Wracając niedawno (bądź całkiem dawno, zależnie od przyjętego punktu widzenia) pociągiem z Kielc przysłuchiwałem się rozmowie pary studentów. On i Ona. Ona mężatka, a On zmieniający swój stan cywilny w najbliższych miesiącach. Wywiązała się pomiędzy nimi dyskusja na temat daty. Okazało się bowiem, że jego ślub, z racji braku wolnych terminów, przypada na miesiąc nie zawierający w swej nazwie litery “R”.

Zgodnie z zabobonem, miesiące bez tej litery zaliczane są do “nieszczęśliwych”.

Wtedy zareagowałem tak jak i tutaj - jest to błąd rozumowania. Zabobon ten nie wziął się znikąd i nie bierze pod uwagę kalendarza po polsku.

Dlaczego?

Przyjrzycie się kalendarzowi i nazwom miesięcy po polsku:

  1. Styczeń
  2. Luty
  3. MaRzec
  4. Kwiecień
  5. Maj
  6. CzeRwiec
  7. Lipiec
  8. SieRpień
  9. WRzesień
  10. PazdzieRnik
  11. Listopad
  12. GRudzień

Okej, teraz spróbujmy znaleźć w tym logikę. Po dwóch miesiącach nieszczęśliwych mamy nagle szczęśliwy marzec. Później znów nieszczęście i czerwiec. A później nagle, ni z tego ni z owego, całkiem szczęśliwe miesiące zimowe (z przerwami). No ale kto by chciał się pobierać w grudniu?

Jak nie trudno zauważyć - logiki w tym brak.

I nie bez powodu. Powiedzenie to jest starsze niż spolszczone nazwy miesięcy. A skoro starsze, trzeba poszukać głębiej. A może by tak.. po łacinie?

Kalendarz po łacinie prezentuje się obiecująco:

  1. Ianuarius
  2. Februarius
  3. Martius
  4. Aprilis
  5. Maius
  6. Iunius
  7. Iulius
  8. Augustus
  9. September
  10. October
  11. November
  12. December

Zgodnie z tym kalendarzem, okazuje się, że nieszczęśliwe miesiące są… najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia nowoczesnych par - od wiosny do lata. Dlaczego?

Wpierw by trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie - co jest szczęściem małżeństwa? Ano właśnie - dzieci.

Skoro wiemy już, że powiedzenie to pochodzi z dawnych czasów, to wiemy również, że ślub był niemal równoznaczny z poczęciem dziecka.

Okres letni to okres wytężonej pracy na roli, w którym każde ręce do pracy były na wagę złota. To także okres w którym jest ciepło i w którym o pożywienie nie trudno. Zatem dziecko poczęte w okresie od stycznia do kwietnia nie przeszkadzało matce pomagać w pracy, a poczęte od września do grudnia miało szansę przyjść na świat w sprzyjających warunkach.

Poczęcie w okresie od maja do sierpnia sprawiało, że dziecko albo przyszłoby na świat w środku zimy, co narażałoby je na przeziębienie w słabo ogrzewanych i izolowanych chatach, i śmierć, albo w czsaie, gdy pożywienia było mało a wszystkie ręce potrzebne były do pracy w polu.

Widać zatem, że ten zabobon nie był taki “ot tak sobie”. Taki jest tylko w obecnych czasach, gdy nie trzeba się przejmować specjalnie przeziębieniami bądź brakiem jedzenia.