia jak tapczana nie ustawisz