Dreamweaver 7MX to bardzo dobre narzędzie. Rili.

Przede wszystkim - jest ładny. Eye-catchy!

Ma ładnie wyprofilowane tab’y, dużo opcji, jest kolorowy i ma ładną ikonkę.

BA! Ma WIELE ikonek. Przepraszam - wiele ŁADNYCH ikonek. Wiele ładnych, landrynkowatych, ikonek.

Czy wspominałem już, że ma ładną ikonkę? I ładną nazwę też. Taką catchy - profesjonalną.

I sam Jeffrey Zeldman opisuje Dreamweavera w Projektowanie serwisów WWW.

Tylko… droga Macromedio - ja rozumiem, że MacOSX ze swoją akceleracją 3D dla przezroczystych okien, dynamicznych cieni i anonimowanych (autentyk z xp - jak macie wersję polską, najlepiej bez service packów to można znaleźć w “szukaj”) ikonek jest wspaniałą platformą dla tak “edgy” produktu. Windows, niestety, nader często ma problemy z akceleracją paska start, nie mówiąc już o problemach z akceleracją samego siebie.

Reasumując - tak, D7 MX to wspaniałe narzędzie, zwłaszcza jeśli ktoś lubi spędzać długie zimowe wieczory przy tweakowaniu plików XML i szukaniu oczywistych opcji w menu.

Faktycznie jest zgodne ze standardami (pod warunkiem, że użyszkodnik się trochę zna i nie boi się włączyć odpowiednich opcji w konfigu) oraz potrafi zmienić charset.

I oczywiście - już po kilku chwilach można osiągnąć 100% wydajność.

…pod warunkiem, że w prostszym edytorze mieliśmy 150%*…

*) 50% idzie na obsługę tych wszystkich menu i porozstrzelanych paneli. Pewnie po jakimś czasie da się do tego przyzwyczaić. Mi po pół roku się jeszcze nie udało…