nbw: Redefine the undefined

Just another WordPress weblog

Archive for May, 2005

Wakacyjnie

  • Filed under: jogger
Monday
May 30,2005

Żar z nieba, potęgowany przez dogrzewający mój pokój tandem - monitor + komputer, skutecznie pozbawia mnie ochoty na sklecanie kolejnych artykułów o typografii czy selektorach CSS. W dodatku siedzenie nad named‘em i rozmyślanie o poprzednich związkach, skłoniło mnie do sparafrazowania starutkiej modlitwy, którą kiedyś u siebie zamieściła moja ówczesna kobieta:

Panie Boże!
proszę Cię o mądrość, żebym mógł zrozumieć swoją kobietę (nameda),
o miłość bym mógł jej przebaczyć,
o cierpliwość bym mógł znieść jej humory.
Nie proszę Cię o siłę bo wtedy bym ją zajebał.

W oryginale była to modlitwa silnej kobiety i chodziło o mężczyznę, tak gwoli ścisłości.

Kłopoty z monitorem

  • Filed under: jogger
Friday
May 27,2005

Monitor mi świruje. Zaczynam się zastanawiać czy już tak miał i dopiero teraz do mnie to dotarło, czy to tak od niedawna.

Chodzi o to, że przy zestawieniu dwóch skrajnych kolorów (biały i czarny), np.: w przypadku gdy w tle mam odpalonego XChata a na nim okienko z rozmową na gg, to obraz się “uwypukla”. Gdy zamknę okienko rozmowy/powrócę do XChata obraz się robi “wklęsły”, tudzież “wraca do normy”.

Nurtuje mnie to i nie wiem jak zareagować. W sumie monitor (Samsung SyncMaster 957DF 19″ CRT) powinien być jeszcze na gwarancji.

A mi, a mi?

  • Filed under: jogger
Friday
May 27,2005

W podtoruńskim Grabowcu jedna z ulic nosi imię Obi-Wana Kenobiego, postaci z “Gwiezdnych wojen”.

Decyzję podjęła rada gminy Lubicz. Projekt wniósł Leszek Budkiewicz - radny i wielki miłośnik cyklu filmowego George’a Lucasa. Z początku rajcy nie kryli sceptycyzmu: problemy stwarzał nie tylko wyjątkowy patron ulicy, ale także pisownia i odmiana jego nazwiska. - Tłumaczyłem, że Obi-Wan Kenobi jest jednoznacznie pozytywną postacią z “Gwiezdnych wojen” i człowiekiem godnym naśladowania - mówi Budkiewicz. - Nie jest tak chwiejny jak Anakin Skywalker, którego kandydaturę też rozważałem.

źródło

No, to ja teraz czekam na swoją ulicę. Moi fani - do dzieła! (przyjmuję też gotówkę i ładne siostry).

Thursday
May 26,2005

Silence teaches you how to sing

Pamiętacie jedną z wizji Maxa Payne w pierwszej części tej gry? Gdy biega się po ścieżkach z krwi.

Dziś, Czytelniku, zabieram Cię w równie mroczne i paranormalne rejony.

Jesteś choć po części taki jak ja - znudzony obecnie lansowanymi brzmieniami, tęsknisz za czymś świeżym, zarazem cięższym i surowym, wymykającym się podziałom i klasyfikacjom? Ulver jest właśnie dla Ciebie.

Zabawy z dźwiękami, pomieszanie stylów, przeobrażenia - to wszystko, a nawet więcej, można znaleźć w twórczości trójki norwegów. Jest black metal (Bergstat), jest niemal folkowe zerwanie z konwencją ciężkich brzmień, koncentrujące się przede wszystkim na gitarach akustycznych, klawiszach i nostalgicznej atmosferze (Kveldssanger). Mało? Nattens Medrigal to powrót do korzeni - kwintesencja brudnego, surowego blacku. Ale to jeszcze nic. Bo nadszedł rok 1999 a wraz z nim adaptacja wizji Williama Blake’a - The Marriage of Heaven And Hell, muzycznie zrywające z jakimikolwiek, znanymi, kanonami stylów.

