Od kilku dni wsłuchuję się w dźwięki ostatniej, solowej, płytki wokalistki Clannad: Mojry Brennan (na sieci można spotkać się z co najmniej kilkoma wersjami jej imienia. Od Moya przez Mojra po Marie/Maire) - Two Horizons.
Od dawna jestem zakochany w Irlandii, kulturze celtyckiej, języku i głosie Moyi. Z żalem zauważam jednak, że materiał z tego albumu jest jakiś “pusty”. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest mocno “enyowaty” (czyli nudny). Być może ludziom się to podoba, jednak Mojra ma zdecydowanie głębszy i ciekawszy głos, który towarzyszył mi od czasu serialu Robin Hood, nadawanego w polskiej telewizji publicznej. Z tego powodu trudno mi się pogodzić z tym “rozmyciem”. Co gorsza, rozmycie to dotyczy również podkładu muzycznego, który miejscami ciekawie łączy klimaty folkowe z elektroniką.
Niestety, nie jestem w stanie wymienić ani jednego utworu z płyty, który wybijałby się ponad średnią płytki. Nie należy tego jednak rozumieć, że cały album jest tak dobry. Wręcz przeciwnie. Cały album jest średnio-słaby. Większą uwagę przyciąga tylko wstęp oraz zakończenie (mocno folkowe) utworu tytułowego - Two Horizons i końcówki kilku innych utworów - ze względu na wspomniane folkowe wstawki.
Podsumowując: Maire lepiej posłuchać w albumie Clannad - Lore, który w zeszłym roku został wydany ponownie w wersji zremasterowanej.
A ja może zmienię swoje zdanie za kilkanaście przesłuchań…
Nazywam się Tomasz Staniak, zajmuję się prowadzeniem/tworzeniem projektów internetowych. Na blogu przeczytasz o tym, co mnie interesuje a także z czym jestem związany zawodowo.
One Response for "Moya Brennan - Two Horizons"
Właśnie głos pani Brennan swego czasu zwrócił moją uwagę na Clannad. Muzyka przy której naprawdę dobrze mi się zasypia i pracuje.
Leave a reply