Wiecie, obecnie walczę o kontrakty, umowy, parę groszy na piwo i czuję się jak tania dziwka.

Z jednej strony mam ubaw z tej całej szopki w bycie PRO. Patrzę co konkurencja robi – “8 lat doświadczenia” i strona we Front Page zrobiona, wywalająca się na wszystkim co nie jest IE. Śmiać mi się chce. A najbardziej chyba z siebie samego, że biorę w tym udział.

Przypomina to wyrywanie łatwej panienki przy barze. Ba, właściwie to kilku na raz. Tylko wybierasz z którą idziesz wpierw do kibla i czekasz aż uklęknie albo się wypnie. Przy czym to nie ty płacisz, tylko ona.

A później idziesz do następnej. I czujesz, czuję, jak bardzo do tego nie pasujesz.

Powiązane wpisy:

  1. Crysis – raczej stan rynku, niż nazwa gry
  2. blablabla Żętó.
  3. Back to the roots
  4. Kryzys
  5. Lanie wody