I gdy wydaje się, że ma się już dość, Ulver uderza ponownie - Perdition City, Metamorphosis, Silence Teaches you how to Sing, Silencing the singing, które dobijają tych, którym wydawało się, że już potrafią zaklasyfikować twórczość Ulver. Nie ma tu już blacku, nie ma folku - są malownicze, cyfrowo zimne, elektroniczne pejzaże, z którymi przeplatają się elementy nu-jazzu, delikatne wokale - przeszywając zmysły na wskroś.

One, two… Silencing the singing

Kolejne albumy to Lyckantropen Themes - nadal ciekawy, lecz już mniej zaskakujący, 1993 - 2003 1st Decade in the Machines (remiksy), A Quick Fix of Melancholy oraz soundtrack Svidd Neger.

Dwa ostatnie albumy są warte uwagi ze względu na wręcz symfoniczny rozmach, zadziwiając bogactwem treści.

Lost in the moments, czyli porada dla początkujących

Amatorzy wilczych (Ulver = wilki/wilkołak) wrażeń są lojalnie ostrzegani przed paranormalnym przeżyciem. Ulver nie wymyka się podziałom, Ulver jest ponad wszelkimi podziałami. Przygodę z awangardą najlepiej zacząć od Perditon City lub The Marriage of Heaven And Hell. Wystarczający impuls, by zapoznać się z całą dyskografią.

Tuesday
May 24,2005

Czyli polowań na czarownice ciąg dalszy

Rada proponuje objąć abonamentem radiowo-telewizyjnym posiadaczy komputerów i telefonów komórkowych UMTS.

“Rzeczpospolita” wyjaśnia, że w związku z tym, że za pomocą internetu można odbierać programy radiowe i telewizyjne, KRRiT postanowiła uregulować korzystanie z sieci. Dlatego też wpadła na pomysł, aby stworzyć specjalny urząd, który zajmie się nadzorem i wydawaniem koncesji na internet. Urzędników tych mieliby wybierać politycy.

To oczywiście nie wszystko, bo KRRiTV postanowiło usankcjonować działałność internetowych stacji radiowych i telewizyjnych wymagając od nich posiadania odpowiednich koncesji (bądź, najwyraźniej, koneksji - też ładne słowo na k.)

Sądzę, że odpowiednie opłaty powinni także uiszczać posiadacze aparatów fotograficznych (bo jeszcze wpadną na pomysł zarabiania grubych, nieopodatkowanych, milionów publikując swoje zdjęcia w internecie).

Jak i hype.pl ja również cieszę się niezmiernie, że KRRiTV w końcu wzięła się za to niebezpieczne dla naiwnych, młodych umysłów, narzędzie szatana, jakim jest internet. Sądzę, że osoby tworzące coś w sieci z radością odstąpią Państwu i Radzie, swe lekko zarobione miliony (siwych włosów).

HTML5 - rzut oka (wprowadzenie)

  • Filed under: jogger
Tuesday
May 24,2005

WebForms, WebApps, WebControls

Gdy większość grzecznie czeka na XHTML2, są tacy, którzy twierdzą, że choć następna wersja XHTML zawiera doskonałe rozwiązania dla hyperlinków, multimediów czy semantyki utworów literackich i dokumentów naukowych, nie oferuje niczego co może przydać się w przypadku zwykłych stron WWW (np: na forach dyskusyjnych, w sklepach internetowych) czy aplikacji webowych.

Grupa ta nazywa się Web Hypertext Application Technology Working Group(WhatWG) i skupia osoby prywatne, producentów przeglądarek (m.in. Apple, Mozilla i Opera) oraz grupy ściśle zainteresowane rozwojem technologii sieciowych. W chwili obecnej pracuje nad trzema specyfikacjami - Web Forms, Web Applications (zwany również HTML5), Web Controls.

Web Forms zawiera nowe elementy i rozszerzenia już istniejących elementów (znanych z HTML) użyteczne na typowej stronie internetowej. Web Applications ułatwia tworzenie aplikacji webowych (np obsługa kontrolek RTF, menu, pasków narzędziowych). Web Controls w zamierzeniu rozszerza funkcjonalność Javascript i CSS.

