Mam dwadzieścia cztery lata. Ocalałem, prowadzony na rzeź.

Przywykłem już do moich bezsennych nocy, bezsennych dni. Przywykłem już, że ciało nie nadąża, nie rozumie tego co się dzieje.

Hell, sam nie rozumiem dlaczego właśnie teraz, dlaczego właśnie teraz wróciło to z taką siłą

Żyję, funkcjonuję, śmieję się, tworzę. Pisuję artykuły, bajki, wiersze, książki. Pomagam ludziom, realizuję cele, marzenia i upajam się swoim upadkiem. Planowałem go z takim pietyzmem, dążyłem do niego z takim uporem.

Choć to tylko tymczasowe.

Za chwilę znów będę taki jak dawniej.

Wróci moja cięta ironia i cyniczny uśmiech.

Nie zadziwia mnie naród, nie zadziwia mnie tłum

Postanowiłem rozprawić się z przeszłością. Wiesz? Zaczynam życie od początku.

Niestety, nie jestem tabula rasa, a pamięć mym bierzmem była, jest i pozostanie.

Znów będę jechał tym samym pociągiem co wtedy. Znów będę kroczył tymi samymi ścieżkami, oddychał tym samym powietrzem, czuł te same zapachy. Znów przywita mnie pierwszy śnieg, gdy wieczorem wyjdę na spacer.

W hotelowym pokoiku upiję się tym, co towarzyszyło Nam, gdy byliśmy razem po raz ostatni.

Pod domem Twoich rodziców zostawię list i czapkę. Tak, tę od głupiej historii - ostatni namacalny dowód, że kiedyś istniałaś w moim świecie.

Historia zatoczy koło, po raz ostatni.

Codzień uśmiecham się do siebie - wiem, że tam gdzie jesteś, jesteś bezpieczna i szczęśliwa.

To ostatnia świeczka na Twoim grobie w mojej pamięci.

Może lepiej

że nie zdążyliśmy

powiedzieć sobie

tych ostatnich słów.

Ostatnie słowa

mogłyby nas zawieść.

Zbyt żywo

dotyczyć tematu.

Nieostrożne

zawadzić mogły

o czas przyszły.

Przedwcześnie pogrzebać

coś w nas.

Mogłyby nie mieć

nic do powiedzenia

Mogłyby mówić

ponad wszelką miarę.

Powiedzieć do nas

o wiele za wszystko.

Jak czynny wulkan

pod tweedowym niebem.

Może lepiej

że nie zdążyliśmy

powiedzieć sobie

tych ostatnich słów.

W ostatnich słowach

zamknięty jest głuszec.

A wszystkie te słowa przeminą, jak łzy na deszczu…