Od kilku dni wsłuchuję się w dźwięki ostatniej, solowej, płytki wokalistki Clannad: Mojry Brennan (na sieci można spotkać się z co najmniej kilkoma wersjami jej imienia. Od Moya przez Mojra po Marie/Maire) - Two Horizons.

Od dawna jestem zakochany w Irlandii, kulturze celtyckiej, języku i głosie Moyi. Z żalem zauważam jednak, że materiał z tego albumu jest jakiś “pusty”. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest mocno “enyowaty” (czyli nudny). Być może ludziom się to podoba, jednak Mojra ma zdecydowanie głębszy i ciekawszy głos, który towarzyszył mi od czasu serialu Robin Hood, nadawanego w polskiej telewizji publicznej. Z tego powodu trudno mi się pogodzić z tym “rozmyciem”. Co gorsza, rozmycie to dotyczy również podkładu muzycznego, który miejscami ciekawie łączy klimaty folkowe z elektroniką.

Niestety, nie jestem w stanie wymienić ani jednego utworu z płyty, który wybijałby się ponad średnią płytki. Nie należy tego jednak rozumieć, że cały album jest tak dobry. Wręcz przeciwnie. Cały album jest średnio-słaby. Większą uwagę przyciąga tylko wstęp oraz zakończenie (mocno folkowe) utworu tytułowego - Two Horizons i końcówki kilku innych utworów - ze względu na wspomniane folkowe wstawki.

Podsumowując: Maire lepiej posłuchać w albumie Clannad - Lore, który w zeszłym roku został wydany ponownie w wersji zremasterowanej.

A ja może zmienię swoje zdanie za kilkanaście przesłuchań…