Najbardziej zaawansowana i najbliższa realizacji, na tę chwilę, jest specyfikacja Web Forms 2.0.

Zgodnie z tym, co powiedział CEO Opery, Opera implementuje aktualnie obsługę Web Forms 2.0, a Firefox 1.1 powinien zawierać obsługę canvas.

HTML5 na tę chwilę nazwany jest WebApps i jego specyfikację można zobaczyć tutaj.

HTML5

XHTML był dobry dla Sieci. Bez wątpienia. Jego pojawienie się wywołało w niej pozytywny ruch - ludzie zaczęli przebudowywać swoje strony. Wszystko spowijała mgła haseł takich jak “dostępność”, “użyteczność” czy “kompatybilność”.
Dowiedzieliśmy się, że meta tagi są złe, że <font> jest passe, a za budowanie szablonów na tabelach będziemy smażyć się w piekle. Wiele osób próbowało stosować <div> i CSS, nieudolnie zastępując swoje tabelowe szablony nową technologią - w imię “semantic markup”, którego na dobrą sprawę nikt, poza garstką oświeconych, nie rozumiał i bzdury numer jeden: strony walidujące się w XHTML wyglądają wszędzie tak samo. Ci, którzy chcieli zrozumieć, bądź robić po swojemu, byli odsyłani do Google, AListApart czy HTML Dog i zapraszani ponownie gdy przyswoją sobie ten zakres wiedzy.

Część się czegoś nauczyła. Reszta dalej nie wie dlaczego <div> jest lepsze, dlaczego nie może umieścić <p> w <p> i jak należy korzystać z sekcji i klas - co w prostej linii doprowadziło do kolejnej choroby Sieci - divitis i classitis. Ba, spora część ludzi wciąż sądzi, że &nbsp; służy do tworzenia odstępów i nie rozumie semantyki (na dobrą sprawę sam się często zastanawiam co faktycznie jest lepsze z semantycznego punktu widzenia).

Nieszczęsny text/html

Chociaż po wydaniu XHTML1 i planach wydania XHTML2 oraz XForms, nikt nie przypuszczał, że dla text/html istnieje jakaś przyszłość - jednak istnieje!
WHATWG dostrzega fakt, że pozostanie kompatybilnym wstecz jest wciąż ważne, nawet w nowoczesnej Sieci. Jedną z głównych idei przyświecających grupie jest dodanie do HTML obsługi błędów. Jako, że domyślnie, HTML był językiem nie zawierającym żadnej metody obsługi błędów, należało stworzyć metodę radzącą sobie z nieprawidłową składnią - nazywaną czasem tag-zupą (tag-soup). Jako, że przeglądarki zaimplementowały tę koncepcję na swoje sposoby, strony były wyświetlane na różne sposoby, ponieważ drzewo DOM po sparsowaniu dokumentu, nie wyglądało w żadnej z nich tak samo.

W czasie, gdy tworzono XML ten problem ponownie wyszedł na światło dzienne. Rozwiązanie zastosowane w XML można nazwać drakońskim - w przypadku napotkania błędu, parser po prostu przestaje renderować dokument i wyrzuca komunikat o błędzie, pozostawiając użytkownika z niczym. Co gorsza, problem ten rozszerzył się także na RSS, oraz Atom Feed, który również nie zawiera żadnego, sensownego, rozwiązania tego problemu. Językiem, w którym udało się umieścić bardzo przyjemną formę obsługi błędów jest CSS. Oczywiście, w początkach implementacji zdarzały się “potknięcia”, jednak obecnie w przypadku popełnienia błędu w CSS, pozostałe elementy arkusza i tak zostaną poprawnie wyświetlone. Można to nazwać “user-friendly”.

