Moje życie zrobiło myk!, wywróciło się, wywinęło się i odwróciło do mnie ogonem, pokazując mi - kolokwialną - dupę. A ja na to Fru!. Bo muzyka to moja pierwsza i jedyna, prawdziwa, miłość.
Pierwszą płytką, na którą obecnie czekam jest Szum rodzi hałas POE, czyli Projekt Ostry Emade. Drugą, która już wpadła w me łapki i głośniki to właśnie: Fisz & Envee - Fru!.
Bartka Waglewskiego, zwanego Fisz, raczej nie muszę nikomu przedstawiać. Jednak Fisz i Envee na płytce Fru! to całkiem inne podejście do muzyki - trudne do zaszufladkowania. Smaczki dla siebie znajdą tu tak fani trip/hip-hopu jak i nu-jazzu, down-tempo. Całość okraszona jest typowym dla Fisza przeciąganym melorecytowaniem, zabawami z akcentem i słowami - nie ukrywam jednak, że czasem jego słowa przeszkadzają w słuchaniu podkładów, które są wprost niesamowite.
Na specjalną uwagę zasługują dwa pierwsze utwory z płyty, czyli Idzie miłość oraz Chodźmy w deszcz. Muzycznie bardzo ciekawy jest także Do pani (dalekie skojarzenie: utwory Yello) oraz “balladowy” Kuchnia.
Chcąc podsumować płytę w kilku słowach, najprościej byłoby posłużyć się cytatem z Chodźmy w deszcz: Za bardzo pop na podziemie, za bardzo podziemny na pop
. I byłoby to chyba najlepsze określenie tej płyty. Zdecydowanie warte posłuchania.
Jakiś czas temu pisałem, że czekam na Brothers in Arms: Road to Hill 30. Nie, już nie czekam. Żałuję, że czekałem.
Gra wyłamuje się z panującego trendu - że gra powinna wystraczyć na 6 godzin ciągłego grania i to wszystko. Nie da się jej przejść w 6 godzin, chyba, że na poziomie Easy. I z grubsza, tu kończą się jej zalety.
Po filmikach z gry obawiałem się, że autorzy wykorzystali engine Deus Ex (Far Cry). Ku mojemu zadowoleniu jednak nie skorzystali z niego. W zamian skorzystali z engine Unreal 2, wzbogacony o modny ostatnio HDR (High Dynamic Range, “96bitowy kolor”. Technologia, w której każda składowa koloru ma 32bity. Wykorzystywane chociażby w przypadku super dokładnych cieniowań). I tym mnie zawiedli. Tak, Unreal 2 mi się podobał, nawet bardzo, lecz to było kilka lat temu. Po premierze Halflife 2 i jego silnika oczekiwałem, że developerzy pójdą w kierunku jaki HAVOC zaprezentował - interakcja z każdym elementem otoczenia, możliwość zniszczenia dowolnego obiektu. Niestety, nie poszli.
Dochodzi przez to do paradoksalnych sytuacji, w których, dla przykładu, klęczymy za murkiem grubości 15cm a w nas, z działa, strzela Sturmgeschutz i nic nam się nie dzieje!. Szkoda, że w rzeczywistości tak nie było. Może udałoby się ocalić wiele istnień ludzkich.
Kolejny błąd to nieśmiertelność naszych bohaterów, oraz ich nieograniczone zapasy amunicji. Wyobrażaliście sobie kiedyś żolnierza strzelającego przez godzinę, ogniem ciągłym, w stronę przeciwnika? Nie? To polecam BIA. W dodatku wspomniana nieśmiertelność - w każdej misji możemy stracić dowolnego towarzysza, ale w kolejnej znów będziemy go widzieć w akcji.
W dodatku zastosowano modny skąd inąd (zapoczątkowany przez bodajże Max Payne) tryb, w którym za przejście gry otrzymujemy bonus i możemy spróbować swoich sił ponownie. Jest nawet tryb Realistic, aktywowany po ukończeniu gry na poziomie Hard. Niestety, na mnie to nie działa. Jako, że historia jest jedna i niezmienna, nie przyciąga mnie ponowne przechodzenie DOKŁADNIE tego samego w tej samej kolejności. Nie ważn jak realistyczny były tryb realistic.
