Odkąd pamiętam nauka w moim przypadku była mocno oparta o empiryzm (i odkąd pamiętam, tego typu historie lubiłem zaczynać od “odkąd pamiętam”). Psułem, naprawiałem, psułem, naprawiałem.

Po psuciu było się bogatszym o nowe doświadczenie (i parę godzin w plecy, by to naprawić).

Systemy operacyjne poznawałem od podszewki i nawet rozważałem kiedyś spisanie poradnika: “zawieś swój system w trzy kliknięcia”.

Na Amidze, dzięki takiemu wynalazkowi jak podział na ekrany i okna, było to banalnie proste (ach, jak żałuję że układy AAA+ nigdy nie ujrzały światła dziennego).

Nad pierwszymi Windowsami mógłbym spuścić zasłonę miłosierdzia, bo te potrafiły się zawiesić z podniecenia, że w ogóle udało im się włączyć (niestety, wraz z 2000/xp cały urok prysł).

A wczoraj, a właściwie to dziś, po 12 godzinach bootstrapowania (@vmware) powstało rock-solid, mega zoptymalizowane, odkurzające i obierające ziemniaki, Gentoo.

Które teraz zawiesza się od samego działania (dowolne środowisko graficzne).

O ile w przypadku wszystkich poprzednich systemów wiedziałem co jest przyczyną (w końcu sam psułem), tak w tym przypadku nie mam pojęcia (yet).

No dobra, swoje podejrzenia mam, tylko czasu na sprawdzenie ich już nie.