Jak zostało już wspomniane - HTML 5 zapewni metodę parsowania dokumentów kompatybilną w przód jak i wstecz. Oprócz tego, HTML5 oczyszcza i rozwija specyfikację HTML4, definiuje zależności względem drzewa DOM oraz, w miarę możliwości, wprowadza nowe obiekty i elementy do specyfikacji. HTML5 będzie zawierał także specyfikację Web Forms 2, która jakiś czas temu została zgłoszona do W3C. HTML5 to także element CANVAS.

Pikselami po płótnie czyli czym jest CANVAS

CANVAS to bardzo sprytny element strony - jego wymiary są zależne od rozdzielczości strony i służy on z grubsza do prezentowania grafik, wykresów, paneli gier, w czasie rzeczywistym.

HTML5 vs XHTML

Jako, że HTML5 i XHTML korzystają z innego namespace nie ma obaw, że pojawią się problemy z korzystaniem z obu. Co więcej - elementy HTML5 prawie na pewno znajdą się w kolejnych wcieleniach XHTML. Co na pewno się zmieni, to fakt, że Załącznik C specyfikacji XHTML (Appendix C, informacje o media type) stanie się przestarzały i niepotrzebny.

Monday
May 23,2005

Muzycznie

Moje życie zrobiło myk!, wywróciło się, wywinęło się i odwróciło do mnie ogonem, pokazując mi - kolokwialną - dupę. A ja na to Fru!. Bo muzyka to moja pierwsza i jedyna, prawdziwa, miłość.

Pierwszą płytką, na którą obecnie czekam jest Szum rodzi hałas POE, czyli Projekt Ostry Emade. Drugą, która już wpadła w me łapki i głośniki to właśnie: Fisz & Envee - Fru!.

Bartka Waglewskiego, zwanego Fisz, raczej nie muszę nikomu przedstawiać. Jednak Fisz i Envee na płytce Fru! to całkiem inne podejście do muzyki - trudne do zaszufladkowania. Smaczki dla siebie znajdą tu tak fani trip/hip-hopu jak i nu-jazzu, down-tempo. Całość okraszona jest typowym dla Fisza przeciąganym melorecytowaniem, zabawami z akcentem i słowami - nie ukrywam jednak, że czasem jego słowa przeszkadzają w słuchaniu podkładów, które są wprost niesamowite.

Na specjalną uwagę zasługują dwa pierwsze utwory z płyty, czyli Idzie miłość oraz Chodźmy w deszcz. Muzycznie bardzo ciekawy jest także Do pani (dalekie skojarzenie: utwory Yello) oraz “balladowy” Kuchnia.

Chcąc podsumować płytę w kilku słowach, najprościej byłoby posłużyć się cytatem z Chodźmy w deszcz: Za bardzo pop na podziemie, za bardzo podziemny na pop. I byłoby to chyba najlepsze określenie tej płyty. Zdecydowanie warte posłuchania.

Elektronicznie

Brothers in Arms: Road to Hill 30

Jakiś czas temu pisałem, że czekam na Brothers in Arms: Road to Hill 30. Nie, już nie czekam. Żałuję, że czekałem.

Gra wyłamuje się z panującego trendu - że gra powinna wystraczyć na 6 godzin ciągłego grania i to wszystko. Nie da się jej przejść w 6 godzin, chyba, że na poziomie Easy. I z grubsza, tu kończą się jej zalety.

Po filmikach z gry obawiałem się, że autorzy wykorzystali engine Deus Ex (Far Cry). Ku mojemu zadowoleniu jednak nie skorzystali z niego. W zamian skorzystali z engine Unreal 2, wzbogacony o modny ostatnio HDR (High Dynamic Range, “96bitowy kolor”. Technologia, w której każda składowa koloru ma 32bity. Wykorzystywane chociażby w przypadku super dokładnych cieniowań). I tym mnie zawiedli. Tak, Unreal 2 mi się podobał, nawet bardzo, lecz to było kilka lat temu. Po premierze Halflife 2 i jego silnika oczekiwałem, że developerzy pójdą w kierunku jaki HAVOC zaprezentował - interakcja z każdym elementem otoczenia, możliwość zniszczenia dowolnego obiektu. Niestety, nie poszli.

