Wniosek na dziś - czytanie szkodzi..

Widocznie jestem z innej epoki w której to ludzie empirycznie dochodzili do pewnych rzeczy. Metodą prób i błędów.

W której system to był system, a program to był program..

A teraz wychowany na jedynie słusznym systemie człowiek przeciąga 7 płyt Linuksa bo chce mieć “wszystko”..

Artykuł w pewnej super multimedialnej, bajerami upstrzonej, gazetce. Bardzo przystępnie opisany.
Taki trochę na zasadzie - “by włączyć komputer, naciśnij przycisk, na obudowie, podpisany ‘power’”.

Ale i do tego można się przyczepić, prawda? Rednaczyjna odpowiedź - “palcem wkazującym czy kciukiem?”

Brakowało tylko byśmy podali nacisk, dynamometrem..

I choć odnoszę się do komputerów, to jednak na każdym kroku widzę jak ogarnia nas multimedialna papka informacyjna pozbawiona jakichkolwiek walorów smakowych.

Wystarczy usiąść i skonsumować.. albo nie, nie trzeba nawet siadać.. przecież to marnotrawstwo czasu.. nawet nie ma co trawić.. już jest przesiane, przeczyszczone, odczyszczone, wyzute z niewygodnych treści, które nie daj boże mogłyby przyprawić o niestrawności.

Ot, taki umysłowy “wash and go”.

Już Homo nie musisz Sapiens by być całkiem “kul” i “elo”.

Pomyślą za ciebie, powiedzą co lepsze, dadzą gotowe rozwiązania… ty się tylko podpisz.. i zapłać.. a jak zabraknie papieru w drukarce to skontaktuj się ze sprzedawcą.