W kilku recenzjach spotkałem się ze stwierdzeniem, że A.I. jest mądre. Nie jest. Wielokrotnie zdarzyło mi się widzieć, jak mój Sherman, choć kazałem mu przejechać do punktu odległego o 10 metrów, kręcił się, objeżdzał pół planszy (wchodząc pod ogień p.panc.) i dopiero wtedy docierał na miejsce. Ponadto gra jest stronnicza i patetyczna - Shermany wcale nie były tak rewelacyjnymi czołgami jak nam się wmawia. Ich było po prostu dużo. Firefly zyskał swoją nazwę dlatego, że zapalał się od pierwszego trafienia, a tu jeździ, strzela i w dodatku nie obrywa.
Ponadto sterować możemy tylko całymi “oddziałami”. Co również jest trochę nieporęczne.
A na koniec zostawiłem rzecz, która mnie totalne odstraszyła od gry - brak “sejwów” w dowolnym momencie gry. Stan gry zapisuje się tylko w przypadku dotarcia do punktu kontrolnego, przez co nierzadko lądujemy z 10 kulkami w plecach, 2 metry przed rzeczonym punktem.
Podsumowując - jeśli tak jak ja, jesteś maniakiem historii i “kręcą” Cię klimaty drugowojenne - i tak zagrasz. Jeśli nie - daruj sobie. Szkoda 5GB na dysku.
O ile BIA po prostu mi się nie spodobało, o tyle S2 to dla mnie kompletna porażka i żałuję, że zobaczyłem tę grę na własne oczy, bo zabiła pewną legendę.
Stronghold (po polsku Twierdza), oferowało coś, o czym marzyłem od czasów dziadków Castles 1 i Castles 2 - możliwość budowy zamków, twierdz i testowania ich w warunkach bojowych.
To, czym mnie do siebie przyciągnęło to prostota i szybkość z jaką działało.
Stronghold 2 wciąż jest proste i intuicyjne, ale odstrasza już na samym początku. Nie liczyłem, ale ta gra, za każdym razem, włącza się około minuty. Ponadto zapomnij o niej, jeśli masz mniej niż 512MiB RAM. Przy 512 gra schodziła przy byle okazji na swap i można było pomarzyć o płynności scrollowania mapy. Po tym, jak dokupiłem 1GB gra dostała “kopa”, jednak wciąż się tnie i zwalnia. Rozumiem, że przydałaby mi się nowa karta graficzna (obecnie mam GF4 Titanium 4200), lecz HL2 chodził u mnie niczego sobie, a tu mam slideshow w low detail!
Widać taka to cena za posiadanie 3wymiarowego kursora, gry witającej mnie “hello lord Tom!” (przyznaję, zaskoczyło mnie, że Tomasz skróciło do Tom i poprawnie wypowiedziało) i możliwości oglądania kupki polygonów, err.. pani na zamku w kąpieli (na co to komu? dla domorosłych erotumanów?).
Ciekawym pomysłem są hrabstwa. Ale tylko z pozoru, gdyż są one po prostu dostarczycielami surowców. Niczym więcej. Nie można w nich wybudować zamków, a jeśli się człowiek uprze, to dzięki tym hrabstwom i mądremu rozmieszczeniu wojsk, przeciwnik nigdy nie podejdzie pod nasze mury - przez co na znaczeniu traci główny wątek gry.
A skoro już jesteśmy w temacie armii - możemy rekrutować regularnych żołnierzy, a możemy zatrudniać najemników. Jako, że rekrutacja żołnierzy jest droga i kłopotliwa (wpierw trzeba uzbierać punkty, punkty honoru, wytworzyć odpowiednią broń) to taniej i szybciej wychodzi zatrudnienie najemników. I wszyscy tak właśnie robią - przez co umarł kolejny wątek gry.
Uwielbiałem Stronghold 1 i Stronghold Crusader, lecz Stronghold 2 to dla mnie zabicie “legendy”. Gra nie oferuje niczego wyjątkowego a przy tym działa koszmarnie wolno. Jeśli lubisz Twierdzę - zostań przy pierwszej części i dodatku. Jeśli masz super mocny sprzęt - spróbuj, może Ci się spodoba. Mnie na pewno nie.
Nazywam się Tomasz Staniak, zajmuję się prowadzeniem/tworzeniem projektów internetowych. Na blogu przeczytasz o tym, co mnie interesuje a także z czym jestem związany zawodowo.
Leave a reply