Dochodzi przez to do paradoksalnych sytuacji, w których, dla przykładu, klęczymy za murkiem grubości 15cm a w nas, z działa, strzela Sturmgeschutz i nic nam się nie dzieje!. Szkoda, że w rzeczywistości tak nie było. Może udałoby się ocalić wiele istnień ludzkich.

Kolejny błąd to nieśmiertelność naszych bohaterów, oraz ich nieograniczone zapasy amunicji. Wyobrażaliście sobie kiedyś żolnierza strzelającego przez godzinę, ogniem ciągłym, w stronę przeciwnika? Nie? To polecam BIA. W dodatku wspomniana nieśmiertelność - w każdej misji możemy stracić dowolnego towarzysza, ale w kolejnej znów będziemy go widzieć w akcji.

W dodatku zastosowano modny skąd inąd (zapoczątkowany przez bodajże Max Payne) tryb, w którym za przejście gry otrzymujemy bonus i możemy spróbować swoich sił ponownie. Jest nawet tryb Realistic, aktywowany po ukończeniu gry na poziomie Hard. Niestety, na mnie to nie działa. Jako, że historia jest jedna i niezmienna, nie przyciąga mnie ponowne przechodzenie DOKŁADNIE tego samego w tej samej kolejności. Nie ważn jak realistyczny były tryb realistic.

W kilku recenzjach spotkałem się ze stwierdzeniem, że A.I. jest mądre. Nie jest. Wielokrotnie zdarzyło mi się widzieć, jak mój Sherman, choć kazałem mu przejechać do punktu odległego o 10 metrów, kręcił się, objeżdzał pół planszy (wchodząc pod ogień p.panc.) i dopiero wtedy docierał na miejsce. Ponadto gra jest stronnicza i patetyczna - Shermany wcale nie były tak rewelacyjnymi czołgami jak nam się wmawia. Ich było po prostu dużo. Firefly zyskał swoją nazwę dlatego, że zapalał się od pierwszego trafienia, a tu jeździ, strzela i w dodatku nie obrywa.

Ponadto sterować możemy tylko całymi “oddziałami”. Co również jest trochę nieporęczne.

A na koniec zostawiłem rzecz, która mnie totalne odstraszyła od gry - brak “sejwów” w dowolnym momencie gry. Stan gry zapisuje się tylko w przypadku dotarcia do punktu kontrolnego, przez co nierzadko lądujemy z 10 kulkami w plecach, 2 metry przed rzeczonym punktem.

Podsumowując - jeśli tak jak ja, jesteś maniakiem historii i “kręcą” Cię klimaty drugowojenne - i tak zagrasz. Jeśli nie - daruj sobie. Szkoda 5GB na dysku.

Stronghold 2

O ile BIA po prostu mi się nie spodobało, o tyle S2 to dla mnie kompletna porażka i żałuję, że zobaczyłem tę grę na własne oczy, bo zabiła pewną legendę.

Stronghold (po polsku Twierdza), oferowało coś, o czym marzyłem od czasów dziadków Castles 1 i Castles 2 - możliwość budowy zamków, twierdz i testowania ich w warunkach bojowych.

To, czym mnie do siebie przyciągnęło to prostota i szybkość z jaką działało.

Stronghold 2 wciąż jest proste i intuicyjne, ale odstrasza już na samym początku. Nie liczyłem, ale ta gra, za każdym razem, włącza się około minuty. Ponadto zapomnij o niej, jeśli masz mniej niż 512MiB RAM. Przy 512 gra schodziła przy byle okazji na swap i można było pomarzyć o płynności scrollowania mapy. Po tym, jak dokupiłem 1GB gra dostała “kopa”, jednak wciąż się tnie i zwalnia. Rozumiem, że przydałaby mi się nowa karta graficzna (obecnie mam GF4 Titanium 4200), lecz HL2 chodził u mnie niczego sobie, a tu mam slideshow w low detail!

