Raz już to zrobiłem, prawie się udało. Czemu by nie spróbowac ponownie?

Z tym, że teraz droga jest zdecydowanie dłuższa a i o przebicie na rynku trudniej. Na tyle długa, że nawet chwilę rozważałem spisywanie jej w formie artykułów, przy okazji swoistego Changelog’a.

Zanim jednak zacznę, pamiętam jak marzyłem o tym, by pracować w domu. Bezstresowo, w komfortowych warunkach.

Praca w domu jednak wiąże się z wielkim problemami. Z reguły zdecydowanie większymi, niż można podejrzewać.

Jest to wspaniałe wyjście dla osób zdyscyplinowanych, ambitnych i pracowitych. Jeśli brak Ci którejkolwiek z cech – znajdź sobie zwykłą pracę.

Owszem, każdą z tych cech można w sobie wyrobić. Zwłaszcza, po którejś porażce z rzędu przychodzą one nader łatwo (o ile wcześniej porażkami nie zrobisz sobie “opinii”. negatywnej, jak najbardziej).

Problem z pracą w domu polega na braku mobilizacji i natłoku “rozpraszaczy” (obiad, fajny film w tv, kobieta, rodzice, telefony od znajomych, nawet pogoda za oknem). Serio, nawet projekt za 100 tys zł nie jest dość mobilizujący.

Brak kontaktu z żywymi ludźmi sprawia, że po mniej więcej tygodniu zaczyna się równia pochyła prowadząca na dno.

Zaczyna się niewinnie – ot, przestaje się golić codziennie. Toaleta poranna również schodzi na dalszy plan (“po co, i tak nikt nie patrzy”).

Kolejnymi etapami staje się zaniedbanie higieny snu – śpi się nierówno, o różnych porach. Z reguły pracuje się do późnej nocy i wstaje późno w dzień. Wszystko w porządku, niby. Organizm, by samodzielnie wyjść ze snu potrzebuje mniej więcej 5-6 godzin. 3-4 godziny to minimum jakie można dać organizmowi by się w pewnym stopniu zregenerował. 8 godzin to norma, dolna granica, określająca pełną regenerację organizmu. 10 godzin to górna granica. Spanie poniżej 3 i powyżej 11 godzin kończy się uczuciem rozbicia, braku koncentracji, czasem braku koordynacji ruchowej a także migrenowymi bólami głowy.

Choć to noc jest porą lepszą dla kreatywnego myślenia, organizm ludzki jest jednak przystosowany do trybu dnia dziennego. Podstawą jest słońce. Niedobór słońca wpływa podobnie jak niedobór snu, przy czym efekty są lepiej widoczne – depresja, brak humoru, nadpobudliwość i wybuchowość, nadwrażliwość na bodźce, migrenowe bóle głowy.

Optymalne byłoby wstawanie w okolicach godziny 7-9, jednak ludzki mózg zaczyna poprawnie funkcjonować dopiero w okolicy godziny 9-10 (bądź, mniej więcej, 2-3 godziny po przebudzeniu).

Dlatego tzw. “zerówki” (7.25) w szkole są skrajnym nieporozumieniem.

Osoby pracujące w domu z reguły śpią po 5-6 (bądź powyżej 10) godzin, o różnych porach, z reguły do późnej nocy/wczesnego rana i śpią do południa/popołudnia.

W efekcie są nadpobudliwe, tracą kreatywność, cierpią na bóle głowy.

Najprostsze zadania przychodzą im z trudem, a pracę którą standardowo można wykonać w 30 minut, robią 3-6 razy dłużej.

Siedzący tryb życia jest zagrożeniem także dla ich nóg a nawet życia – spędzanie za dużej ilości czasu w pozycji siedzącej, przy niedoborze ruchu może, w bardzo pesymistycznym scenariuszu, zakończyć się śmiercią z powodu utworzenia się zatorów w żyłach.

Z powyższych powodów i braku ruchu, osoby zaczynają mniej jeść, uskarżają się na brak apetytu, co w konsekwencji prowadzi do dalszej degeneracji.

Poprzez wydłużenie czasu jakiego potrzeba osobie by zrealizowac dane zagadnieniem, osoby te zaczynają mieć zaległości i przez to cierpią na “wieczne zapracowanie”. Co oczywiście zazębia się z wyżej wymienionymi elementami.

“Wieczne zapracowanie” z kolei prowadzi do potrzeby skrócenia czasu spędzanego na “rozpraszacze”, np jedzenie – dieta staje się prostsza, zasobna w gotowe, przetworzone, produkty takie jak np zupki “chińskie” i czipsy.

Prowadzi to oczywiście do stresu, stres do nerwicy, nerwica do problemów ze snem. Itd…

Jest jeszcze jedna kwestia. Czas pracy. Chociaż standardem jest 8/14 godzinny czas pracy, tak naprawdę w pewnych zawodach powinien być on zdecydowanie krótszy.

Programista nie powinien pracować dłużej niż 4-5 godziny (przy założeniu oczywiście, że cały czas jest skupiony na tym co robi), gdyż po tym okresie przychodzi znużenie i zaczyna się kombinatoryka “co zrobić by nic nie robić a przy tym zarobić”.

Dla grafika tą granicą jest 6 godzin. Po tym czasie również przestaje być kreatywny.

Muzyk, z powodu ilości bodźców jakie do niego docierają może pracować zdecydowanie najdłużej. W przypadku muzyków nie ma dolnej granicy.

Jak to wygląda przy pracy w domu? Ano, po mniej więcej miesiącu w ciemnym pokoju, z zasłoniętymi roletami/żaluzjami, przed monitorem siedzi w koszulce i bokserkach chuda, blada, niewyspana, zarośnięta postać, która rzuca bluzgami na głowę, która boli, rozmywający się obraz na monitorze (przekrwione oczy) i niemożność skupienia się.

Fakt, to co powyżej przedstawiłem (wybaczcie chaotyzm w notce – to przez późną godzinę) to dość pesymistyczny scenariusz. Z wyjątkiem paru rzeczy (np.: czas pracy grup zawodowych) oparte jest o moje własne doświadczenie i eksperymenty na żywym organizmie (czyt. przez wiele lat zaliczałem się do tej grupy i cierpiałem na powyższe – wciąż pracuję w domu ale systematycznie poprawiam warunki w jakich pracuję).

Podsumowując – praca w domu wcale nie jest TAK kolorowa jakby się mogło wydawać. Trzeba do niej naprawdę zdecydowanie więcej uporu, zaangażowania, dyscypliny i doskonałej organizacji.

Dla tych co dopiero zaczynają, ale już zarabiają odpowiednie pieniądze moja propozycja – wynajmijcie sobie jakąś kawalerkę, choćby pokoik 2×2 metry by było okno, biurko i komputer, w którym będziecie pracować. Najlepiej by było to w oddaleniu od miejsca zamieszkania – np 15 minut rowerem. Ustalcie godziny pracy (6-8, od 10 do 16 np).


Swoją drogą, w UK uniwersytety prowadzą działalność wspierającą małe firmy – udostępniają właśnie takie pokoje, na czas aż firma się nie rozwinie i nie będzie jej (jej właściciela) stać na wykupienie swojej własnej powierzchni biurowej.

Ciekawe, czy doczekamy się kiedyś tego w Polsze

Powiązane wpisy:

  1. Stat..ystycznie rzecz biorąc
  2. O relacjach międzyludzkich
  3. Kur** zapiał, kaczki zagdakały…
  4. Krwiopijcy z PółŚwiatka czyli Vampire: Masquerade – Bloodlines, spojrzenie pierwsze.
  5. Słomiani wdowcy.