Wracając niedawno (bądź całkiem dawno, zależnie od przyjętego punktu widzenia) pociągiem z Kielc przysłuchiwałem się rozmowie pary studentów. On i Ona. Ona mężatka, a On zmieniający swój stan cywilny w najbliższych miesiącach. Wywiązała się pomiędzy nimi dyskusja na temat daty. Okazało się bowiem, że jego ślub, z racji braku wolnych terminów, przypada na miesiąc nie zawierający w swej nazwie litery “R”.
Zgodnie z zabobonem, miesiące bez tej litery zaliczane są do “nieszczęśliwych”.
Wtedy zareagowałem tak jak i tutaj - jest to błąd rozumowania. Zabobon ten nie wziął się znikąd i nie bierze pod uwagę kalendarza po polsku.
Dlaczego?
Przyjrzycie się kalendarzowi i nazwom miesięcy po polsku:
Okej, teraz spróbujmy znaleźć w tym logikę. Po dwóch miesiącach nieszczęśliwych mamy nagle szczęśliwy marzec. Później znów nieszczęście i czerwiec. A później nagle, ni z tego ni z owego, całkiem szczęśliwe miesiące zimowe (z przerwami). No ale kto by chciał się pobierać w grudniu?
Jak nie trudno zauważyć - logiki w tym brak.
I nie bez powodu. Powiedzenie to jest starsze niż spolszczone nazwy miesięcy. A skoro starsze, trzeba poszukać głębiej. A może by tak.. po łacinie?
Kalendarz po łacinie prezentuje się obiecująco:
Zgodnie z tym kalendarzem, okazuje się, że nieszczęśliwe miesiące są… najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia nowoczesnych par - od wiosny do lata. Dlaczego?
Wpierw by trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie - co jest szczęściem małżeństwa? Ano właśnie - dzieci.
Skoro wiemy już, że powiedzenie to pochodzi z dawnych czasów, to wiemy również, że ślub był niemal równoznaczny z poczęciem dziecka.
Okres letni to okres wytężonej pracy na roli, w którym każde ręce do pracy były na wagę złota. To także okres w którym jest ciepło i w którym o pożywienie nie trudno. Zatem dziecko poczęte w okresie od stycznia do kwietnia nie przeszkadzało matce pomagać w pracy, a poczęte od września do grudnia miało szansę przyjść na świat w sprzyjających warunkach.
Poczęcie w okresie od maja do sierpnia sprawiało, że dziecko albo przyszłoby na świat w środku zimy, co narażałoby je na przeziębienie w słabo ogrzewanych i izolowanych chatach, i śmierć, albo w czsaie, gdy pożywienia było mało a wszystkie ręce potrzebne były do pracy w polu.
Widać zatem, że ten zabobon nie był taki “ot tak sobie”. Taki jest tylko w obecnych czasach, gdy nie trzeba się przejmować specjalnie przeziębieniami bądź brakiem jedzenia.
Nazywam się Tomasz Staniak, zajmuję się prowadzeniem/tworzeniem projektów internetowych. Na blogu przeczytasz o tym, co mnie interesuje a także z czym jestem związany zawodowo.
4 Responses for "Szczęścia w małżeństwie."
Dobrze piszesz. Tak jest z wieloma zabobonami (i to jest właściwa nazwa), a także pochodzeniem wielu zaleceń w różnych religiach (typu zakazu spożywania wieprzowiny u judaistów i muzułmanów).
badrdzo ciekawe. nie wiedzialem o tym
ZKI - owszem. Islam tłumaczy zakaz spożywania wieprzowiny faktem, że mięso świni jest niezdrowe. I faktycznie, dla przykładu - Świnia wydala tylko 2% kwasu moczowego z organizmu- 98% tego związku pozostaje w jej tkankach. Nadmiar kwasu moczowego w organizmie człowieka jest przyczyną wielu chorób, np. dna moczanowej, kamicy nerek.
Hmm. Pewnie to prawda. Myślisz, że o tych szczegółach wiedzieli w roku 600-800 kiedy formowały się księgi koranowe (i wcześniej, bo zakaz wieprzowiny jest również u judaizmie)? Wg mnie zasada była prosta: mięso wieprzowe szybciej się psuje, trudniej się konserwuje, łatwiej przenosi choroby typu pasożytowego (o tym mogli wiedzieć), a dla utrzymania wątłej jeszcze populacji wyznawców wszelkie zalecenia zwiększające szanse na przetrwanie były cenne.
Co do niezdrowości samej wieprzowiny lekarze mogą się pospierać. Podobnież mięso świni ma najbardziej zbliżone białko do białka ludzkiego z czego można by wnioskować, że jest dla ludzi odpowiedniejsze. Ale to nic nie przesądza, lekarzy rola zgłębiać temat.
Leave a reply