Widać taka to cena za posiadanie 3wymiarowego kursora, gry witającej mnie “hello lord Tom!” (przyznaję, zaskoczyło mnie, że Tomasz skróciło do Tom i poprawnie wypowiedziało) i możliwości oglądania kupki polygonów, err.. pani na zamku w kąpieli (na co to komu? dla domorosłych erotumanów?).

Ciekawym pomysłem są hrabstwa. Ale tylko z pozoru, gdyż są one po prostu dostarczycielami surowców. Niczym więcej. Nie można w nich wybudować zamków, a jeśli się człowiek uprze, to dzięki tym hrabstwom i mądremu rozmieszczeniu wojsk, przeciwnik nigdy nie podejdzie pod nasze mury - przez co na znaczeniu traci główny wątek gry.

A skoro już jesteśmy w temacie armii - możemy rekrutować regularnych żołnierzy, a możemy zatrudniać najemników. Jako, że rekrutacja żołnierzy jest droga i kłopotliwa (wpierw trzeba uzbierać punkty, punkty honoru, wytworzyć odpowiednią broń) to taniej i szybciej wychodzi zatrudnienie najemników. I wszyscy tak właśnie robią - przez co umarł kolejny wątek gry.

Uwielbiałem Stronghold 1 i Stronghold Crusader, lecz Stronghold 2 to dla mnie zabicie “legendy”. Gra nie oferuje niczego wyjątkowego a przy tym działa koszmarnie wolno. Jeśli lubisz Twierdzę - zostań przy pierwszej części i dodatku. Jeśli masz super mocny sprzęt - spróbuj, może Ci się spodoba. Mnie na pewno nie.

Wednesday
May 18,2005

Swego czasu opisywałem jak zrobić “pseudo” kategorie na blogu a od kilku dni myśli zaprzątało mi wyświetlanie “filetypeów” na stronie WWW.

O co chodzi?

Wyobraźmy sobie sytuację, w której nasza strona zawiera pliki multimedialne, a my chcielibyśmy wizualnie poinformować użytkownika, jakiego typu plik skrywa się pod niepozornym linkiem. Możemy dopisywać ręcznie np (Flash) w nazwie linka, jednak przy kilku tysiącach plików jest to rozwiązanie mało wygodne. Lepszym rozwiązaniem byłoby jakieś PHP, ASP, czy JSP; jednak nie zawsze mamy do tego dostęp. Pozostaje client-side - Javascript, Greasemonkey i… CSS.

Właśnie, z racji tego, że JS i Greasemonkey mnie nie zadowala, chciałem rozwiązania opartego o CSS.

Szczypta HTML

Nasz przykładowy fragment kodu będzie wyglądał następująco:

  • <a href="http://przykładowy.com/film.swf">jakiś film</a>
  • <a href="http://przykładowy.com/film.mov">jakiś film</a>
  • <a href="http://przykładowy.com/film.qt">jakiś film</a>

CSS - nasz bohater

W trzecim wcieleniu CSS dorobił się kilku nowych selektorów, które według mnie są zdecydowanie bardziej użyteczne od swoich starszych braci.

Ja skorzystam z jednego - $=.

Niektórzy mogą kojarzyć również trzeci z nowych selektorów - ^=. Służy on do wybierania elementów, których początek nazwy zaczyna się od wpisanego ciągu. Na przykład: a[href^="http://"]{text-decoration: none;}.

$= natomiast, wybiera nam elementy, które kończą się danym ciągiem. Na przykład: a[href$=".jpg"]{color: #f00;}.

Hmm.. chwila. Czy myślicie o tym samym, o czym ja? (nie, wcale nie o tym).

Do rzeczy

Wiemy już zatem jak wybrać odpowiedni element. Ale na razie możemy zmienić atrybuty linka pasującego do wzorca, a ja wspominałem, że chciałbym w sposób bardziej intuicyjny (opisowy) poinformować użytkownika jakiego typu plik znajduje się pod nazwą linka.

Do tego posłuży nam pseudoklasa ::after i atrybut content:

Bez przeciągania, zabieramy się za nasz kod:

  • a[href$=".swf"]::after{content: “(Flash)”; color: red; font-size: 60%; vertical-align: text-top; text-decoration: none;}
  • a[href$=".mov"]::after{content: “(Mov)”; color: black; font-size: 60%; vertical-align: text-top; text-decoration: none;}
  • a[href$=".avi"]::after{content: “(AVI)”; color: #f90; font-size: 60%; vertical-align: text-top; text-decoration: none;}
  • a[href$=".qt"]::after{content: “(QuickTime)”; color: #90f; font-size: 60%; vertical-align: text-top; text-decoration: none;}

Voila. Od tej pory, każdy link pasujący do wzorca będzie miał odpowiedni podpis, zależnie od tego, do jakiego typu pliku prowadzi. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by zamiast tekstowego opisu dorobić ikonę czy coś innego.

Można także zmienić zachowanie elementów poprzez zastosowanie :hover czy :focus. Na przykład:

  • a[href$=".swf"]:hover::after{content: “(Flash)”; color: red; font-size: 60%; vertical-align: text-top; text-decoration: none;}

Minusy?

Sposób ten działa tylko w Gecko’watych.

Ale wspominałeś coś o komentarzach?

Tak, ale po przemyśleniu muszę napisać uwagę niczym mój matematyk w liceum - jest to rozwiązanie poprawne ale błędne. Niestety, bez modyfikacji w kodzie joggera (bądź specyfikacji CSS) nie widzę możliwości by je poprawić. Dodałem prośbę o modyfikację do Buggera i wypada czekać. Co prawda nie wiem co pojawi się najpierw - możliwość wybierania elementu nadrzędnego dla dziecka w CSS czy poprawka w kodzie Joggera…

Opis metody

Być może ktoś jeszcze pamięta, jak chwilę po pseudokategoriach chciałem stworzyć pseudokategorie komentarzy. Na przykład wyróżnić komentarze właściciela jogga spośród innych. Tamten sposób zawiódł, ale postanowiłem go poprawić.

Z pomocą przyszedł mi inny selektor CSS3, wspominany już *=, który po prostu wybiera elementy pasujące do wartości, niezależnie, czy jest ona oddzielana spacjami, myślnikami, kropkami, znajduje się na początku czy na końcu ciągu.

Nasz kod HTML w komentarzach wygląda, z tego co pamiętam, mniej-więcej tak:

  • <h3><a href="nbw.jogger.pl"></h3>

CSS do tego:

  • a[href*="nbw"]{border: 1px solid #000;}

Jeśli chcielibyśmy wyróżnić cały komentarz, to tak jak kiedyś pisałem - dodajemy <COMMENT_NICK/> do title= div’a z komentarzem. Przy czym stosujemy pojedynczy cudzysłów. Kod dla takiego diva wyglądałby mniej więcej tak:

  • div[title*="nbw"]{border: 1px solid #000;}

Sprawdziłem tę metodę w przeglądarkach - działa. Można także uspokoić validator poprzez przestawienie DOCTYPE w HTML4.01. Niemniej ze względu na fakt, że kod taki wyglądałby tak:

  • <div title='<a href="http://nbw.jogger.pl">nbw</a>'>

skutki stosowania tej metody mogą byc “nieprzewidywalne
.

W głąb Greasemonkey

  • Filed under: jogger
Wednesday
May 18,2005

Mark Pilgrim najwyraźniej długo bez komputerów nie wytrzymał. Dzięki temu, kiedy już posmakujesz siły Greasemonkey na przykładzie gotowych skryptów odwiedź Dive Into Greasemonkey - znajdziesz tam darmową wersję kolejnej z serii znanych i uznanych książek Marka.

(pseudo)Hack na standard.stat.pl?

  • Filed under: jogger
Tuesday
May 17,2005

Logujemy się normalnie na standard.stat.pl, czekamy aż sesja utraci ważność i robimy reload okienka ze statystykami. Efekt - panel administracyjny wersji płatnej statystyk. Zadziałało kilka razy w Operze, w Firefoxie widać “przebłysk” ale zaraz po nim następuje zamknięcie okna. W IE nie sprawdzałem.

Ktoś jeszcze się z tym spotkał?